09.10.2024, 03:02 ✶
Ciastko za ciastkiem, Dora przysłuchiwała się każdemu kto zabierał głos, przyjmując w tym momencie rolę zaledwie słuchacza. Nie miała w sumie innej opcji, bo była przekonana że wobec pojawiających się rewelacji nie miała wiele do dodania. Sprawa zamążpójścia Roselyn była martwiąca, tak samo jak i fakt że należało mieć na uwadze Stellę Avery - bo może i nie znała dziewczyny w ogóle, może i była w stanie odrobinę z nią sympatyzować że najwyraźniej żywiła do Stanleya ciepłe uczucia, ale to wciąż był ktoś, kto był bardzo blisko związany z Borginami.
Nikomu nie można ufać.
Wiedziała, że najrozsądniej by było, gdyby tak do tego wszystkiego podchodziła, ale w jej naturze, gdzieś u samych jej podstaw, tkwiło przeświadczenie że każdemu należy się chociaż niewielki kredyt zaufania. Ludzie potrafili zaskakiwać, jeśli dano im odpowiednią szansę, a przekreślanie kogoś całkowicie... Crawley była zdania że jeśli tak będą podchodzić do wszystkiego, co będą chcieli wygrać tę wojnę za wszelką cenę.
A to byłoby dla niej chyba zbyt wiele.
- Myślę... - zawahała się krótko, po wysłuchaniu przede wszystkim tego co powiedzieli Morpheus i Erik. - Skoro coś próbowali ugrać w Beltane i coś im do końca nie wyszło, tak? To może tutaj warto bardziej zwrócić uwagę na Samhain? Morpheus poprosił mnie o zidentyfikowanie liści z jego wizji, ale nie ma w nich nic szczególnego. Zbyt dużo zmiennych czynników wpływa na to, jak szybko lub wolno się te kolory zmieniają, więc bezpiecznie byłoby założyć że to po prostu jesień. No i w jesieni takim największym momentem jest Samhain... a gdyby faktycznie to nim się interesowali to warto też zlokalizować gdzie w tym roku ma się odbywać, biorąc pod uwagę wypadki na Beltane i Lithcie, no i jak było z Lammas chociażby. Te wizje... może chodzi o to ze tymi atakami by chcieli odwrócić uwagę od tego co ich faktycznie interesuje. Żeby wywołać zamieszanie nie potrzeba wiele - wystarczyło na przykład trochę ognia, puszczonego dziko by trawił wszystko na swojej drodze.
Nikomu nie można ufać.
Wiedziała, że najrozsądniej by było, gdyby tak do tego wszystkiego podchodziła, ale w jej naturze, gdzieś u samych jej podstaw, tkwiło przeświadczenie że każdemu należy się chociaż niewielki kredyt zaufania. Ludzie potrafili zaskakiwać, jeśli dano im odpowiednią szansę, a przekreślanie kogoś całkowicie... Crawley była zdania że jeśli tak będą podchodzić do wszystkiego, co będą chcieli wygrać tę wojnę za wszelką cenę.
A to byłoby dla niej chyba zbyt wiele.
- Myślę... - zawahała się krótko, po wysłuchaniu przede wszystkim tego co powiedzieli Morpheus i Erik. - Skoro coś próbowali ugrać w Beltane i coś im do końca nie wyszło, tak? To może tutaj warto bardziej zwrócić uwagę na Samhain? Morpheus poprosił mnie o zidentyfikowanie liści z jego wizji, ale nie ma w nich nic szczególnego. Zbyt dużo zmiennych czynników wpływa na to, jak szybko lub wolno się te kolory zmieniają, więc bezpiecznie byłoby założyć że to po prostu jesień. No i w jesieni takim największym momentem jest Samhain... a gdyby faktycznie to nim się interesowali to warto też zlokalizować gdzie w tym roku ma się odbywać, biorąc pod uwagę wypadki na Beltane i Lithcie, no i jak było z Lammas chociażby. Te wizje... może chodzi o to ze tymi atakami by chcieli odwrócić uwagę od tego co ich faktycznie interesuje. Żeby wywołać zamieszanie nie potrzeba wiele - wystarczyło na przykład trochę ognia, puszczonego dziko by trawił wszystko na swojej drodze.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.