08.10.2024, 22:25 ✶
Scylla miała urok, który zrobił wrażenie na Charliem. Choć początkowo uznał go za dziwactwo, może coś nie tyle niespodziewanego, co odmiennego, to szybko odkrył, że jeśli Scylla naprawdę była wariatką, to całkiem niegroźną. Była jak małe stworzonko, może nieco oryginalniejsze od szczeniaczków czy kociąt, ale wciąż urocze na swój sposób.
Jako kobieta, również była bardzo ładna.
Wiele brakowało, by poznał jej osobowość, ale zamierzał spróbować. Skoro los dał mu taką możliwość, a dziewczę samo pchało się w jego ramiona (w metaforycznym znaczeniu!), byłby głupcem, gdyby odmówił, nawet jeśli to nie był najlepszy czas na damsko-męskie spotkania.
- Nie, nie. Nikt niczego nie mówił. Żartowałem. - Wyjaśnił, spostrzegając, że Scylla zdenerwowała się nieco. Nie na tym mu zależało. - Dowiem się o tobie więcej w sobotę? - Dodał, gdy ustalili już konkretny dzień. Do soboty miał jeszcze trochę czasu. Musiał wybrać odpowiednie miejsce!! - Może być sobota? Nie doczekam do niedzieli. - Uśmiechnął się nieco szerzej. Miał się za cierpliwego człowieka, ale sugestia mogła działać tylko na jego korzyść.
Dłonie Scylli były już w lepszym stanie, lecz wciąż nosił na sobie czerwone smugi. Nie dało się jednak zrobić więcej, dlatego przeciągnął po miękkiej skórze swoją dłonią i wypuścił, nie chcąc dłużej wchodzić w jej strefę intymną. Było za wcześnie na trzymanie dłoni.
- Nawet jeśli będziesz potrafiła samodzielnie tworzyć świece, wystarczy słowo, a zrobię jakąś dla ciebie. Nawet taką na bezsenność. - Stwierdził lekko i nim powstrzymał usta, te paplały dalej. - Może mógłbym pomóc ci jakoś inaczej z bezsennością?
Gdy dotarł do niego sens pytania, a także sugestia, która mogła za nim iść, bardzo, ale to bardzo chciał zniknąć. I choć władał magią, sztuczka ta się nie udała.
- To znaczy... w jakiś inny sposób. Nie zawsze dobrze jest nadużywać świec i eliksirów? - Dodał dla ratowania sprawy, ale jego uszy zapiekły z gorąca. - Wiesz, co mam na myśli... - Westchnął ze zrezygnowaniem. W taki sposób nie zdobędzie serca żadnej dziewczyny! - Może jednak warto byłoby dać nauczkę temu, który przyprawia cię o bezsenność. - Nawiązał do krwi na dłoniach, nie chcąc dociekać, kogo krew Scylla widziała. To nie był temat na początek znajomości. Musiał odsunąć jej myśli od przykrych wspomnień, a namawianie do morderstwa nie było najlepszym sposobem. - Albo powiedz mi, kto to. Szkoliłem się na aurora, będę w stanie cię obronić. Mam nadzieję, że to nie jakiś przystojny kawaler lub celebryta?
Zakładanie, że Scylla mogła mieć problem z kimś, kto nie pozwalał jej spać, mogło być zupełnie nietrafione i Charlie spodziewał się, że było, zaś zakładanie, że dziewczyna nie śpi przez młodzieńczą miłość - jeszcze gorsze. Zakłopotał się wyraźnie, wracając do swojego zbyt wilgotnego estragonu. Ciemniejsza smuga nie dość ususzonych liści denerwowała go bardziej, niż chciałby przyznać, lecz walczył, by tego po sobie nie pokazać.
- Hm… to, co mówisz. Czy to nie jest naturalna kolej rzeczy? Kiedy zacząłem tworzyć świece z rodziną, sądziłem, że nauczyłem się wszystkiego bardzo, bardzo szybko. Dopiero po czasie zrozumiałem, ile mi jeszcze zostało, by zostać mistrzem w fachu. - Zdradził, skupiając się na proszku w moździerzu. Zbyt wilgotnym proszku. Będzie musiał zostawić go do wysuszenia! Naturalny proces działał lepiej niż magia. - To dlatego, że dopiero poznajesz granice swojej sztuki. Im dalej widzisz, tym lepiej rozumiesz, ile zostało do odkrycia. Czy nie tak się mówi? Poszerzać horyzonty. - Posłużył się wyrażeniem. - A Nokturn... Nokturn może pomóc ci odkryć fragmenty wróżbiarstwa, których nie nauczysz się tutaj. - Zasugerował. W zakładzie wuja widział wiele rzeczy, które nie zostałyby zaakceptowane w świetle prawa panującego na Pokątnej. Spodziewał się, że z resztą rzeczy jest podobnie. - To nic złego, tym bardziej, że dowodzi twojej czystej krwi. Mówiłaś, że jakie nosisz nazwisko...?
