Cóż, jeśli Nora szukała kogoś, kogo mogła bez zahamowań uraczyć historią o tym, jak sprowadza do parteru młodocianych dziennikarzy, to Erik nie miał nic przeciwko temu. Uwielbiał słuchać takich opowieści! Z uwagi na swoją pozycję w mediach, niestety nie mógł sobie pozwolić na podobne traktowanie prasy, zwłaszcza na większych wydarzeniach. Drobne, kąśliwe uwagi wciąż pozostawały w jego arsenale, ale po broń większych gabarytów nie miał zbytnio, jak sięgnąć, o ile nie zamierzał wywołać małego skandalu lub przyciągnąć do siebie niechcianej uwagi.
— Wygoniłaś ją, grożąc jej ścierą? Poszczułaś kotem? A może okazałaś litość i kazałaś więcej nie wracać? — spytał z błyskiem w oku, starając się nie roześmiać w głos odnośnie do tej drugiej sugestii. O tym rudzielcu można było powiedzieć wiele, ale było wątpliwe, aby ten faktycznie rzucił się na kogoś z zamiarem ataku. Z drugiej strony, pozory potrafiły mylić, zwłaszcza w domostwie Figgów. Skoro Nora nie była łatwym kąskiem, to może Salem był wielkim kocim wojownikiem? — I nie bądź dla siebie taka ostra, dobrze? Łatwy kąsek to jedno, ale do Ciebie bardziej by pasował 'smaczny kąsek'... Jak Twoje wypieki!
Zerknął na Norę znad szkła, popijając powoli drinka i mrugnął do niej filuternie. Komplementowanie siebie nawzajem nie było im w końcu zupełnie obce. Nierzadko któreś z nich potrzebowała dowartościowania, nawet jeśli przychodziło ono w formie drobnego komentarza. Alkohol zresztą znacznie ułatwiał sprawę i rozwiązywał język, co w przypadku Erika wychodziło na korzyść, gdyż szybciej się rozluźniał i rozgadywał na bardziej przyziemne tematy.
— Dokładnie! Do-kła-dnie! — Wycelował w nią palec wskazujący, machając nim lekko przy każdej sylabie. — Gdyby wszyscy ze sobą współpracowali i pomagali sobie nawzajem, życie byłoby spokojniejsze. Możemy do tego dążyć nawet w taki sposób.
Twarz Erika rozświetliła się, gdy kobieta zgodziła się wziąć z nim udział w karaoke. Nie był to poważny pomysł, ale przecież chodziło o dobrą zabawę i zapomnienie o tym całym bałaganie, który zostawili na te kilka godzin za drzwiami baru, czyż nie? Poza tym on też nie śpiewał zbyt dobrze, więc była całkiem spora szansa na to, że głos zacznie mu się łamać już po pierwszej zwrotce. W najgorszym razie goście lokalu nabawią się wady słuchu.
— No to chodźmy — powiedział z uśmiechem, dopijając resztki napitku dla odwagi i podniósł się ze stołka. — Mogę Panią prosić?
Podał Norze swoje prawe ramię, po czym z niemalże karykaturalnie wysoko podniesioną głową, ruszyli w stronę podwyższenia ze stanowiskiem karaoke, obsługiwanym przez goblina. Dosyć skrótowo wytłumaczono im, że mała scena jest zaczarowana w taki sposób, aby głos lepiej się roznosił po lokalu, przez co nie trzeba było zmuszać upojonych alkoholem ludzi do rzucania zaklęcie Sonorus. Dobór piosenek okazał się dosyć przypadkowy i para nie miała zbyt dużego wyboru, jak tylko wejść na scenę. Po chwili z gramofonu popłynęły dźwięki piosenki (link poniżej), a przed Norą i Erikiem pojawił się wielokolorowy tekst piosenki, a poszczególne słowa błyskały, wyznaczając tempo śpiewu.
— Summer lovin' had me a blast — zaczął Longbottom, wybałuszając oczy na dźwięk własnego głosu wzmocnionego na scenie przy pomocy magii. Zdecydowanie już na tym etapie fałszował. Oh, to będzie cudowny występ. Ręka Erika odruchowo powędrowała ku dłoni Nory, co by ją ścisnąć. Spojrzał na nią z nieco w nieco onieśmielonym uśmiechem. Musieli przejść przez to razem!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