08.10.2024, 08:30 ✶
z Atreusem i Eden w pobliżu bankietu. Przez moment zerkam po gościach, zwłaszcza ministrze z Bletchleyem i Avery
– To prawie jak prowokacja, żeby spróbować tę tajemnicę odkryć – powiedziała, też się do niego uśmiechając i dlatego nie dostrzegła drobnego tańca Eden, trzy kroki w tył, zmiana zdania i wreszcie szybkie ruszenie w ich kierunku. Nie zdążyła odpowiedzieć jednak już na kolejne słowa, bo szelest sukni Eden dobiegł jej uszu, a sekundę później i głos, dziwnie miły i radosny. Dobrze, że Lestrange nie zrezygnowała z użycia swojego ulubionego przezwiska, bo Brenna byłaby gotowa podejrzewać, że na przyjęcie zamiast niej wkradł się tu metamorfomag.
– Witaj, Raju Utracony, nieważne ile razy, zawsze miło cię widzieć – odparła, choć jej wesołość nie była udawana: nie w pierwszej chwili przynajmniej. Zdziwił ją poufały gest, nagłe pochylenie, jakby były najlepszymi przyjaciółkami – jeszcze bardziej zaś przekazane słowa.
Czy Brenna oczekiwała dziś problemów? Chyba nie: było to mnóstwo czystokrwistych, a ona nawykła traktować jako zagrożenie głównie śmierciożerców. Ale nie było żadnych powodów, by lekceważyć ostrzeżenie: przecież nawet jeśli było pomyłką albo złośliwością, wzięcie go pod uwagę nie przyniesie nadmiernych problemów. A Eden mogła usłyszeć lub zobaczyć coś, co ją zaniepokoiło. Znała tych ludzi, znała ten światek i kiedyś pracowała w Departamencie. Nie musiało dochodzić tu od razu do zamieszek – choć mogło – ale mogłoby dojść do czegoś, co przyniesie problemy później. Bankiet mógł stać się ziarnem, z którego wyrośnie pęd. Poza tym nie każde kłopoty prowokował Voldemort, a tu byli zgromadzeni ważni ludzie z Ministerstwa. Nie wspominając o tym, że ktoś mógł wcześniej wiedzieć, że Enzo przygotuje te stroje i coś przyszykować.
Brenna i tak była... uważna, bo do tego przywykła, a teraz Lestrange dodatkowo ją zaalarmowała. Może po prostu ktoś miał potem potłuc talerz, bo zaproszono tu Remingtona. A może coś więcej.
– Zawsze, Eden – powiedziała, a z jej oczu znikła wesołość, zastąpiona czujnością, dłoń na moment krótki jak mgnienie oka zacisnęła się na przedramieniu kobiety, niby to w kontynuacji powitania. Może ten gest miał pokazać, że przyjęła do wiadomości - a może miał być uspokajający.
Nie miała szansy wyłapać spojrzenia Atreusa, zwłaszcza że jej wzrok pomknął najpierw namierzyć Ministrę z wujem Patricka, potem mu młodej Burke, wreszcie ku Avery. Jeśli ktoś, kto miał tu przyjść, nie pojawił się, jeżeli coś było niezgodnie z planem, ona powinna zdawać sobie z tego sprawę... Ale była teraz, nic dziwnego zresztą, rozchwytywana.
Brenna mogła wprawdzie się domyśleć, że Bulstrode chciałby wiedzieć, co się dzieje, i chętnie ostrzegłaby, aby miał się na baczności, ale nie za bardzo mogła ogłosić teraz na głos, że Eden ma złe przeczucia.
– Jesteś pewny, że nie chciał skakać przez ciebie? Jak ostatni raz go widziałam, zdawał się miewać całkiem dobrze
Gdyby była bardziej złośliwa, może spytałaby, którego to męża Eden trzyma w piwnicy. Ale nie była, a teraz jej uwagę zaprzątało przekazane ostrzeżenie. Przedstawienie jednak musi trwać, prawda? Nie mogła ot tak teraz nagle pobiec ku Brygadzistom, zaraz po przywitaniu ani zacząć sprawdzać teren, więc ot podjęła rozmowę... Erika może spróbuje złapać potem i spytać, kogo brakowało.
