- Dlaczego nie mamy przygotowanych nauszników? Wszyscy chyba wiemy, że madragory potrafią swoich krzykiem petryfikować, wolałabym nie sprawdzać co potrafi takie wielkie stworzenie. - Powiedziała panna Figg, kiedy rozejrzała się po pomieszczeniu i nie dostrzegła nigdzie sprzętu, który powinien im się przydać podczas obserwacji rośliny. Towarzystwo powinno być przygotowane na to, co miało się wydarzyć. Powinni się spodziewać, że będą chcieli uwolnić stworzenie z tuby.
Przeniosła spojrzenie na Selwyna, który wspomniał o tym, że stworzenie jest dużo bardziej niebezpieczne niż powinni się spodziewać. Cóż, ciekawe. Może była to jakaś hybryda z innym gatunkiem?
Panna Figg zbliżyła się jeszcze bardziej do rośliny, aby przyjrzeć się jej uważniej. Chciała dostrzec wszystkie, najdrobniejsze szczegóły, które mogły różnić się od tego, co wyczytała w książkach.
- Jej korzenie różnią się od tych, które widziałam na rysunkach. - Powiedziała dosyć głośno, aby zwrócić na to ich uwagę, może to było istotne?
- Do tego, co jest dosyć ważne, one nie powinni tak śmierdzieć, z tego, co udało mi się ustalić, nomadzi używają ich jako afrodyzjaku, nie podejrzewam, że ich gusta co do atrakcyjności różnych zapachów różniły się, aż tak bardzo od naszych. - Nie, to zdecydowanie był smród, a nie pustynny piasek i cynamon, o którym czytała.
Przeniosła spojrzenie na ciotkę, nie wydawało jej się, aby nie zauważyła różnicy w tym, co mieli przed sobą z tym, co znajdowało się w księgach o podobnych roślinach.
- To nie jest pustynna mandragora. - Wydawała się być bardzo pewna, co do wydanej głośno opinii. Mieli doczynienia z jakimś nowym, innym gatunkiem. Jej obserwacje mogły wiązać się z tym, co powiedział Selwyn na temat tego, w jaki sposób działała ta roślina.