- Tak, to nie wyglądało dobrze. - Najgorsze było to, że takie sytuacje zdarzały się coraz częściej. Najpierw Beltane, później zwyczajne przyjęcie u Abbottów. Nie łączyła tego z śmierciożercami, co wcale nie zmieniało faktu, że ostatnio działo się wiele zła. Nie sądziła, że kiedyś to tego przywyknie.
- Doszło do wielu szkód, ale jakoś udało się wszystkim wyjść stamtąd cało. - Była nawet dumna, że trochę to też jej zasługa. W końcu uratowała dzieciaki, którym mogło się tam coś stać. Norka raczej nie należała do bohaterów, więc to, że komuś faktycznie pomogła było nieco nietypowe dla niej. Może też pod presją potrafiła z siebie wykrzesać bardzi głęboko skrywaną energię.
- Masz rację, tak będzie chyba najlepiej, poczekam do kolejnej pełni i zaangażuję w to Tommy'ego, to dobry pomysł. - Miała szczęście, że pod jej dachem mieszkał wprawiony klątwołamacz i mogła korzystać z jego usług. Może razem uda im się ustalić na jakiej zasadzie działał ten magiczny kwiatek.
Dora przyniosła jej słoik z wodą księżycową, Figgówna skropiła nią roślinę, jednak nic się nie stało. Trudno, może to był fałszywy trop.
Obserwowała uważnie dziewczynę kiedy ta wertowała swoją księgę.
Wpadły na ten sam pomysł, co ucieszyło pannę Figg, bo w sumie to trochę potwierdzało teorię, którą się kierowała. Może faktycznie ten kwiat miał coś wspólnego z kwiatem paproci, o którym mugole wspominali w swoich baśniach, tyle, że ten ich kwtił w każdą pełnię. To był całkiem niezły trop.
- Pewnie tak. Dziękuję za pomoc. Rozpiszę to sobie u siebie, jak dowiem się jeszcze czegoś to dam ci znać. - Zaczęła pakować swoje książki i przede wszystkim kwiatka, po czym po pożegnaniu się z Dorą opuściła Warownię i udała się do Londynu.