08.10.2024, 07:05 ✶
stoimy przy namiocie bankietowym; ja, Brenna i Eden
Coś było w tym, że Atreus niekoniecznie skłonny był się o jakąkolwiek kobietę wykłócać. W jakiś sposób mijało się to dla niego z celem, odbierało pewien urok i na dłuższą metę było cholerne męczące. Może dlatego w głębi duszy tak wyśmiewał całą inicjatywę lipcowego pojedynku o honor jednej damy.
- Nie ma opcji, że te uszy zostają - zakomunikował, bo nie był aż takim fanem Szekspirowych gryzmołów, żeby oddawać się jego jakiejś zmugolszczonej wizji magicznych istot, które krążyły po lasach. Dla czarodziejów podstawowym odpowiednikiem wszelkich fae, elfów czy innych długouszych thirst trapów były wile (pomijając fakt, że nie posiadały ostrych uszu), a elfy same w sobie były miniaturkami które trzymało się dla ozdoby. I nawet jeśli Szekspira twórczość była czarodziejom znana, to dla Atreusa trochę straciła w momencie kiedy ktoś kazał mu bawić się w te przebieranki. Mogli im równie dobrze kazać założyć ośle uszy, według niego wyszłoby na to samo. A nawet większości tu obecnych dygnitarzy coś takiego bardziej by pasowało. - A to już musi pozostać moją tajemnicą - nachylił się ku niej lekko, uśmiechając przy tym delikatnie, w ten charakterystyczny dla niego sposób.
- Potwór? Jak możesz. Ustaliliśmy już, że zwykły chochlik. Potworem to bym był, jakbym ją podpuścił do wyżywania się na innych - rzucił z teatralnym oburzeniem, bo przecież nigdy, ale to nigdy by czegoś takiego nie zrobił, prawda? Enzo jakmutambyło zrobił nawet kawał dobrej roboty, chociaż ciężko było mówić że było mu blisko do takich Rosierów (chociaż Atreus sądził tak chyba przede wszystkim przez wzgląd na kolesiostwo). - Ale tak, ładnie tańczyła. Aż człowiek sam by zatańczył, ale może do czegoś żywszego... - zerknął na nią znacząco, ale potem jego spojrzenie przesunęło się dalej, natrafiając na sylwetkę znajomej blondynki.
Było cos w Malfoy... niepewnego i widząc ją Atreus zmrużył odrobinę oczy, nawet jeśli kąciki ust wciąż wyginały się ku górze, jakby rozmowa z Longbottom wciąż trwała w najlepsze i zajmowała większość jego uwagi. Potem ściągnął brwi i zwyczajnie skrzywił się, bo Eden mówiła tak obślizgle miłym tonem, że chyba siedzenie na widowni i doświadczanie wszystkiego co działo się na scenie, jakoś zadziałało jej niepoprawnie na głowę. Kiedy jeszcze się nachylała, jego spojrzenie powędrowało do Brenny i nawet nie krył się przed nią z tym, że bardzo chciałby wiedziec o co tutaj chodzi, wkładając to pytanie w jakieś przelotne nawiązanie kontaktu wzrokowego, jakby Brenna miała dokładnie zdawać sobie sprawę z tego dlaczego Malfoy się tak do niej lepi. I dlaczego miał wobec tego złe przeczucia.
- Nawet gorzej jak zwykle, bo ostatnio zapytał czy wciąż trzymasz męża w piwnicy, jakby miał nadzieję... Próbował też skoczyć z najwyższego piętra kamienicy, ale brakowało mu kogoś, kto by go pchnął w odpowiednim kierunku, więc zdążył wrócić do obiadu - uśmiechnął się do niej grzecznie. - Jak ci się podobał koncert, Eden? Urzekło cię coś poza grą kuzynki? A reszta rodziny zachwycona?