08.10.2024, 20:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2024, 20:53 przez Erik Longbottom.)
— Jeszcze nie wiem...? — poinformował powoli Erik, pozwalając, aby w powietrzu zawisł znak zapytania. Skinął głową w stronę Heather.— Jak widać po poruszanych sprawach, może to nawet lepiej, że nie wybiegałem myślami zbyt daleko w przeszłości.
Uśmiechnął się kwaśno. Nie był jeszcze pewny, co dokładnie zrobi z tym fantem. Wolał też nie popełnić jakieś gafy i nie zarezerwować jakiegoś pawilonu pod Londynem, tylko po to, aby okazało się, że we wrześniu połowa zaproszonych gości będzie kurowała się w szpitalu i zwyczajnie nie znajdzie czasu na to, aby wraz z nim obchodzić urodziny. Najłatwiej chyba będzie po prostu poczekać do ostatniej chwili, napomknął się bezgłośnie. Pięć dni? Siedem dni wcześniej? Będzie musiał wydać więcej kasy, ale przynajmniej będzie lepiej zaznajomiony z sytuacją znajomych.
Wysłuchał kolejnej litanii zarzutów wobec Borgina i Lestrange'a, postanawiając jednak nie wtrącać się w te kwestie. Teoretycznie mógł spróbować bronić pewnych postaw, jakimi wyszczególniali się co poniektórzy aurorzy i brygadziści w Ministerstwie Magii, ale nie widział w tym na ten moment zbyt dużego sensu. Nie mieli dostatecznie dużej ilości informacji, aby rzucić komukolwiek w twarz konkretnymi dowodami. Mieli tylko poszlaki i domysły, a to jednak... Nie było jakoś dużo.
— He? — podniósł nagle głos podczas przemowy Morfeusza, gdy ten nawiązał do ślubu z Geraldine. Zmarszczył brwi w niemalże dziecięcym zdziwieniu.
Rozejrzał się czujnie po reszcie zebranych, jakby spodziewał się, że zaraz ktoś poinformuje go, że od lat próbowano go zeswatać z Yaxley i że byli dla siebie idealną parą. A przecież to by było po prostu niemożliwe. I nie chodziło nawet o jego związek z Anthonym! Chociaż dogadywał się z Ger bardzo dobrze, tak oboje nie wyobrażali sobie, aby kiedykolwiek spotkać się przed ołtarzem i wspólnie wygłosić przysięgi przed kapłankami kowenu. Po prostu nie pasowali do siebie w ten sposób. Na kilka sposobów. Przyjaźń była o wiele lepszym układem.
— Czyli trzeba będzie po prostu zaprosić Malfoyów na obiad. — Oparł dłonie na kolanach, zerkając na Brennę. — Eden na pewno się stęskniła za wspólnymi lunchami z tobą, nie sądzisz?
W końcu doszli do najważniejszej części zebrania. Pożaru. Ognia, który miał pochłonąć Dolinę Godryka. Skrzywił się na wspomnienia wizji, jakiej doznał na zaklętej wyspie w towarzystwie Vinzenta Prewetta. Ponownie skupił swe spojrzenie na Brennie. Ciekawe, czy teraz przechodziło jej przez myśl, że widziadło jej brata jednak mogło okazać się nie być tak dalekie od prawdy, jak się początkowo wydawało?
— Cóż, były pewne znaki, że szykuje się coś większego — podjął Erik, strzelając kostkami dłoni. — Śmierciożercy nie byli zbytnio aktywni od Beltane. A przynajmniej nie robili tego tak jak w maju czy jeszcze pół roku wcześniej. — Westchnął cicho. — Martwi mnie to, że w ogóle mogą mieć zasoby, aby zaatakować w kilku miejscach jednocześnie. Sam atak na Polanę Ognisk był dosyć brawurowy, a tutaj Dolina Godryka, potencjalnie Londyn i inne ościenne miejscowości, w których mieszkają czarodzieje? Brzmi podejrzenia. Wzmogli rekrutacje w ostatnich miesiącach? A może wtedy mieliśmy do czynienia z ograniczonym zespołem czarnoksiężników?
Maledis na to nie wskazywał, dodał w myślach Erik, przypominając sobie starcie z anty-patronusem podczas walk razem z Heather i Charlesem. Mimowolnie zerknął w kierunku rudowłosej dziewczyny. Ta to była bardzo narwana, a skoro Louvain rzucił jej się w oczy, to może i w tej sprawie miała coś do powiedzenia? W tej chwili każda teoria mogła ich naprowadzić na jakiś lepszy trop, póki nie mieli konkretnych danych.
— Jeśli faktycznie zaatakują w kilku miejscach na raz, to podejrzewam, że Londyn może najbardziej oberwać. O ile skupią się stricte na magicznych dzielnicach i nie wyściubią nosa do niemagicznego Londynu — kontynuował pewnym głosem. — Na Pokątnej czy Horyzontalnej już dużo większe zagęszczenie budynków. Lokal przy lokalu, mieszkanie przy mieszkaniu... Jak coś zajmie się ogniem, to płomień zaraz przeskoczy dalej.