– To prawie jak prowokacja, żeby spróbować tę tajemnicę odkryć – powiedziała, też się do niego uśmiechając i dlatego nie dostrzegła drobnego tańca Eden, trzy kroki w tył, zmiana zdania i wreszcie szybkie ruszenie w ich kierunku. Nie zdążyła odpowiedzieć jednak już na kolejne słowa, bo szelest sukni Eden dobiegł jej uszu, a sekundę później i głos, dziwnie miły i radosny. Dobrze, że Lestrange nie zrezygnowała z użycia swojego ulubionego przezwiska, bo Brenna byłaby gotowa podejrzewać, że na przyjęcie zamiast niej wkradł się tu metamorfomag.
– Witaj, Raju Utracony, nieważne ile razy, zawsze miło cię widzieć – odparła, choć jej wesołość nie była udawana: nie w pierwszej chwili przynajmniej. Zdziwił ją poufały gest, nagłe pochylenie, jakby były najlepszymi przyjaciółkami – jeszcze bardziej zaś przekazane słowa.
Czy Brenna oczekiwała dziś problemów? Chyba nie: było to mnóstwo czystokrwistych, a ona nawykła traktować jako zagrożenie głównie śmierciożerców. Ale nie było żadnych powodów, by lekceważyć ostrzeżenie: przecież nawet jeśli było pomyłką albo złośliwością, wzięcie go pod uwagę nie przyniesie nadmiernych problemów. A Eden mogła usłyszeć lub zobaczyć coś, co ją zaniepokoiło. Znała tych ludzi, znała ten światek i kiedyś pracowała w Departamencie. Nie musiało dochodzić tu od razu do zamieszek – choć mogło – ale mogłoby dojść do czegoś, co przyniesie problemy później. Bankiet mógł stać się ziarnem, z którego wyrośnie pęd. Poza tym nie każde kłopoty prowokował Voldemort, a tu byli zgromadzeni ważni ludzie z Ministerstwa. Nie wspominając o tym, że ktoś mógł wcześniej wiedzieć, że Enzo przygotuje te stroje i coś przyszykować.
Brenna i tak była... uważna, bo do tego przywykła, a teraz Lestrange dodatkowo ją zaalarmowała. Może po prostu ktoś miał potem potłuc talerz, bo zaproszono tu Remingtona. A może coś więcej.
– Zawsze, Eden – powiedziała, a z jej oczu znikła wesołość, zastąpiona czujnością, dłoń na moment krótki jak mgnienie oka zacisnęła się na przedramieniu kobiety, niby to w kontynuacji powitania. Może ten gest miał pokazać, że przyjęła do wiadomości - a może miał być uspokajający.
Nie miała szansy wyłapać spojrzenia Atreusa, zwłaszcza że jej wzrok pomknął najpierw namierzyć Ministrę z wujem Patricka, potem mu młodej Burke, wreszcie ku Avery. Jeśli ktoś, kto miał tu przyjść, nie pojawił się, jeżeli coś było niezgodnie z planem, ona powinna zdawać sobie z tego sprawę... Ale była teraz, nic dziwnego zresztą, rozchwytywana.
Brenna mogła wprawdzie się domyśleć, że Bulstrode chciałby wiedzieć, co się dzieje, i chętnie ostrzegłaby, aby miał się na baczności, ale nie za bardzo mogła ogłosić teraz na głos, że Eden ma złe przeczucia.
– Jesteś pewny, że nie chciał skakać przez ciebie? Jak ostatni raz go widziałam, zdawał się miewać całkiem dobrze
Gdyby była bardziej złośliwa, może spytałaby, którego to męża Eden trzyma w piwnicy. Ale nie była, a teraz jej uwagę zaprzątało przekazane ostrzeżenie. Przedstawienie jednak musi trwać, prawda? Nie mogła ot tak teraz nagle pobiec ku Brygadzistom, zaraz po przywitaniu ani zacząć sprawdzać teren, więc ot podjęła rozmowę... Erika może spróbuje złapać potem i spytać, kogo brakowało.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.