10.10.2024, 00:18 ✶
Widownia razem z Desmondem, Baldwinem, Lorraine, Oleandrem, hrabią i Camille
Z trudem powstrzymała lecącą ku górze brew, gdy utrzymywała spojrzenie wbite w brata. Zleciało z jego twarzy na trzymaną przez niego Lorraine i kwiaty, które odebrał w momencie, gdy tylko stopy półwily ponownie dotknęły ziemi. Mrugnęła i uśmiechnęła się lekko, wyciągając dłonie ku bliźniakowi.
— Baldwinie — wymruczała łagodnie, przyjmując wręczony bukiet. Przy okazji musnęła palcami dłoń brata, ale zamiast pochwycić ją, cofnęła własne, trzymając kwiaty blisko klatki piersiowej. Jej wargi drgnęły w kolejnym uśmiechu, gdy Baldwin tak wyraźnie zaakcentował czas przeszły. Wiedziała, do czego zmierzał, ale czy powinna mu na to pozwolić? Miał ją dla siebie zdecydowanie częściej, niż Desmond, z którym tu przyszła. I na pewno nie byłby skory sprawić jej kolejnego prezentu, teraz, w trakcie bankietu i wystawy. — Lustro mojej duszy? — powtórzyła za nim, ale nim zdążyłaby pociągnąć temat dalej, jej uwagę zwróciła na siebie Lorraine.
Na wspomnienie o Eden zerknęła w kierunku pozostałych gości, jednak zaraz powróciła spojrzeniem do kuzynki.
— Nie mogłabym tego przegapić, wiesz przecież. Byłaś wspaniała — odparła, wciąż utrzymując uśmiech, nawet jeśli otrzymany komplement szybko został stłumiony przez słowa skierowane do Desmonda. Mimo wszystko pochwyciła jej dłoń, tę, którą odgarnęła samotny kosmyk, i ścisnęła ją delikatnie. A gdy opuściła własną, wkrótce poczuła na niej palce Desmonda. Gest wytrącił ją z równowagi na tyle, że na moment rozszerzyła oczy i spojrzała w dół, nim z trudem odtrąciła własne zaskoczenie. Właściwie mogłaby się tego spodziewać, że koniec końców zostanie postawiona w niewygodnej sytuacji. Nie była przedmiotem, o który mogliby się przepychać, ale oboje chyba o tym zapominali. Odetchnęła lekko. — Właściwie to zastanawiałam się nad wystawą. Co o tym myślisz, Desmondzie? — zapytała niewinnie, odwzajemniając uścisk i pozwalając jego palcom spleść się z jej własnymi. Natychmiastowa reakcja Baldwina spotkała się tylko ze spojrzeniem ze strony siostry, które jednak nie niosło za sobą nic więcej, bo zaraz postanowiła puścić to w niepamięć.
Zresztą, do ich gromadki dołączył Oleander, i chociaż zapewne był przyzwyczajony do tego typu sytuacji, tak Calanthe wolałaby jej nie rozogniać. Na wspomnienie o naszyjniku zaśmiała się łagodnie. No tak, Desmond sam nie wybrałby tego typu biżuterii; mogła już wcześniej założyć, że swój udział miał w tym Crouch.
— Dziękuję. Nie spodziewałam się tak pięknego prezentu od Desmonda, żal byłoby nie pokazać go światu — zaszczebiotała, z całych sił starając się zignorować... cokolwiek się działo między nim, a Baldwinem. Zamiast tego bardziej ścisnęła dłoń Desmonda. — Cieszę się, że mogłam cię dzisiaj zobaczyć; lśnisz, jak zawsze — dodała zaraz, coby nie koncentrować całej uwagi na samej sobie, nawet jeśli to by jej właśnie odpowiadało. Tym bardziej że do ich kółeczka postanowili dołączyć się niechciani - w oczach Calanthe - goście. Słowa hrabi nie były skierowane do niej, więc jedynie zmierzyła spojrzeniem mężczyznę i jego towarzyszkę.
