10.10.2024, 02:14 ✶
Zdecydowanie nie znajdowali się w sytuacji, która mogłaby zachęcać do żartów, ale w tej chwili było to silniejsze od niego. Brenna dosłownie postawiła mu to pytanie na srebrnej tacy, jak mógł z tego nie skorzystać? Oczywiście na wiele się to nie zdało, bo zbyła go dość szybko i zgrabnie. Ta krótka chwila humoru pozwoliła mu się jednak nieco rozluźnić i uspokoić rozpędzone myśli.
— Hmm, czy młodsze rodzeństwo zawsze działa w ten sposób? To by wyjaśniało niektóre sytuacje z mojej przeszłości. No i może przy okazji pozbawiłaś mnie nadziei na lepsze jutro — odparł gładko, z uśmiechem czającym się w kąciku jego ust. Zaraz jednak spoważniał, skupiając się na tym, po co tutaj przyszli.
Włamywanie się, nawet do domów potencjalnych podejrzanych, zdecydowanie nie znajdowało się na szczycie listy rzeczy, które chciałby powtórzyć. W normalnych warunkach nigdy nie pozwoliły sobie na taką samowolkę, ale sytuacja zaczynała się komplikować. Im bardziej zagłębiali się w sprawę zniknięcia Basila, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że coś, czy może raczej ktoś w Ministerstwie działał na dwa fronty.
— Naprawdę inaczej wyobrażałem sobie ten tydzień — rzucił cicho pod nosem. Ciężko stwierdzić, czy było to skierowane do kobiety, czy może mówił sam do siebie. Z pewnością mogła to usłyszeć, bo chociaż nie powiedział tego głośno, wokół nich panowała wręcz grobowa cisza.
Chciał głęboko wierzyć w to, że rozwiązanie tej sprawy zakończy tego typu problemy, ale podświadomie wiedział, że był to zaledwie początek. Wyznawcy Voldemorta coraz częściej dopuszczali się ataków na cywili. Znikanie pracowników głównego urzędu świata czarodziejów było kolejnym, bardzo niepokojącym krokiem z ich strony. Specjalne środki zdawały się wręcz naturalną odpowiedzią, o czym świadczyć mogło podejście zarówno jego jak i Brenny. Miał jednak nadzieję, że w którymś momencie będą mogli się zatrzymać.
— Stała czujność — powtórzył za nią, kiwając przy tym lekko głową. Powiedzenie Alastora jeszcze nigdy wcześniej nie wybrzmiewało tak mocno w jego głowie. — Och... masz rację — zawołał, zerkając na nią z miną, w której dostrzec można było zdziwienie oraz uznanie. — Co prawda nie mamy stu procent pewności, ale ciężko mi uwierzyć w tak duży zbieg okoliczności — rzucił, zerkając przy tym na Brennę. Następnie skupił się głównie na tym, żeby trzymać dokument w pozycji, który pozwalał jej na szybkie przepisywanie informacji, które dopiero co odkryli. — Im dłużej przyglądamy się tej sprawie, tym gorzej to wygląda. Cholera, kiedy to wszystko zaczęło się tak psuć — gdy skończyła notowanie, odłożył teczkę na miejsce. Dołożył przy tym wszelkich starań, żeby papiery znalazły się w identycznej pozycji, w której je znalażł.
— Póki co niczego nie możemy mu udowodnić. Ciężko go też oskarżyć. Moglibyśmy pójść do przełożonych i pokazać aktualne znaleziska, ale to wciąż tylko poszlaki. Jeśli już chcemy przyznać się do łamania regulaminu, przydałoby się mieć pewność. Mallone. Musimy go sprawdzić. Bo spytać raczej nie będziemy mieli okazji — dodał, zerkając w stronę partnerki. W teorii odkryli sporo nowych informacji, ale jednocześnie wpakowali się w ślepy zaułek.
— Hmm, czy młodsze rodzeństwo zawsze działa w ten sposób? To by wyjaśniało niektóre sytuacje z mojej przeszłości. No i może przy okazji pozbawiłaś mnie nadziei na lepsze jutro — odparł gładko, z uśmiechem czającym się w kąciku jego ust. Zaraz jednak spoważniał, skupiając się na tym, po co tutaj przyszli.
Włamywanie się, nawet do domów potencjalnych podejrzanych, zdecydowanie nie znajdowało się na szczycie listy rzeczy, które chciałby powtórzyć. W normalnych warunkach nigdy nie pozwoliły sobie na taką samowolkę, ale sytuacja zaczynała się komplikować. Im bardziej zagłębiali się w sprawę zniknięcia Basila, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że coś, czy może raczej ktoś w Ministerstwie działał na dwa fronty.
— Naprawdę inaczej wyobrażałem sobie ten tydzień — rzucił cicho pod nosem. Ciężko stwierdzić, czy było to skierowane do kobiety, czy może mówił sam do siebie. Z pewnością mogła to usłyszeć, bo chociaż nie powiedział tego głośno, wokół nich panowała wręcz grobowa cisza.
Chciał głęboko wierzyć w to, że rozwiązanie tej sprawy zakończy tego typu problemy, ale podświadomie wiedział, że był to zaledwie początek. Wyznawcy Voldemorta coraz częściej dopuszczali się ataków na cywili. Znikanie pracowników głównego urzędu świata czarodziejów było kolejnym, bardzo niepokojącym krokiem z ich strony. Specjalne środki zdawały się wręcz naturalną odpowiedzią, o czym świadczyć mogło podejście zarówno jego jak i Brenny. Miał jednak nadzieję, że w którymś momencie będą mogli się zatrzymać.
— Stała czujność — powtórzył za nią, kiwając przy tym lekko głową. Powiedzenie Alastora jeszcze nigdy wcześniej nie wybrzmiewało tak mocno w jego głowie. — Och... masz rację — zawołał, zerkając na nią z miną, w której dostrzec można było zdziwienie oraz uznanie. — Co prawda nie mamy stu procent pewności, ale ciężko mi uwierzyć w tak duży zbieg okoliczności — rzucił, zerkając przy tym na Brennę. Następnie skupił się głównie na tym, żeby trzymać dokument w pozycji, który pozwalał jej na szybkie przepisywanie informacji, które dopiero co odkryli. — Im dłużej przyglądamy się tej sprawie, tym gorzej to wygląda. Cholera, kiedy to wszystko zaczęło się tak psuć — gdy skończyła notowanie, odłożył teczkę na miejsce. Dołożył przy tym wszelkich starań, żeby papiery znalazły się w identycznej pozycji, w której je znalażł.
— Póki co niczego nie możemy mu udowodnić. Ciężko go też oskarżyć. Moglibyśmy pójść do przełożonych i pokazać aktualne znaleziska, ale to wciąż tylko poszlaki. Jeśli już chcemy przyznać się do łamania regulaminu, przydałoby się mieć pewność. Mallone. Musimy go sprawdzić. Bo spytać raczej nie będziemy mieli okazji — dodał, zerkając w stronę partnerki. W teorii odkryli sporo nowych informacji, ale jednocześnie wpakowali się w ślepy zaułek.