09.10.2024, 08:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.10.2024, 08:32 przez Brenna Longbottom.)
Było tego... trochę więcej niż Brenna się spodziewała. Dobrze, że siedziała, inaczej mogłaby poczuć, że chyba nie ustoi.
Thoran Yaxley był demonem.
Fortynbras Malfoy mogł rzucać klątwy.
Ostrzeżenie Eden, wyszeptane do ucha, znów rozbrzmiało jej w głowie.
Temat małżeństwa Geraldine z Erikiem to już pominęła całkowitym milczeniem, bo gdyby Erik chciał się z nią żenić, oświadczyłby się dawno, a miała pewne obawy, kogo tu jeszcze postanowi swatać wuj.
Odetchnęła, bo to nie była pora na pokazywanie, jaki zamęt zapanował w jej umyśle. Nie – wolno – go – pokazać.
– Przyjrzałeś się puklowi? Do kogo mógł pasować? Panna Avery ma jasne włosy, prawda? – spytała Brenna, spoglądając na Morpheusa, a po plecach przeszedł jej zimny dreszcz. Czy Fortynbras Malfoy mógł być czarnoksiężnikiem…? Było to… to nie tak, że Brenna wykluczała taki scenariusz, ale na pewno się go nie spodziewała. Eden i Elliott nie raz gościli w ich domu, i nawet jeśli ta pierwsza była kolczasta, Brenna w gruncie rzeczy nigdy tej dwójki i ich ojca o nic nie podejrzewała. Kto NIE czystej krwi tam był i był blondynem…? – Ktoś ją zna i mógłby wysłać jakiś głupiutki liścik albo iść z nią na herbatę, by upewnić się, że wszystko w porządku? – zapytała, z ponurą miną wodząc spojrzeniem po zgromadzonych. – Florence współpracuje bardziej z Patrickiem, należałoby spytać jego. W naszym gronie jest też od niedawna wuj Atreusa, Vincent i w pewnym sensie… współpracuję z jego bratem, rozważam rekrutację Oriona i ich kuzyna, Basiliusa Prewetta. Jesteśmy na etapie ich sprawdzania. Jeśli będziesz miał okazję spojrzeć w ich przyszłość, to zapewne nie zaszkodzi. Jeżeli chodzi o Atreusa, mogę na pewno powiedzieć tyle, że nie jest czarnoksiężnikiem.
To tak jakby sprawdziła, kiedy cholerna magia mieszała w głowie i sercu, umawiając spotkanie w ruinach, w których ktoś przeżarty czarną magią nie mógłby czuć się tak swobodnie, jak czuł się on.
– Elliotta o wiele lepiej zna Erik. Jeżeli chodzi o Eden, to wiele rzeczy robi na pokaz. Myślę, że trwanie przy boku ojca było jedną z nich. Zapraszanie jej na obiad nie ma sensu, nie powie nam nad rosołem, co myśli o swoim ojcu, ale chociaż nie mówię, by nie być ostrożnym, nie jest moją pierwszą podejrzaną, gdy chodzi o rzucanie klątw i knucie przeciwko mugolakom. Myślę, że ona nie ma ochoty bawić się w takie rzeczy, nawet nie dlatego, że ich lubi, a że nie widzi w tym sensu.
Nie chciała ot tak wyciągać, co ta jej powiedziała, bo i niewiele to jeszcze znaczyło i było w pewnym sensie prywatne, ale tyle Brenna powiedzieć mogła. Bo zaufanie było śmieszną sprawą: nie dawało się go, a wykuwało. Nie mogła odmawiać go każdemu, ale gdy stawką były ludzkie życia, mogła zachowywać ostrożność i patrzeć, jak wykują się ogniwa łańcucha. Pomogła młodemu Rookwoodowi, bo zasługiwał na szansę, ale go sprawdzała. I zamierzała tego się trzymać, zwłaszcza że dokładnie to w Strażnicy nakazał Dumbledore.
Nie ufała Eden, bo zaufanie kosztowało ich już życie paru osób. Jason zginął, bo ktoś zdradził. Cain zginął, bo zapewne wpuścił kogoś do domu. Ale też brała pod uwagę, że lojalność kobiety wcale nie musi już leżeć przy ojcu. I jednocześnie nie chciała opowiadać każdemu tego, co od Eden usłyszała, bo… chyba to był pewnego rodzaju przebłysk zaufania wobec niej.
