08.10.2024, 21:36 ✶
Jonathan spojrzał jej prosto w oczy, otworzył usta w udawanym szoku i tak teatralnie, jak tylko potrafił, a potrafił bardzo, złapał się za serce, aby bez słow wyrazić swoje oburzenie tym co właśnie mu powiedziała Charlotte, nawet jeśli doskonale wiedział, że tylko żartowała.
Ogólnie to najchętniej dla dramatyzmu padłby jeszcze na podłogę, ale...
Ale było na niej sporo psich kudłów, a to była nowa koszula.
– Oczywiście, że jestem dobrym przyjacielem, jestem doskonałym przyjacielem. To tak samo oczywiste, jak to że masz dobre geny – odpowiedział, samemu odkładając drewienko do koszyka. Za kilka dni będzie myśleć nieco inaczej o sobie i byciu dobrym przyjacielem, ale na całe szczęście teraz nie miał żadnego pojęcia co nastąpi wkrótce.
– Czyżby Charlotte Kelly myślała o takich rzeczach, że aż duchy by się zawstydziły? – zażartował z uniesioną brwią, a potem sam skupił się na ogniu świecy, powoli zaczynając powtarzać raz po raz znane z sabatów formułki modlitewne, tak by wprowadzić się w stan wyciszenia i z każdym kolejnym powtórzonym zdaniem, każdą utartą formułką, czuł jak coraz bardziej się skupia, a jego myśli stają się coraz bardziej ponure, ale i poważniejsze.
I chroń nas.
I chroń nas.
Chroń nas.
Chroń...
Sytuacja nie jest za dobra – pomyślał, kierując tę wypowiedź do samej bogini. – Ale ty przecież już to pewnie wiesz. Więc chyba wiesz, czemu proszę cię o bezpieczeństwo.
Pomyślał o swojej kamienicy, ale nie wtedy gdy był w niej sam, a kiedy było w niej tłoczno. Przypomniał sobie ten obrazek, kiedy wrócił z Francji i pod koniec wakacji zaprosił najbliższych do siebie. Przypomniał sobie wtedy jeszcze nastoletnie dzieci Charlotte w salonie przed wymyślnymi słodyczami, specjalnie dla nicj. Przypomniał sobie trójkę przyjaciół, których uśmiech zapewniał go, że dobrze zrobił, że odrzucił wampirzą propozycję. Mógł ich wszystkich ochronić. Mógł dać im schronienie w razie czego. Potrzebował po prostu ochrony jego domu, tak by nawet jeśli jemu coś by się stało, to pozostanie po nim coś, co dalej mogłoby ich chronić. Czy była to zbyt poetycka wizja dla Matki? Może, ale nie zaszkodziło się o nią pomodlić.
Ogólnie to najchętniej dla dramatyzmu padłby jeszcze na podłogę, ale...
Ale było na niej sporo psich kudłów, a to była nowa koszula.
– Oczywiście, że jestem dobrym przyjacielem, jestem doskonałym przyjacielem. To tak samo oczywiste, jak to że masz dobre geny – odpowiedział, samemu odkładając drewienko do koszyka. Za kilka dni będzie myśleć nieco inaczej o sobie i byciu dobrym przyjacielem, ale na całe szczęście teraz nie miał żadnego pojęcia co nastąpi wkrótce.
– Czyżby Charlotte Kelly myślała o takich rzeczach, że aż duchy by się zawstydziły? – zażartował z uniesioną brwią, a potem sam skupił się na ogniu świecy, powoli zaczynając powtarzać raz po raz znane z sabatów formułki modlitewne, tak by wprowadzić się w stan wyciszenia i z każdym kolejnym powtórzonym zdaniem, każdą utartą formułką, czuł jak coraz bardziej się skupia, a jego myśli stają się coraz bardziej ponure, ale i poważniejsze.
I chroń nas.
I chroń nas.
Chroń nas.
Chroń...
Sytuacja nie jest za dobra – pomyślał, kierując tę wypowiedź do samej bogini. – Ale ty przecież już to pewnie wiesz. Więc chyba wiesz, czemu proszę cię o bezpieczeństwo.
Pomyślał o swojej kamienicy, ale nie wtedy gdy był w niej sam, a kiedy było w niej tłoczno. Przypomniał sobie ten obrazek, kiedy wrócił z Francji i pod koniec wakacji zaprosił najbliższych do siebie. Przypomniał sobie wtedy jeszcze nastoletnie dzieci Charlotte w salonie przed wymyślnymi słodyczami, specjalnie dla nicj. Przypomniał sobie trójkę przyjaciół, których uśmiech zapewniał go, że dobrze zrobił, że odrzucił wampirzą propozycję. Mógł ich wszystkich ochronić. Mógł dać im schronienie w razie czego. Potrzebował po prostu ochrony jego domu, tak by nawet jeśli jemu coś by się stało, to pozostanie po nim coś, co dalej mogłoby ich chronić. Czy była to zbyt poetycka wizja dla Matki? Może, ale nie zaszkodziło się o nią pomodlić.
Koniec sesji