Z trudem powstrzymała lecącą ku górze brew, gdy utrzymywała spojrzenie wbite w brata. Zleciało z jego twarzy na trzymaną przez niego Lorraine i kwiaty, które odebrał w momencie, gdy tylko stopy półwily ponownie dotknęły ziemi. Mrugnęła i uśmiechnęła się lekko, wyciągając dłonie ku bliźniakowi.
— Baldwinie — wymruczała łagodnie, przyjmując wręczony bukiet. Przy okazji musnęła palcami dłoń brata, ale zamiast pochwycić ją, cofnęła własne, trzymając kwiaty blisko klatki piersiowej. Jej wargi drgnęły w kolejnym uśmiechu, gdy Baldwin tak wyraźnie zaakcentował czas przeszły. Wiedziała, do czego zmierzał, ale czy powinna mu na to pozwolić? Miał ją dla siebie zdecydowanie częściej, niż Desmond, z którym tu przyszła. I na pewno nie byłby skory sprawić jej kolejnego prezentu, teraz, w trakcie bankietu i wystawy. — Lustro mojej duszy? — powtórzyła za nim, ale nim zdążyłaby pociągnąć temat dalej, jej uwagę zwróciła na siebie Lorraine.
Na wspomnienie o Eden zerknęła w kierunku pozostałych gości, jednak zaraz powróciła spojrzeniem do kuzynki.
— Nie mogłabym tego przegapić, wiesz przecież. Byłaś wspaniała — odparła, wciąż utrzymując uśmiech, nawet jeśli otrzymany komplement szybko został stłumiony przez słowa skierowane do Desmonda. Mimo wszystko pochwyciła jej dłoń, tę, którą odgarnęła samotny kosmyk, i ścisnęła ją delikatnie. A gdy opuściła własną, wkrótce poczuła na niej palce Desmonda. Gest wytrącił ją z równowagi na tyle, że na moment rozszerzyła oczy i spojrzała w dół, nim z trudem odtrąciła własne zaskoczenie. Właściwie mogłaby się tego spodziewać, że koniec końców zostanie postawiona w niewygodnej sytuacji. Nie była przedmiotem, o który mogliby się przepychać, ale oboje chyba o tym zapominali. Odetchnęła lekko. — Właściwie to zastanawiałam się nad wystawą. Co o tym myślisz, Desmondzie? — zapytała niewinnie, odwzajemniając uścisk i pozwalając jego palcom spleść się z jej własnymi. Natychmiastowa reakcja Baldwina spotkała się tylko ze spojrzeniem ze strony siostry, które jednak nie niosło za sobą nic więcej, bo zaraz postanowiła puścić to w niepamięć.
Zresztą, do ich gromadki dołączył Oleander, i chociaż zapewne był przyzwyczajony do tego typu sytuacji, tak Calanthe wolałaby jej nie rozogniać. Na wspomnienie o naszyjniku zaśmiała się łagodnie. No tak, Desmond sam nie wybrałby tego typu biżuterii; mogła już wcześniej założyć, że swój udział miał w tym Crouch.
— Dziękuję. Nie spodziewałam się tak pięknego prezentu od Desmonda, żal byłoby nie pokazać go światu — zaszczebiotała, z całych sił starając się zignorować... cokolwiek się działo między nim, a Baldwinem. Zamiast tego bardziej ścisnęła dłoń Desmonda. — Cieszę się, że mogłam cię dzisiaj zobaczyć; lśnisz, jak zawsze — dodała zaraz, coby nie koncentrować całej uwagi na samej sobie, nawet jeśli to by jej właśnie odpowiadało. Tym bardziej że do ich kółeczka postanowili dołączyć się niechciani - w oczach Calanthe - goście. Słowa hrabi nie były skierowane do niej, więc jedynie zmierzyła spojrzeniem mężczyznę i jego towarzyszkę.