10.10.2024, 11:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.10.2024, 13:07 przez Florence Bulstrode.)
Dla Florence to była jej sprawa. Chodziło o kobietę, która miała wejść do ich rodziny, która mogłaby stać się w przyszłości osobą, stojącą na czele rodu, bo wcale nie było pewne, że to Orion przejmie stery po Percivalu. Chodziło o przyszłość wszystkich Bulstrodów, ale także o coś więcej – o rozczarowanie, że brat w ogóle uznawał za dobry pomysł granie w karty o dziewczynę, że nie czuł żadnych wyrzutów sumienia matacząc nie przed rodzeństwem nawet, a przed ojcem. Może i widział aurę Elaine, ale jednocześnie Florence wiedziała doskonale, że Atreus miewał skłonności do przymykania oczu, gdy natykał się na coś, czego widzieć nie chciał. I wcale nie była pewna, czy w tym karcianym związku nic nie uwierało Elaine, a on po prostu wolał tego nie dostrzegać.
Przypatrywała się mu przez chwilę, jakby z namysłem.
– Nie jestem pewna – przyznała w końcu. – Powiedziałabym, że nie, nie sądzę, że zrobisz to po raz drugi, ale jeszcze niedawno nie uwierzyłabym, że zrobiłbyś coś takiego po raz pierwszy. Atreusie…
Bo to przecież nie były tylko te zaręczyny, tak szybko zawarte i tak szybko zerwane. Nie zadawała pytań, gdy na palcu Elaine pojawił się pierścionek – i próbowała nie zadawać zbyt wielu, gdy nagle zniknął. Ale były i inne sprawy. Atreus zawsze niósł w sobie wiele gniewu, wiele ambicji i zarazem mnóstwo pewności siebie: a przy tym przekonaniu, że jest lepszy, zdawał się też sądzić, że zawsze musi coś udowodnić, sobie i całemu światu. Niebezpieczna mieszanka, która mogła równie dobrze zaprowadzić wysoko, jak strącić na sam dół. W ostatnich miesiącach zaś wszystko się sypało. Coraz więcej plotek – o Sophie, o Moody, o Lorettcie – coraz więcej bójek, już na oczach wszystkich, scysja z Laurentem, i to że zdawał się nie móc znaleźć sobie miejsca, po tym, jak Limbo naznaczyło go Zimnem, i jeszcze bardziej po tym, jak wrócił ledwo żywy po Lithcie.
– Mam wrażenie, że od miesięcy stoisz na jakiejś granicy. I nie wiem, czy poza nią czeka coś dobrego, czy rzeka lawy.
A może czekały obie te rzeczy: może balansował na jakiejś linie, i zależało, w którą stronę z niej zeskoczy.
a tak sobie pojasnowidzę
Przypatrywała się mu przez chwilę, jakby z namysłem.
– Nie jestem pewna – przyznała w końcu. – Powiedziałabym, że nie, nie sądzę, że zrobisz to po raz drugi, ale jeszcze niedawno nie uwierzyłabym, że zrobiłbyś coś takiego po raz pierwszy. Atreusie…
Bo to przecież nie były tylko te zaręczyny, tak szybko zawarte i tak szybko zerwane. Nie zadawała pytań, gdy na palcu Elaine pojawił się pierścionek – i próbowała nie zadawać zbyt wielu, gdy nagle zniknął. Ale były i inne sprawy. Atreus zawsze niósł w sobie wiele gniewu, wiele ambicji i zarazem mnóstwo pewności siebie: a przy tym przekonaniu, że jest lepszy, zdawał się też sądzić, że zawsze musi coś udowodnić, sobie i całemu światu. Niebezpieczna mieszanka, która mogła równie dobrze zaprowadzić wysoko, jak strącić na sam dół. W ostatnich miesiącach zaś wszystko się sypało. Coraz więcej plotek – o Sophie, o Moody, o Lorettcie – coraz więcej bójek, już na oczach wszystkich, scysja z Laurentem, i to że zdawał się nie móc znaleźć sobie miejsca, po tym, jak Limbo naznaczyło go Zimnem, i jeszcze bardziej po tym, jak wrócił ledwo żywy po Lithcie.
– Mam wrażenie, że od miesięcy stoisz na jakiejś granicy. I nie wiem, czy poza nią czeka coś dobrego, czy rzeka lawy.
A może czekały obie te rzeczy: może balansował na jakiejś linie, i zależało, w którą stronę z niej zeskoczy.
a tak sobie pojasnowidzę
Rzut Z 1d100 - 40
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!