Z góry skreślała głównie Borginów, a na tych, którzy byli ich blisko, zamierzała uważać i trzymać się z dala.
- Jeśli chodzi o wizję. Sugeruję nie zafiksowywać się ma tym, że wszystko będzie wynikiem ataku śmierciożerców. Podczas Beltane zbuntowała się sama natura. Voldemort...
Zawahała się ma moment, bo to była kolejna sprawa do poruszenia i zastanawiała się, jak najlepiej ubrać ją w krótkie słowa. A Erik miał rację, jeśli faktycznie mieliby oni dokonać tylu ataków, to skąd wzięliby dość ludzi…
- Częściowo osiągnął swój cel. Ukradł energię limbo. Prawdopodobnie może teraz używać nekromancji, napędzając zaklęcia i rytuały tylko tą mocą. Możemy się spodziewać, że tworzenie na przykład inferiusów będzie dla niego łatwiejsze. Ta moc wywołuje anomalie i nie da się wykluczyć, że jeśli Dora ma rację z Samhain, ogień przyniosą nie tylko śmierciożercy, ale i te anomalie właśnie. W każdym razie, jeśli to byliby oni, wątpię, by Little Hangleton było pierwszym celem. Nie ma tam wielu mugolaków... Ani zdrajców krwi.
Dość czarnej opinii u czarodziejów ze starych rodów narobili sobie podczas Beltane. Wątpiła, by ruszyli palić domy Rookwoodów czy Dołohovow, obojętnie, czy ci mu służyli, czy nie.
– W każdym razie każdy z ostatnich sabatów pokazywał, że te daty są wyjątkowe, trzeba więc uważać i podczas Mabon, i podczas Samhain. – Co mogli zrobić? To było najbardziej frustrujące: właściwie nic. Niewiele. Jak przygotować się, kiedy nie wiesz kto uderzy, gdzie, kiedy i w jaki sposób? Siedziało tutaj zaledwie kilka osób. Stracili dopiero co cztery osoby: trzy zginęły, Mavelle wyjechała. Rekrutacje nie wypełniał braków dostatecznie szybko, bo większość tych, których byli pewni, już dawno zwerbowano. Rozważała Oriona I Basiliusa, ale to trwało, mogli nie być zainteresowani i będą w tym nowi. - Zabezpieczyć domy, zadbać o zapasy eliksiru chroniącego przed ogniem. Wyznaczyć punkty ewakuacyjne. Czy biblioteka Parkinsonów nie jest przypadkiem odporna na ogień? Jeśli tak, mogłabym spróbować porozmawiać z Victorią. Nie jest...
Znów moment zawahania, bo jak u diabła ubrać to w słowa? Brenna miała poważne wątpliwości, po której ta stanęłaby stronie, ale też podejrzewała, że na wieść: Hej ktoś miał wizję pożarów w Londynie - moglaby być skłonna do pewnej współpracy.
– Po prostu mogę spróbować. Nie zdradzajcie na prawo i lewo źródła i nie wspominajcie o śmierciożercach, bo to ściągnie za dużą uwagę, zwłaszcza na Morpheusa, ale każdy mógł usłyszeć plotki o jakieś wizji na temat pożarów, gdybyście chcieli namówić kogoś do zabezpieczenia domu, o ile ma taką możliwość.
Bo to nie tak, że mogli dbać tylko o siebie. Nigdy przecież nie chodziło o to. Musieli ochraniać siebie nawzajem i między innymi stąd tak ostrożnie podchodziła do ludzi, co do których pojawiały się jakieś podejrzenia, ale ostatecznie przecież nie nadstawiali głów po to, by to oni byli bezpieczni.
– Przyda się lista rodzin mugolaków, zwłaszcza z Doliny, bo na Pokątną Ministerstwo dotrze szybciej. Normalnie namawiałabym ich, aby w razie problemów uciekali do nas, ale wizja Morpheusa sugeruje, że Warownia będzie jednym z celów. Myślałam o małym podarku dla mugolskiej straży pożarnej, jeśli nie przyda się im teraz i się mylimy, cóż, może kiedyś zrobią z tego dobry użytek. Ktoś ma jakieś pomysły w tym temacie albo sugestie co do tego, kto może służyć wsparciem? Nawet niekoniecznie jako jeden z nas.
