09.10.2024, 23:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.10.2024, 16:10 przez Erik Longbottom.)
Ekwipunek: różdżka; rapier; pobłyskująca perła w kieszeni (dopisana ponieważ wedle opisu przedmiot zawsze znajduje się w posiadaniu postaci)
Ostatniego spotkania z Thoranem zdecydowanie nie mógł zaliczyć do tych z grona przyjemnych. Bądź co bądź, sprowadził mu na głowę problem w formie napastliwej kobiety z Doliny Godryka, która oczekiwała od niego pełnoprawnej randki. A że Erik nie żywił do kobiety żadnych romantycznych uczuć (lub jakichkolwiek innych), to musiał znaleźć jakiś sposób, aby ją spławić i zręcznie usunąć się z tej sytuacji. Mężczyzna stłumił ciężkie westchnienie, które koniec końców zdusił w żołądku. Naprawdę nie chciał do tego wracać. Nawet w myślach.
Wiadomość od Geraldine była dla niego pewną niespodzianką, ale nie była kompletnym zaskoczeniem. Morfeusz zdołał przekazać Zakonowi Feniksa parę informacji na temat... problemu... panny Yaxley i nie brzmiało to dobrze. A na pewno nie brzmiało to, jak coś, z czym powinna radzić sobie sama bez wsparcia z bliskich, którzy w końcu byli całkiem nieźli w czarach, jak i tradycyjnej walce. Załatwiła nawet medyczkę na wypadek, gdyby ktoś się miał wykrwawić, pomyślał przelotnie, zerkając na towarzyszącą mu Florence.
— A więc Geraldine mówiła Ci coś więcej na temat Thorana? — zagaił niepewnym głosem, poprawiając różdżkę, która spoczywała w elastycznej kaburze przytłoczonej do spodni w okolicy uda. Znajdujący się tuż obok rapier obijał się minimalnie o różdżkę. — To znaczy, jak to wszystko ma się potoczyć?
Został wprowadzony w całą ''akcję'' stosunkowo późno, toteż wychodził z założenia, że inni uczestnicy wyprawy mogli wiedzieć na temat planów Geraldine trochę więcej niż on. Zwłaszcza Florence, która jawiła się Longbottomowi jako bliska przyjaciółka Yaxley. Wystarczyło, że cofnął się myślami do tego pamiętnego dnia, gdy Geraldine wywaliła się o własne nogi podczas treningu i to on musiał przetransportować ją do Szpitala św. Munga.
Co zaś tyczyło się samej wioski... Osada wzbudzała w Eriku lekki niepokój. Jakby od chwili, gdy tylko znaleźli się na terytorium mieściny, coś wodziło za nim wzrokiem. Irracjonalny lęk? A może efekt lat doświadczeń związany z wezwaniami służbowymi i wyprawami do zapadłych wioseczek, które potrafiły zaowocować naprawdę nieprzyjemnymi wypadkami? Czarodziej wodził wzrokiem po fasadach budynków, starając się ignorować ujadanie psów z okolicznych domostw.
— Zdam się na ciebie — stwierdził po dłuższej chwili Erik, pozwalając, aby kobieta ruszyła we wskazaną stronę jako pierwsza.
Ostatniego spotkania z Thoranem zdecydowanie nie mógł zaliczyć do tych z grona przyjemnych. Bądź co bądź, sprowadził mu na głowę problem w formie napastliwej kobiety z Doliny Godryka, która oczekiwała od niego pełnoprawnej randki. A że Erik nie żywił do kobiety żadnych romantycznych uczuć (lub jakichkolwiek innych), to musiał znaleźć jakiś sposób, aby ją spławić i zręcznie usunąć się z tej sytuacji. Mężczyzna stłumił ciężkie westchnienie, które koniec końców zdusił w żołądku. Naprawdę nie chciał do tego wracać. Nawet w myślach.
Wiadomość od Geraldine była dla niego pewną niespodzianką, ale nie była kompletnym zaskoczeniem. Morfeusz zdołał przekazać Zakonowi Feniksa parę informacji na temat... problemu... panny Yaxley i nie brzmiało to dobrze. A na pewno nie brzmiało to, jak coś, z czym powinna radzić sobie sama bez wsparcia z bliskich, którzy w końcu byli całkiem nieźli w czarach, jak i tradycyjnej walce. Załatwiła nawet medyczkę na wypadek, gdyby ktoś się miał wykrwawić, pomyślał przelotnie, zerkając na towarzyszącą mu Florence.
— A więc Geraldine mówiła Ci coś więcej na temat Thorana? — zagaił niepewnym głosem, poprawiając różdżkę, która spoczywała w elastycznej kaburze przytłoczonej do spodni w okolicy uda. Znajdujący się tuż obok rapier obijał się minimalnie o różdżkę. — To znaczy, jak to wszystko ma się potoczyć?
Został wprowadzony w całą ''akcję'' stosunkowo późno, toteż wychodził z założenia, że inni uczestnicy wyprawy mogli wiedzieć na temat planów Geraldine trochę więcej niż on. Zwłaszcza Florence, która jawiła się Longbottomowi jako bliska przyjaciółka Yaxley. Wystarczyło, że cofnął się myślami do tego pamiętnego dnia, gdy Geraldine wywaliła się o własne nogi podczas treningu i to on musiał przetransportować ją do Szpitala św. Munga.
Co zaś tyczyło się samej wioski... Osada wzbudzała w Eriku lekki niepokój. Jakby od chwili, gdy tylko znaleźli się na terytorium mieściny, coś wodziło za nim wzrokiem. Irracjonalny lęk? A może efekt lat doświadczeń związany z wezwaniami służbowymi i wyprawami do zapadłych wioseczek, które potrafiły zaowocować naprawdę nieprzyjemnymi wypadkami? Czarodziej wodził wzrokiem po fasadach budynków, starając się ignorować ujadanie psów z okolicznych domostw.
— Zdam się na ciebie — stwierdził po dłuższej chwili Erik, pozwalając, aby kobieta ruszyła we wskazaną stronę jako pierwsza.
(Percepcja III) Czy coś rzuca się Erikowi w oczy podczas oglądania mijanych budynków? x2
Rzut Z 1d100 - 23
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 48
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