10.10.2024, 09:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.10.2024, 09:58 przez Florence Bulstrode.)
– Napisała mi, że Thoran Yaxley nie istniał, co mnie nie dziwi, bo nigdy nie poznałam jej brata. Twierdzi, że jest doppelgangerem i że ma powody, aby sądzić, że zdoła się go pozbyć w jaskini w pobliżu. Poza tym uważam, że ta istota chce ją pożreć. To wszystkie informacje, jakie posiadam – wyjaśniła, zanim pchnęła drzwi zajazdu.
Florence Bulstrode nie była policjantką, ale nie musiała nią być, aby domyśleć się, że jeśli ludzie noszą na czołach dziwne znaki, a potem witają kogoś okrzykami o marze nieczystej, to coś jest bardzo nie tak. Może gdyby Geraldine zgodnie z przewidywaniami Erika opowiedziała jej więcej, zareagowałaby bardziej gwałtowne, złapała za lusterko i zaczęła ostrzegać, że potrzebują na czołach znaków ochronnych – ale na poskładanie tych faktów potrzebowała dłużej niż parę sekund. Nie wiedziała o pieczęciach, ani o tym, co skłoniło Geraldine do pójdzie do jaskini. Nie wiedziała, że ta postanowiła nie zbierać najpierw informacji, a iść tam jak po sznurku.
Na dostrzeżenie, że ci ludzie się kogoś boją… tyle wystarczyło.
Poza tym była klątwołamaczką.
Czerwone wstążki w niektórych wierzeniach chroniły przed zauroczeniem.
Zmierzyła Tima lodowatym spojrzeniem.
– Maro? Może jeszcze nieczysta? Na pańskim miejscu, zastanowiłabym się dwa razy, zanim rzucałabym takimi obelgami – poinformowała tonem, jakiego nie powstydziłaby się królowa. – Jestem pewna, że dbam o czystość znacznie bardziej niż pan.
Chwilę później spojrzenie Florence powędrowało ku kobiece, która wyszedł z zaplecza. Ta zdawaał się bardziej przyjazna, a przynajmniej nie potraktowała ich jako mary nieczyste. I coś we Florence rozlało się chłodem, bo uświadomiła sobie właśnie, że najwyraźniej Geraldine i jej towarzysze byli w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Jednocześnie zirytowała się, bo jeżeli… jeżeli coś tu się działo, czemu nie powiadomiono o tym Ministerstwa? A może to wcale nie byli czarodzieje? Może to byli mugole, których zaczął chronić jakiś czarodziej? Albo sekta…?
Czy ten "nim"... to był doppelganger?
– Miałam zamiar zrobić zamówienie, proszę pani, ale jak widzę sytuacja chyba zmusza mnie do większej bezceremonialności, mam nadzieję, że mi pani wybaczy – powiedziała, tym razem nieco bardziej uprzejmie, utkwiwszy w niej spojrzenie. – Jestem tutaj z obawy o moją przyjaciółkę, która mogła znaleźć się w kłopotach, a… te znaki sugerują, że te obawy są słuszne, spytam więc wprost. Czy te wstążki i symbole mają państwa przed czymś chronić?
rzucam na wos II, klątwołamaczka, skojarzenia dodatkowe z wstążkami
Florence Bulstrode nie była policjantką, ale nie musiała nią być, aby domyśleć się, że jeśli ludzie noszą na czołach dziwne znaki, a potem witają kogoś okrzykami o marze nieczystej, to coś jest bardzo nie tak. Może gdyby Geraldine zgodnie z przewidywaniami Erika opowiedziała jej więcej, zareagowałaby bardziej gwałtowne, złapała za lusterko i zaczęła ostrzegać, że potrzebują na czołach znaków ochronnych – ale na poskładanie tych faktów potrzebowała dłużej niż parę sekund. Nie wiedziała o pieczęciach, ani o tym, co skłoniło Geraldine do pójdzie do jaskini. Nie wiedziała, że ta postanowiła nie zbierać najpierw informacji, a iść tam jak po sznurku.
Na dostrzeżenie, że ci ludzie się kogoś boją… tyle wystarczyło.
Poza tym była klątwołamaczką.
Czerwone wstążki w niektórych wierzeniach chroniły przed zauroczeniem.
Zmierzyła Tima lodowatym spojrzeniem.
– Maro? Może jeszcze nieczysta? Na pańskim miejscu, zastanowiłabym się dwa razy, zanim rzucałabym takimi obelgami – poinformowała tonem, jakiego nie powstydziłaby się królowa. – Jestem pewna, że dbam o czystość znacznie bardziej niż pan.
Chwilę później spojrzenie Florence powędrowało ku kobiece, która wyszedł z zaplecza. Ta zdawaał się bardziej przyjazna, a przynajmniej nie potraktowała ich jako mary nieczyste. I coś we Florence rozlało się chłodem, bo uświadomiła sobie właśnie, że najwyraźniej Geraldine i jej towarzysze byli w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Jednocześnie zirytowała się, bo jeżeli… jeżeli coś tu się działo, czemu nie powiadomiono o tym Ministerstwa? A może to wcale nie byli czarodzieje? Może to byli mugole, których zaczął chronić jakiś czarodziej? Albo sekta…?
Czy ten "nim"... to był doppelganger?
– Miałam zamiar zrobić zamówienie, proszę pani, ale jak widzę sytuacja chyba zmusza mnie do większej bezceremonialności, mam nadzieję, że mi pani wybaczy – powiedziała, tym razem nieco bardziej uprzejmie, utkwiwszy w niej spojrzenie. – Jestem tutaj z obawy o moją przyjaciółkę, która mogła znaleźć się w kłopotach, a… te znaki sugerują, że te obawy są słuszne, spytam więc wprost. Czy te wstążki i symbole mają państwa przed czymś chronić?
rzucam na wos II, klątwołamaczka, skojarzenia dodatkowe z wstążkami
Rzut N 1d100 - 56
Sukces!
Sukces!