Tura do 12.10.2024, godzina 9 rano.
Thoran Yaxley był demonem.
Fortynbras Malfoy mogł rzucać klątwy.
Ostrzeżenie Eden, wyszeptane do ucha, znów rozbrzmiało jej w głowie.
Temat małżeństwa Geraldine z Erikiem to już pominęła całkowitym milczeniem, bo gdyby Erik chciał się z nią żenić, oświadczyłby się dawno, a miała pewne obawy, kogo tu jeszcze postanowi swatać wuj.
Odetchnęła, bo to nie była pora na pokazywanie, jaki zamęt zapanował w jej umyśle. Nie – wolno – go – pokazać.
– Przyjrzałeś się puklowi? Do kogo mógł pasować? Panna Avery ma jasne włosy, prawda? – spytała Brenna, spoglądając na Morpheusa, a po plecach przeszedł jej zimny dreszcz. Czy Fortynbras Malfoy mógł być czarnoksiężnikiem…? Było to… to nie tak, że Brenna wykluczała taki scenariusz, ale na pewno się go nie spodziewała. Eden i Elliott nie raz gościli w ich domu, i nawet jeśli ta pierwsza była kolczasta, Brenna w gruncie rzeczy nigdy tej dwójki i ich ojca o nic nie podejrzewała. Kto NIE czystej krwi tam był i był blondynem…? – Ktoś ją zna i mógłby wysłać jakiś głupiutki liścik albo iść z nią na herbatę, by upewnić się, że wszystko w porządku? – zapytała, z ponurą miną wodząc spojrzeniem po zgromadzonych. – Florence współpracuje bardziej z Patrickiem, należałoby spytać jego. W naszym gronie jest też od niedawna wuj Atreusa, Vincent i w pewnym sensie… współpracuję z jego bratem, rozważam rekrutację Oriona i ich kuzyna, Basiliusa Prewetta. Jesteśmy na etapie ich sprawdzania. Jeśli będziesz miał okazję spojrzeć w ich przyszłość, to zapewne nie zaszkodzi. Jeżeli chodzi o Atreusa, mogę na pewno powiedzieć tyle, że nie jest czarnoksiężnikiem.
To tak jakby sprawdziła, kiedy cholerna magia mieszała w głowie i sercu, umawiając spotkanie w ruinach, w których ktoś przeżarty czarną magią nie mógłby czuć się tak swobodnie, jak czuł się on.
– Elliotta o wiele lepiej zna Erik. Jeżeli chodzi o Eden, to wiele rzeczy robi na pokaz. Myślę, że trwanie przy boku ojca było jedną z nich. Zapraszanie jej na obiad nie ma sensu, nie powie nam nad rosołem, co myśli o swoim ojcu, ale chociaż nie mówię, by nie być ostrożnym, nie jest moją pierwszą podejrzaną, gdy chodzi o rzucanie klątw i knucie przeciwko mugolakom. Myślę, że ona nie ma ochoty bawić się w takie rzeczy, nawet nie dlatego, że ich lubi, a że nie widzi w tym sensu.
Nie chciała ot tak wyciągać, co ta jej powiedziała, bo i niewiele to jeszcze znaczyło i było w pewnym sensie prywatne, ale tyle Brenna powiedzieć mogła. Bo zaufanie było śmieszną sprawą: nie dawało się go, a wykuwało. Nie mogła odmawiać go każdemu, ale gdy stawką były ludzkie życia, mogła zachowywać ostrożność i patrzeć, jak wykują się ogniwa łańcucha. Pomogła młodemu Rookwoodowi, bo zasługiwał na szansę, ale go sprawdzała. I zamierzała tego się trzymać, zwłaszcza że dokładnie to w Strażnicy nakazał Dumbledore.
Nie ufała Eden, bo zaufanie kosztowało ich już życie paru osób. Jason zginął, bo ktoś zdradził. Cain zginął, bo zapewne wpuścił kogoś do domu. Ale też brała pod uwagę, że lojalność kobiety wcale nie musi już leżeć przy ojcu. I jednocześnie nie chciała opowiadać każdemu tego, co od Eden usłyszała, bo… chyba to był pewnego rodzaju przebłysk zaufania wobec niej.
