08.10.2024, 10:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2024, 10:20 przez Brenna Longbottom.)
kostki
Brenna nie miała jeszcze w Brygadzie dostatecznie wielu lat doświadczenia, aby w pełni przyswoić sobie prawdę, że jeśli coś może pójść nie tak, to prawdopodobnie pójdzie. Chaotyczne sytuacje się jej już zdarzały – barowe bójki, jakieś drobne zamieszki, pojedyncza akcja, podczas której pojawiły się nieprzewidziane okoliczności, ten raz, gdy pilnując po prostu terenu przez przypadek odkryła ukryte przejście – ale jednak do tej pory sama w takiej sytuacji jak tutaj skończyła może ze dwa czy trzy razy.
Brakowało jej jeszcze doświadczenia, które pozwoliłoby zareagować na uciekającego drwala dostatecznie szybko. Spóźniła się niestety, o ułamki sekund. Puściła skutego już mężczyznę, przypadając do ziemi i uniknęła czaru, który świsnął jej nad głową… ale niestety, kolejny czar trafił człowieka, którego właśnie unieruchomiła. (Nie aresztowała, albowiem Procedury, i aresztowania to dokona dopiero, jak wypowie odpowiednie formułki, wiedziała, że inaczej zaraz go wypuszczą za błędy proceduralne, peszek.) Brenna zaklęła, unosząc różdżkę. Bardzo miło byłoby móc powiedzieć, że jej zachowanie wynikało z chłodnej kalkulacji – że pomyślała, że musi zająć się tym przeciwnikiem, zanim udzieli pomocy, bo jeżeli tego nie zrobi, to ten wpadnie pomiędzy drzewa i stamtąd zasypie ich dalszym gradem zaklęć.
Prawda była jednak taka, że zareagowała po prostu instynktownie. Ktoś uciekał, znaczy się trzeba spróbować go złapać. Machnęła więc różdżką, usiłując spętać uciekiniera łańcuchami.
kształtowanie, wyczarowanie łańcuchów
Zaklęcie trafiło i grube ogniwa oplotły zarówno nogi, jak i tułów człowieka. Brenna nie patrzyła już, jak przewracał się pomiędzy krzewy, znikając im z oczu. Wiedziała, że powinna go dopaść i dopilnować, aby przypadkiem nie miał okazji zrobić czegoś głupiego, problem polegał jednak na tym, że w tej chwili to drugi mężczyzna się jej tu dusił. Pochwyciła go, by nie leżał twarzą do ziemi i spróbowała rozproszyć zaklęcie, którym go trafiono. Wiedziała, że w namiocie mógł być ktoś jeszcze, ale... no nie śledziła dokładnie płachty, zajęta skuwaniem tego tutaj, nie spojrzała więc w tamtą stronę, zbyt skupiona na tym, że ten człowiek zaraz mógł wyzionąć ducha.
rozproszenie
W chwili, w której Brenna zapobiegała uduszeniu swojego przyszłego aresztowanego, Greengrass mógł dostrzec, że... chyba miał rację, podejrzewając obecność animaga. Mężczyzna zauważył bowiem, że spod obalonego namiotu wybiegł szczur, bardzo duży, widoczny mimo wysokiej trawy, z powodu jasnego umaszczenia. Śmignął pośród roślin, ewidentnie z zamiarem zniknięcia w pobliskich krzakach - tych samych, w które runął spętany łańcuchami przez Brennę drwal. Może ten czwarty, ostatni przeciwnik chciał się tam schronić i poczekać na dogodną okazję do ucieczki, a może liczył, że pod osłoną roślin przemieni się z powrotem i zdoła w jakiś sposób pomóc związanemu czarem koledze?
Brenna nie miała jeszcze w Brygadzie dostatecznie wielu lat doświadczenia, aby w pełni przyswoić sobie prawdę, że jeśli coś może pójść nie tak, to prawdopodobnie pójdzie. Chaotyczne sytuacje się jej już zdarzały – barowe bójki, jakieś drobne zamieszki, pojedyncza akcja, podczas której pojawiły się nieprzewidziane okoliczności, ten raz, gdy pilnując po prostu terenu przez przypadek odkryła ukryte przejście – ale jednak do tej pory sama w takiej sytuacji jak tutaj skończyła może ze dwa czy trzy razy.
Brakowało jej jeszcze doświadczenia, które pozwoliłoby zareagować na uciekającego drwala dostatecznie szybko. Spóźniła się niestety, o ułamki sekund. Puściła skutego już mężczyznę, przypadając do ziemi i uniknęła czaru, który świsnął jej nad głową… ale niestety, kolejny czar trafił człowieka, którego właśnie unieruchomiła. (Nie aresztowała, albowiem Procedury, i aresztowania to dokona dopiero, jak wypowie odpowiednie formułki, wiedziała, że inaczej zaraz go wypuszczą za błędy proceduralne, peszek.) Brenna zaklęła, unosząc różdżkę. Bardzo miło byłoby móc powiedzieć, że jej zachowanie wynikało z chłodnej kalkulacji – że pomyślała, że musi zająć się tym przeciwnikiem, zanim udzieli pomocy, bo jeżeli tego nie zrobi, to ten wpadnie pomiędzy drzewa i stamtąd zasypie ich dalszym gradem zaklęć.
Prawda była jednak taka, że zareagowała po prostu instynktownie. Ktoś uciekał, znaczy się trzeba spróbować go złapać. Machnęła więc różdżką, usiłując spętać uciekiniera łańcuchami.
kształtowanie, wyczarowanie łańcuchów
Rzut PO 1d100 - 89
Sukces!
Sukces!
Zaklęcie trafiło i grube ogniwa oplotły zarówno nogi, jak i tułów człowieka. Brenna nie patrzyła już, jak przewracał się pomiędzy krzewy, znikając im z oczu. Wiedziała, że powinna go dopaść i dopilnować, aby przypadkiem nie miał okazji zrobić czegoś głupiego, problem polegał jednak na tym, że w tej chwili to drugi mężczyzna się jej tu dusił. Pochwyciła go, by nie leżał twarzą do ziemi i spróbowała rozproszyć zaklęcie, którym go trafiono. Wiedziała, że w namiocie mógł być ktoś jeszcze, ale... no nie śledziła dokładnie płachty, zajęta skuwaniem tego tutaj, nie spojrzała więc w tamtą stronę, zbyt skupiona na tym, że ten człowiek zaraz mógł wyzionąć ducha.
rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 50
Sukces!
Sukces!
W chwili, w której Brenna zapobiegała uduszeniu swojego przyszłego aresztowanego, Greengrass mógł dostrzec, że... chyba miał rację, podejrzewając obecność animaga. Mężczyzna zauważył bowiem, że spod obalonego namiotu wybiegł szczur, bardzo duży, widoczny mimo wysokiej trawy, z powodu jasnego umaszczenia. Śmignął pośród roślin, ewidentnie z zamiarem zniknięcia w pobliskich krzakach - tych samych, w które runął spętany łańcuchami przez Brennę drwal. Może ten czwarty, ostatni przeciwnik chciał się tam schronić i poczekać na dogodną okazję do ucieczki, a może liczył, że pod osłoną roślin przemieni się z powrotem i zdoła w jakiś sposób pomóc związanemu czarem koledze?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.