10.10.2024, 00:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.10.2024, 00:49 przez Thomas Figg.)
Wszystko rozegrało się tak szybko, że nie zdążył nawet zareagować, wciąż w szoku jak dobrze poszło mu zaklęcie, którego nigdy wcześniej nie rzucał i nie był pewien czy dobrze to robi. Najwidoczniej jednak albo było to szczęście nowicjusza, albo miał do tego dryg - z dwojga złego nie wiedział co lepsze. Jednego był pewien, to była chwila, nawet się nie zastanawiał nad konsekwencjami tego co robi w tamtej chwili - liczył się tylko cel i to jak go osiągnąć.
Nieco zamglone spojrzenie powiodło ku Brennie, która zajmowała się czarnoksiężnikiem, a raczej zabezpieczanie przed jego ucieczką Nie czuł satysfakcji, nie czuł radości, że udało im się go złapać - co z tego, że zadał mu ból i dał posmakować tego co mężczyzna robił swoim ofiarom. To nie wracało straconych żyć, nie cofała wyrządzonego zła. Popatrzył w górę na niebo i sunące po nim chmury.
- Tak, nie jest złamany na szczęście - odpowiedział dotykając się po nosie, który już przestał krwawić. - A Ty? Nic ci nie zrobił? Bo widziałem, że tarczę postawiłaś pierwsza klasa - powiedział z delikatnym uśmiechem. To Miałą być chwila triumfu? Wcale tego nie czuł wbrew pozorom, może i uratowali życie mugolom, ale co z tymi, którzy wcześniej trafili na czarnoksiężnika. Potrząsnął głową jak pies otrzepujący się z wody - nie mógł nużąc się w rozmyślania co by było gdyby. - Tak, zrobiłbym to za każdym razem - odpowiedział cicho, a oczy błysnęły mu od determinacji. Nie żałował tego co zrobił, choć zaklęcie którego użył mnie miało poddusić mężczyznę lecz go udusić to zrobiłby to za każdym razem. Postanowił sobie, że nie pozwoli aby jego bliskim stała się krzywda, nie ważne czy będzie ją musiał przyjąć na siebie czy ubrudzić sobie ręce, odrzucić swój los. Przecież robił to dla większego dobra, a nie dlatego, że chciał - dzięki temu będą bezpieczniejsi.
Ale czy nie pogardzą tobą gdy zobaczą twój mrok? - usłyszał w głowie ten natrętny głosik, który tak skutecznie tłumił. Zacisnął powieki i bał się je otworzyć, bał się spojrzeć na Brennę, bał się tego co mógłby tam zobaczyć. Czy wzgardziłaby nim? Porzuciła? Bo sięgnął po wszelkie możliwe środki w walce ze złem?
Otworzył oczy powoli i zerknął na nią, szukając potwierdzenia, że to nic nie zmieniło... Potrzebował tego zapewnienia choćby w jej wyrazie twarzy - co jak mu się wydawało dostrzegał, albo chciał dostrzegać.
- Będę musiał złożyć wyjaśnienia? - zapytał wiedząc, ze to co powiedziała wcześniej to oficjalna wersja wydarzeń, którą będą mieli przedstawiać.
Skinął głową i rękawem przetarł twarz, aby choć nieco oczywiście się z krwi. Chciał to zrobić różdżką i wtedy właśnie poczuł, ze coś jest nie tak. Zerknął w na dłoń w której trzymał różdżkę i to co zobaczył nie napawało go optymizmem. Była pęknięta wzdłuż, niemal przepołowiona na pół i jakby osmolona od środka.
- Szlag. Będę musiał udać się do Ollivandera - powiedział do przyjaciółki pokazując jej co stało się z jego różdżką, nawet on wiedział, że naprawianie jej z takiego stanu było raczej mało prawdopodobne.
Kiedy Brenna odczytała czarnoksiężnikowi jego prawa zebrali się i teleportowali do Atrium Ministerstwa, aby przekazać go odpowiednim służbom i złożyć wyjaśnienia w tej sprawie.
Nieco zamglone spojrzenie powiodło ku Brennie, która zajmowała się czarnoksiężnikiem, a raczej zabezpieczanie przed jego ucieczką Nie czuł satysfakcji, nie czuł radości, że udało im się go złapać - co z tego, że zadał mu ból i dał posmakować tego co mężczyzna robił swoim ofiarom. To nie wracało straconych żyć, nie cofała wyrządzonego zła. Popatrzył w górę na niebo i sunące po nim chmury.
- Tak, nie jest złamany na szczęście - odpowiedział dotykając się po nosie, który już przestał krwawić. - A Ty? Nic ci nie zrobił? Bo widziałem, że tarczę postawiłaś pierwsza klasa - powiedział z delikatnym uśmiechem. To Miałą być chwila triumfu? Wcale tego nie czuł wbrew pozorom, może i uratowali życie mugolom, ale co z tymi, którzy wcześniej trafili na czarnoksiężnika. Potrząsnął głową jak pies otrzepujący się z wody - nie mógł nużąc się w rozmyślania co by było gdyby. - Tak, zrobiłbym to za każdym razem - odpowiedział cicho, a oczy błysnęły mu od determinacji. Nie żałował tego co zrobił, choć zaklęcie którego użył mnie miało poddusić mężczyznę lecz go udusić to zrobiłby to za każdym razem. Postanowił sobie, że nie pozwoli aby jego bliskim stała się krzywda, nie ważne czy będzie ją musiał przyjąć na siebie czy ubrudzić sobie ręce, odrzucić swój los. Przecież robił to dla większego dobra, a nie dlatego, że chciał - dzięki temu będą bezpieczniejsi.
Ale czy nie pogardzą tobą gdy zobaczą twój mrok? - usłyszał w głowie ten natrętny głosik, który tak skutecznie tłumił. Zacisnął powieki i bał się je otworzyć, bał się spojrzeć na Brennę, bał się tego co mógłby tam zobaczyć. Czy wzgardziłaby nim? Porzuciła? Bo sięgnął po wszelkie możliwe środki w walce ze złem?
Otworzył oczy powoli i zerknął na nią, szukając potwierdzenia, że to nic nie zmieniło... Potrzebował tego zapewnienia choćby w jej wyrazie twarzy - co jak mu się wydawało dostrzegał, albo chciał dostrzegać.
- Będę musiał złożyć wyjaśnienia? - zapytał wiedząc, ze to co powiedziała wcześniej to oficjalna wersja wydarzeń, którą będą mieli przedstawiać.
Skinął głową i rękawem przetarł twarz, aby choć nieco oczywiście się z krwi. Chciał to zrobić różdżką i wtedy właśnie poczuł, ze coś jest nie tak. Zerknął w na dłoń w której trzymał różdżkę i to co zobaczył nie napawało go optymizmem. Była pęknięta wzdłuż, niemal przepołowiona na pół i jakby osmolona od środka.
- Szlag. Będę musiał udać się do Ollivandera - powiedział do przyjaciółki pokazując jej co stało się z jego różdżką, nawet on wiedział, że naprawianie jej z takiego stanu było raczej mało prawdopodobne.
Kiedy Brenna odczytała czarnoksiężnikowi jego prawa zebrali się i teleportowali do Atrium Ministerstwa, aby przekazać go odpowiednim służbom i złożyć wyjaśnienia w tej sprawie.
Koniec sesji