07.10.2024, 23:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2024, 00:08 przez Eden Lestrange.)
Przemieszczam się od rodziców w okolicę Brenny i Atreusa, tj. gdzieś przy namiocie.
Czy chciała się napić po tym, co usłyszała? Owszem, jeszcze jak. Czy chciała to robić w towarzystwie matki? Jeszcze czego.
Może i wyłuskałaby od Eleonory więcej na temat tego, skąd kwaśniejszy niż zwykle humor u czcigodnego pana ojca, ale musiałaby się po te ochłapy wartościowych informacji przedrzeć przez meandry irytującego charakteru matki, na co Eden zdecydowanie nie miała dzisiaj siły.
Musiała dojść do sedna samodzielnie, co nie będzie łatwe, ale mimo ostatnich potknięć i błędów życiowych, nadal nie uważała się za osobę w ciemię bitą. Skoro Fortinbras uznał, że Lorraine wdała się w ojca, oznaczało to, że mu się występy nie podobały. Niemniej cały wyraz urażonego majestatu poprzez zadanie głupiego pytania, w połączeniu ze spojrzeniem bez krzty rozbawienia, bez kpiącego uśmiechu - właśnie to Eden martwiło. Odprowadziła ojca wzrokiem, kiedy powlókł się w kierunku Burke'a. Po chwili oświeciło ją, że to przecież Szef Departamentu Skarbu. Musieli być blisko ze sobą, skoro Fortinbrasowi udało się wcisnąć Elliotta na kanclerza - Eden wierzyła w cuda magiczne, ale nie w to, że jej bliźniak dotarł na to stanowisko ze względu na własne, niebywałe kompetencje. Ojciec musiał zagrać kartę nepotyzmu, przecież to samo robił w jej przypadku.
Eden wstała z siedzenia i zaczęła iść przed siebie, poszukując jeśli nie odpowiedzi na złe przeczucie w kościach, to wskazówki. A może nawet pomocy? Może trzeba było dać znać Brygadzistom, że coś tutaj się może przykrego wydarzyć? Ostrzec przed możliwością powtórki z Beltane?
I wtem wzrokiem napotkała Brennę w towarzystwie Bulstrode'a. Odruchem bezwarunkowym zaczęła się cofać w przeciwnym kierunku do Longbottom, ale w porę ją oświeciło, że przecież lepszego psa obronnego tutaj nie znajdzie, skoro Alastor był nieobecny. Co prawda kobieta wydawała się być tutaj po cywilu, ale przecież każdy wiedział, że ona nigdy nie przestawała pracować. Pewnie tylko czekała, aż bankiet się skończy, aby móc klepać nadgodziny.
Zawróciła w kierunku Brenny.
- Rockbottom, słońce, jak miło mi cię widzieć po raz... trzeci w tym tygodniu - zawołała wręcz w egzaltacji, zbyt wesoło jak na Eden. Za słodko jak na zwrot do Brenny. Złapała za nadgarstek ciemnowłosej, a potem przyciągnęła się do niej zręcznie, nachylając się przy jej twarzy tak blisko, jakby chciała złożyć na jej policzku przyjacielski, powitalny pocałunek. Oczywiście tak się nie stało, Eden niestety była jeszcze trzeźwa. Zamiast tego przysunęła usta do ucha Longbottom i szybkim, acz poważnym tonem rzekła: - Coś się święci i mam złe przeczucia. Proszę, miej się na baczności - wyszeptała tak, aby zostało to pomiędzy nimi, aby nie dotarło do Bulstrode'a. Jeśli się okaże, że nic się nie stanie i ma po prostu paranoję, to przynajmniej tylko Brenna - czyli osoba, której opinia jej absolutnie nie interesowała - będzie wiedzieć, że jej już odbija.
Odsunęła się od ulubionej nawiedzonej brygadzistki z na powrót przywdzianym fałszywym uśmiechem, a potem odwróciła się do Atreusa.
- Atreus, wybacz, nie zauważyłam cię. Co tam u brata? Nadal żałośnie? - Zagaiła o Oriona, którego mieli w zwyczaju zawsze niemiło wspominać, gdy tylko się widzieli. Rzadko miała okazję do zamienienia kilku słów z Bulstrodem, ale zawsze udawało im się wcisnąć w to ich wspólne hobby.