Uśmiechnął się kwaśno. Nie był jeszcze pewny, co dokładnie zrobi z tym fantem. Wolał też nie popełnić jakieś gafy i nie zarezerwować jakiegoś pawilonu pod Londynem, tylko po to, aby okazało się, że we wrześniu połowa zaproszonych gości będzie kurowała się w szpitalu i zwyczajnie nie znajdzie czasu na to, aby wraz z nim obchodzić urodziny. Najłatwiej chyba będzie po prostu poczekać do ostatniej chwili, napomknął się bezgłośnie. Pięć dni? Siedem dni wcześniej? Będzie musiał wydać więcej kasy, ale przynajmniej będzie lepiej zaznajomiony z sytuacją znajomych.
Wysłuchał kolejnej litanii zarzutów wobec Borgina i Lestrange'a, postanawiając jednak nie wtrącać się w te kwestie. Teoretycznie mógł spróbować bronić pewnych postaw, jakimi wyszczególniali się co poniektórzy aurorzy i brygadziści w Ministerstwie Magii, ale nie widział w tym na ten moment zbyt dużego sensu. Nie mieli dostatecznie dużej ilości informacji, aby rzucić komukolwiek w twarz konkretnymi dowodami. Mieli tylko poszlaki i domysły, a to jednak... Nie było jakoś dużo.
— He? — podniósł nagle głos podczas przemowy Morfeusza, gdy ten nawiązał do ślubu z Geraldine. Zmarszczył brwi w niemalże dziecięcym zdziwieniu.
Rozejrzał się czujnie po reszcie zebranych, jakby spodziewał się, że zaraz ktoś poinformuje go, że od lat próbowano go zeswatać z Yaxley i że byli dla siebie idealną parą. A przecież to by było po prostu niemożliwe. I nie chodziło nawet o jego związek z Anthonym! Chociaż dogadywał się z Ger bardzo dobrze, tak oboje nie wyobrażali sobie, aby kiedykolwiek spotkać się przed ołtarzem i wspólnie wygłosić przysięgi przed kapłankami kowenu. Po prostu nie pasowali do siebie w ten sposób. Na kilka sposobów. Przyjaźń była o wiele lepszym układem.
— Czyli trzeba będzie po prostu zaprosić Malfoyów na obiad. — Oparł dłonie na kolanach, zerkając na Brennę. — Eden na pewno się stęskniła za wspólnymi lunchami z tobą, nie sądzisz?
W końcu doszli do najważniejszej części zebrania. Pożaru. Ognia, który miał pochłonąć Dolinę Godryka. Skrzywił się na wspomnienia wizji, jakiej doznał na zaklętej wyspie w towarzystwie Vinzenta Prewetta. Ponownie skupił swe spojrzenie na Brennie. Ciekawe, czy teraz przechodziło jej przez myśl, że widziadło jej brata jednak mogło okazać się nie być tak dalekie od prawdy, jak się początkowo wydawało?
— Cóż, były pewne znaki, że szykuje się coś większego — podjął Erik, strzelając kostkami dłoni. — Śmierciożercy nie byli zbytnio aktywni od Beltane. A przynajmniej nie robili tego tak jak w maju czy jeszcze pół roku wcześniej. — Westchnął cicho. — Martwi mnie to, że w ogóle mogą mieć zasoby, aby zaatakować w kilku miejscach jednocześnie. Sam atak na Polanę Ognisk był dosyć brawurowy, a tutaj Dolina Godryka, potencjalnie Londyn i inne ościenne miejscowości, w których mieszkają czarodzieje? Brzmi podejrzenia. Wzmogli rekrutacje w ostatnich miesiącach? A może wtedy mieliśmy do czynienia z ograniczonym zespołem czarnoksiężników?
Maledis na to nie wskazywał, dodał w myślach Erik, przypominając sobie starcie z anty-patronusem podczas walk razem z Heather i Charlesem. Mimowolnie zerknął w kierunku rudowłosej dziewczyny. Ta to była bardzo narwana, a skoro Louvain rzucił jej się w oczy, to może i w tej sprawie miała coś do powiedzenia? W tej chwili każda teoria mogła ich naprowadzić na jakiś lepszy trop, póki nie mieli konkretnych danych.
— Jeśli faktycznie zaatakują w kilku miejscach na raz, to podejrzewam, że Londyn może najbardziej oberwać. O ile skupią się stricte na magicznych dzielnicach i nie wyściubią nosa do niemagicznego Londynu — kontynuował pewnym głosem. — Na Pokątnej czy Horyzontalnej już dużo większe zagęszczenie budynków. Lokal przy lokalu, mieszkanie przy mieszkaniu... Jak coś zajmie się ogniem, to płomień zaraz przeskoczy dalej.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