08.10.2024, 13:01 ✶
- Niech próbuję, chętnie zobaczę jak z mojego kłębka kurzu robi wodę - odpowiedział bez chwili zająknięcia zaznaczając od razu kto tu jest największym śmieszkiem w grupie. Bo przecież to był tak turbo zabawny tekst, nikt temu nie mógł zaprzeczyć, poza tym, że w sumie to każdy kto słyszał jego dowcipy.
Nie skomentował słów Geraldine na temat pozbywania się Thorana? Demona? no tego pojebanego tworu, który podszywał się za członka jej rodziny i chciał nominalnie zająć miejsce Yaxley'ówny. - Dobrze mieć plan awaryjny - odpowiedział jej tylko, ale nie zamierzał się upierać, nie do końca rozumiał dlaczego w takim razie go ściągała jeżeli nie chciała zapieczętować tego bytu, nie specjalizował się w walce, no ale już ustalił wcześniej co za ekipę zmontowała tutaj Geraldine. Dobrze zdawał sobie sprawę, że logiczne posunięcia nie są zawsze tymi najbardziej pożądanymi i choć zapieczętowanie demona wydawał osie naturalną koleją rzeczy to nie zawsze oznaczało, że trzeba było robić to co łatwe, a nie to co słuszne. Chociaż z drugiej strony łatwym było zignorowanie tego problemu, a nie próbowaniem go rozwiązać.
Zaciągnął się ostatni raz i rzucił niedopałek na ziemię, przydeptując go nogą, aby dogasić westchnął sięgając po różdżkę. Miał niejasne przeczucie, że stanie bezbronnym czy wchodzenie do jaskini bez różdżki w dłoni było jak pchanie głowy do paszczy wygłodzonego lwa.
Choć sam niczego nie dostrzegał to nie zamierzał pchać się na hurra pierwszy do środka, ale też nie wtryniać się w to co robili inny, jakby teraz zaczęli machać różdżkami i rzucać każde znane im zaklęcie to by ich tutaj zima została.
- Chyba nie ma innego rady i musimy tam wejść - zauważył spokojnie, ale jakoś nie czuł ekscytacji na samą myśl o eksploracji mokrej i ciemnej jaskini. - To co, panie przodem, czy gramy w marynarza? - zadał jeszcze pytanie do wszystkich. Takie stanie i czajenie się jak szpaki na jebanie było wręcz proszeniem się o kolejne kłopoty - dawali Thoranowi jeszcze więcej czasu i spokoju, gdzie mógł się przygotowywać na ich przybycie - a raczej wkroczenie do jego królestwa, chociaż bardziej pasowało tutaj określenia kurestwa, taki był z niego podły chujek.
Nie skomentował słów Geraldine na temat pozbywania się Thorana? Demona? no tego pojebanego tworu, który podszywał się za członka jej rodziny i chciał nominalnie zająć miejsce Yaxley'ówny. - Dobrze mieć plan awaryjny - odpowiedział jej tylko, ale nie zamierzał się upierać, nie do końca rozumiał dlaczego w takim razie go ściągała jeżeli nie chciała zapieczętować tego bytu, nie specjalizował się w walce, no ale już ustalił wcześniej co za ekipę zmontowała tutaj Geraldine. Dobrze zdawał sobie sprawę, że logiczne posunięcia nie są zawsze tymi najbardziej pożądanymi i choć zapieczętowanie demona wydawał osie naturalną koleją rzeczy to nie zawsze oznaczało, że trzeba było robić to co łatwe, a nie to co słuszne. Chociaż z drugiej strony łatwym było zignorowanie tego problemu, a nie próbowaniem go rozwiązać.
Zaciągnął się ostatni raz i rzucił niedopałek na ziemię, przydeptując go nogą, aby dogasić westchnął sięgając po różdżkę. Miał niejasne przeczucie, że stanie bezbronnym czy wchodzenie do jaskini bez różdżki w dłoni było jak pchanie głowy do paszczy wygłodzonego lwa.
Choć sam niczego nie dostrzegał to nie zamierzał pchać się na hurra pierwszy do środka, ale też nie wtryniać się w to co robili inny, jakby teraz zaczęli machać różdżkami i rzucać każde znane im zaklęcie to by ich tutaj zima została.
- Chyba nie ma innego rady i musimy tam wejść - zauważył spokojnie, ale jakoś nie czuł ekscytacji na samą myśl o eksploracji mokrej i ciemnej jaskini. - To co, panie przodem, czy gramy w marynarza? - zadał jeszcze pytanie do wszystkich. Takie stanie i czajenie się jak szpaki na jebanie było wręcz proszeniem się o kolejne kłopoty - dawali Thoranowi jeszcze więcej czasu i spokoju, gdzie mógł się przygotowywać na ich przybycie - a raczej wkroczenie do jego królestwa, chociaż bardziej pasowało tutaj określenia kurestwa, taki był z niego podły chujek.