Czy chciała się napić po tym, co usłyszała? Owszem, jeszcze jak. Czy chciała to robić w towarzystwie matki? Jeszcze czego.
Może i wyłuskałaby od Eleonory więcej na temat tego, skąd kwaśniejszy niż zwykle humor u czcigodnego pana ojca, ale musiałaby się po te ochłapy wartościowych informacji przedrzeć przez meandry irytującego charakteru matki, na co Eden zdecydowanie nie miała dzisiaj siły.
Musiała dojść do sedna samodzielnie, co nie będzie łatwe, ale mimo ostatnich potknięć i błędów życiowych, nadal nie uważała się za osobę w ciemię bitą. Skoro Fortinbras uznał, że Lorraine wdała się w ojca, oznaczało to, że mu się występy nie podobały. Niemniej cały wyraz urażonego majestatu poprzez zadanie głupiego pytania, w połączeniu ze spojrzeniem bez krzty rozbawienia, bez kpiącego uśmiechu - właśnie to Eden martwiło. Odprowadziła ojca wzrokiem, kiedy powlókł się w kierunku Burke'a. Po chwili oświeciło ją, że to przecież Szef Departamentu Skarbu. Musieli być blisko ze sobą, skoro Fortinbrasowi udało się wcisnąć Elliotta na kanclerza - Eden wierzyła w cuda magiczne, ale nie w to, że jej bliźniak dotarł na to stanowisko ze względu na własne, niebywałe kompetencje. Ojciec musiał zagrać kartę nepotyzmu, przecież to samo robił w jej przypadku.
Eden wstała z siedzenia i zaczęła iść przed siebie, poszukując jeśli nie odpowiedzi na złe przeczucie w kościach, to wskazówki. A może nawet pomocy? Może trzeba było dać znać Brygadzistom, że coś tutaj się może przykrego wydarzyć? Ostrzec przed możliwością powtórki z Beltane?
I wtem wzrokiem napotkała Brennę w towarzystwie Bulstrode'a. Odruchem bezwarunkowym zaczęła się cofać w przeciwnym kierunku do Longbottom, ale w porę ją oświeciło, że przecież lepszego psa obronnego tutaj nie znajdzie, skoro Alastor był nieobecny. Co prawda kobieta wydawała się być tutaj po cywilu, ale przecież każdy wiedział, że ona nigdy nie przestawała pracować. Pewnie tylko czekała, aż bankiet się skończy, aby móc klepać nadgodziny.
Zawróciła w kierunku Brenny.
- Rockbottom, słońce, jak miło mi cię widzieć po raz... trzeci w tym tygodniu - zawołała wręcz w egzaltacji, zbyt wesoło jak na Eden. Za słodko jak na zwrot do Brenny. Złapała za nadgarstek ciemnowłosej, a potem przyciągnęła się do niej zręcznie, nachylając się przy jej twarzy tak blisko, jakby chciała złożyć na jej policzku przyjacielski, powitalny pocałunek. Oczywiście tak się nie stało, Eden niestety była jeszcze trzeźwa. Zamiast tego przysunęła usta do ucha Longbottom i szybkim, acz poważnym tonem rzekła: - Coś się święci i mam złe przeczucia. Proszę, miej się na baczności - wyszeptała tak, aby zostało to pomiędzy nimi, aby nie dotarło do Bulstrode'a. Jeśli się okaże, że nic się nie stanie i ma po prostu paranoję, to przynajmniej tylko Brenna - czyli osoba, której opinia jej absolutnie nie interesowała - będzie wiedzieć, że jej już odbija.
Odsunęła się od ulubionej nawiedzonej brygadzistki z na powrót przywdzianym fałszywym uśmiechem, a potem odwróciła się do Atreusa.
- Atreus, wybacz, nie zauważyłam cię. Co tam u brata? Nadal żałośnie? - Zagaiła o Oriona, którego mieli w zwyczaju zawsze niemiło wspominać, gdy tylko się widzieli. Rzadko miała okazję do zamienienia kilku słów z Bulstrodem, ale zawsze udawało im się wcisnąć w to ich wspólne hobby.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~