Jako kobieta, również była bardzo ładna.
Wiele brakowało, by poznał jej osobowość, ale zamierzał spróbować. Skoro los dał mu taką możliwość, a dziewczę samo pchało się w jego ramiona (w metaforycznym znaczeniu!), byłby głupcem, gdyby odmówił, nawet jeśli to nie był najlepszy czas na damsko-męskie spotkania.
- Nie, nie. Nikt niczego nie mówił. Żartowałem. - Wyjaśnił, spostrzegając, że Scylla zdenerwowała się nieco. Nie na tym mu zależało. - Dowiem się o tobie więcej w sobotę? - Dodał, gdy ustalili już konkretny dzień. Do soboty miał jeszcze trochę czasu. Musiał wybrać odpowiednie miejsce!! - Może być sobota? Nie doczekam do niedzieli. - Uśmiechnął się nieco szerzej. Miał się za cierpliwego człowieka, ale sugestia mogła działać tylko na jego korzyść.
Dłonie Scylli były już w lepszym stanie, lecz wciąż nosił na sobie czerwone smugi. Nie dało się jednak zrobić więcej, dlatego przeciągnął po miękkiej skórze swoją dłonią i wypuścił, nie chcąc dłużej wchodzić w jej strefę intymną. Było za wcześnie na trzymanie dłoni.
- Nawet jeśli będziesz potrafiła samodzielnie tworzyć świece, wystarczy słowo, a zrobię jakąś dla ciebie. Nawet taką na bezsenność. - Stwierdził lekko i nim powstrzymał usta, te paplały dalej. - Może mógłbym pomóc ci jakoś inaczej z bezsennością?
Gdy dotarł do niego sens pytania, a także sugestia, która mogła za nim iść, bardzo, ale to bardzo chciał zniknąć. I choć władał magią, sztuczka ta się nie udała.
- To znaczy... w jakiś inny sposób. Nie zawsze dobrze jest nadużywać świec i eliksirów? - Dodał dla ratowania sprawy, ale jego uszy zapiekły z gorąca. - Wiesz, co mam na myśli... - Westchnął ze zrezygnowaniem. W taki sposób nie zdobędzie serca żadnej dziewczyny! - Może jednak warto byłoby dać nauczkę temu, który przyprawia cię o bezsenność. - Nawiązał do krwi na dłoniach, nie chcąc dociekać, kogo krew Scylla widziała. To nie był temat na początek znajomości. Musiał odsunąć jej myśli od przykrych wspomnień, a namawianie do morderstwa nie było najlepszym sposobem. - Albo powiedz mi, kto to. Szkoliłem się na aurora, będę w stanie cię obronić. Mam nadzieję, że to nie jakiś przystojny kawaler lub celebryta?
Zakładanie, że Scylla mogła mieć problem z kimś, kto nie pozwalał jej spać, mogło być zupełnie nietrafione i Charlie spodziewał się, że było, zaś zakładanie, że dziewczyna nie śpi przez młodzieńczą miłość - jeszcze gorsze. Zakłopotał się wyraźnie, wracając do swojego zbyt wilgotnego estragonu. Ciemniejsza smuga nie dość ususzonych liści denerwowała go bardziej, niż chciałby przyznać, lecz walczył, by tego po sobie nie pokazać.
- Hm… to, co mówisz. Czy to nie jest naturalna kolej rzeczy? Kiedy zacząłem tworzyć świece z rodziną, sądziłem, że nauczyłem się wszystkiego bardzo, bardzo szybko. Dopiero po czasie zrozumiałem, ile mi jeszcze zostało, by zostać mistrzem w fachu. - Zdradził, skupiając się na proszku w moździerzu. Zbyt wilgotnym proszku. Będzie musiał zostawić go do wysuszenia! Naturalny proces działał lepiej niż magia. - To dlatego, że dopiero poznajesz granice swojej sztuki. Im dalej widzisz, tym lepiej rozumiesz, ile zostało do odkrycia. Czy nie tak się mówi? Poszerzać horyzonty. - Posłużył się wyrażeniem. - A Nokturn... Nokturn może pomóc ci odkryć fragmenty wróżbiarstwa, których nie nauczysz się tutaj. - Zasugerował. W zakładzie wuja widział wiele rzeczy, które nie zostałyby zaakceptowane w świetle prawa panującego na Pokątnej. Spodziewał się, że z resztą rzeczy jest podobnie. - To nic złego, tym bardziej, że dowodzi twojej czystej krwi. Mówiłaś, że jakie nosisz nazwisko...?