Z góry skreślała głównie Borginów, a na tych, którzy byli ich blisko, zamierzała uważać i trzymać się z dala.
- Jeśli chodzi o wizję. Sugeruję nie zafiksowywać się ma tym, że wszystko będzie wynikiem ataku śmierciożerców. Podczas Beltane zbuntowała się sama natura. Voldemort...
Zawahała się ma moment, bo to była kolejna sprawa do poruszenia i zastanawiała się, jak najlepiej ubrać ją w krótkie słowa. A Erik miał rację, jeśli faktycznie mieliby oni dokonać tylu ataków, to skąd wzięliby dość ludzi…
- Częściowo osiągnął swój cel. Ukradł energię limbo. Prawdopodobnie może teraz używać nekromancji, napędzając zaklęcia i rytuały tylko tą mocą. Możemy się spodziewać, że tworzenie na przykład inferiusów będzie dla niego łatwiejsze. Ta moc wywołuje anomalie i nie da się wykluczyć, że jeśli Dora ma rację z Samhain, ogień przyniosą nie tylko śmierciożercy, ale i te anomalie właśnie. W każdym razie, jeśli to byliby oni, wątpię, by Little Hangleton było pierwszym celem. Nie ma tam wielu mugolaków... Ani zdrajców krwi.
Dość czarnej opinii u czarodziejów ze starych rodów narobili sobie podczas Beltane. Wątpiła, by ruszyli palić domy Rookwoodów czy Dołohovow, obojętnie, czy ci mu służyli, czy nie.
– W każdym razie każdy z ostatnich sabatów pokazywał, że te daty są wyjątkowe, trzeba więc uważać i podczas Mabon, i podczas Samhain. – Co mogli zrobić? To było najbardziej frustrujące: właściwie nic. Niewiele. Jak przygotować się, kiedy nie wiesz kto uderzy, gdzie, kiedy i w jaki sposób? Siedziało tutaj zaledwie kilka osób. Stracili dopiero co cztery osoby: trzy zginęły, Mavelle wyjechała. Rekrutacje nie wypełniał braków dostatecznie szybko, bo większość tych, których byli pewni, już dawno zwerbowano. Rozważała Oriona I Basiliusa, ale to trwało, mogli nie być zainteresowani i będą w tym nowi. - Zabezpieczyć domy, zadbać o zapasy eliksiru chroniącego przed ogniem. Wyznaczyć punkty ewakuacyjne. Czy biblioteka Parkinsonów nie jest przypadkiem odporna na ogień? Jeśli tak, mogłabym spróbować porozmawiać z Victorią. Nie jest...
Znów moment zawahania, bo jak u diabła ubrać to w słowa? Brenna miała poważne wątpliwości, po której ta stanęłaby stronie, ale też podejrzewała, że na wieść: Hej ktoś miał wizję pożarów w Londynie - moglaby być skłonna do pewnej współpracy.
– Po prostu mogę spróbować. Nie zdradzajcie na prawo i lewo źródła i nie wspominajcie o śmierciożercach, bo to ściągnie za dużą uwagę, zwłaszcza na Morpheusa, ale każdy mógł usłyszeć plotki o jakieś wizji na temat pożarów, gdybyście chcieli namówić kogoś do zabezpieczenia domu, o ile ma taką możliwość.
Bo to nie tak, że mogli dbać tylko o siebie. Nigdy przecież nie chodziło o to. Musieli ochraniać siebie nawzajem i między innymi stąd tak ostrożnie podchodziła do ludzi, co do których pojawiały się jakieś podejrzenia, ale ostatecznie przecież nie nadstawiali głów po to, by to oni byli bezpieczni.
– Przyda się lista rodzin mugolaków, zwłaszcza z Doliny, bo na Pokątną Ministerstwo dotrze szybciej. Normalnie namawiałabym ich, aby w razie problemów uciekali do nas, ale wizja Morpheusa sugeruje, że Warownia będzie jednym z celów. Myślałam o małym podarku dla mugolskiej straży pożarnej, jeśli nie przyda się im teraz i się mylimy, cóż, może kiedyś zrobią z tego dobry użytek. Ktoś ma jakieś pomysły w tym temacie albo sugestie co do tego, kto może służyć wsparciem? Nawet niekoniecznie jako jeden z nas.
Tura do 12.10.2024, godzina 9 rano.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.