07.10.2024, 23:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2024, 23:33 przez Millie Moody.)
– Jesteście tylko talią zwykłych kurwa jebanych w dupę kart – spokojność i cisza zostały skutecznie zbrukane komentarzem znikąd, a konkretnie komentarzem z głębokiego fotela typu uszak, stojącego sobie w kącie pod jednym z regałów obok stołu na którym ów talia zwykłych kurwa jebanych w dupę kart się pyszniła, a przynajmniej dziesięć jej zacnych reprezentantek.
Millie była mizernych rozmiarów, ubrana w stanowczo za duży, męski t-shirt i skandalicznie obcisłe jeansy, zwinięta w kłębek mogła realnie zniknąć z oczu, szczególnie jeśli siedziała cicho. Ale teraz już nie siedziała cicho, a irytacja buchała z niej jak para bucha z dogrzanego byka na corridzie.
Karty szydziły z niej pytała o powazne sprawy, pytała o Miecz Sprawiedliwości, który miał rozsądzić, które rozwiązanie racjonalnie byłoby dla niej najlepsze. I rzeczywiście Sprawiedliwość przyszła ale tylko jako prztyczek w nos. A ziemia... ilość ziemi... gdy jej żywiołem było powietrze, przecież miotła, przecież latanie, przecież płomień i żar, potrzeba nakurwiania się, tak tak o tym też karty mówiły nawet Rydwanem kazały wytrzeć sobie ryj. I ziemia. Królestwo denarów.
Miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje, choć pewnie była to kwestia tego, że nie jadła nic... od wczoraj? W końcu zerwała się na równe nogi, równie gwałtownie co gwałtownie wyrzuciła z siebie odautorski komentarz do rozkładu, i wstała ciskając pozostałe karty na stolik. Cudem nie zleciały na ziemię.
I wtedy zobaczyła Atreusa i zamrugała kilkukrotnie, nie mogąc uwierzyć, że go widzi tu w bezpiecznym miejscu, w Warowni, która nie wpuszcza takich złamasów jak on. A nie czekaj, Eryczek go lubił. No tak. I pączki Brenny. Coś było na rzeczy.
Westchnęła, zmuszając się do rozluźnienia szczęki i w ogóle całego ciała napietego jak struna która zaraz miała komuś pizgnąć w oko.
– No hej. – burknęła do niego kuląc się znowu, czując się jak ścierka w porównaniu do jego wymuskanych szat. Zamierzała odwrócić się na pięcie i iść do kuchni po coś ciepłego do picia. Musiała ogarnąć jakkolwiek ten natłok ziemi. Gorzej niż jak wtedy gdy pożarło ją Windermere.
Millie była mizernych rozmiarów, ubrana w stanowczo za duży, męski t-shirt i skandalicznie obcisłe jeansy, zwinięta w kłębek mogła realnie zniknąć z oczu, szczególnie jeśli siedziała cicho. Ale teraz już nie siedziała cicho, a irytacja buchała z niej jak para bucha z dogrzanego byka na corridzie.
Karty szydziły z niej pytała o powazne sprawy, pytała o Miecz Sprawiedliwości, który miał rozsądzić, które rozwiązanie racjonalnie byłoby dla niej najlepsze. I rzeczywiście Sprawiedliwość przyszła ale tylko jako prztyczek w nos. A ziemia... ilość ziemi... gdy jej żywiołem było powietrze, przecież miotła, przecież latanie, przecież płomień i żar, potrzeba nakurwiania się, tak tak o tym też karty mówiły nawet Rydwanem kazały wytrzeć sobie ryj. I ziemia. Królestwo denarów.
Miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje, choć pewnie była to kwestia tego, że nie jadła nic... od wczoraj? W końcu zerwała się na równe nogi, równie gwałtownie co gwałtownie wyrzuciła z siebie odautorski komentarz do rozkładu, i wstała ciskając pozostałe karty na stolik. Cudem nie zleciały na ziemię.
I wtedy zobaczyła Atreusa i zamrugała kilkukrotnie, nie mogąc uwierzyć, że go widzi tu w bezpiecznym miejscu, w Warowni, która nie wpuszcza takich złamasów jak on. A nie czekaj, Eryczek go lubił. No tak. I pączki Brenny. Coś było na rzeczy.
Westchnęła, zmuszając się do rozluźnienia szczęki i w ogóle całego ciała napietego jak struna która zaraz miała komuś pizgnąć w oko.
– No hej. – burknęła do niego kuląc się znowu, czując się jak ścierka w porównaniu do jego wymuskanych szat. Zamierzała odwrócić się na pięcie i iść do kuchni po coś ciepłego do picia. Musiała ogarnąć jakkolwiek ten natłok ziemi. Gorzej niż jak wtedy gdy pożarło ją Windermere.
reprezentantki na stoliku![[Obrazek: JL019GH.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JL019GH.jpeg)