adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
Wstęp jest w MM, bo tam wylądowały postacie, ale zaraz przeniosą się na Pokątna, dlatego sesja tutaj.
-19/07/1972-
Popołudnie
Atrium Ministerstwa Magii > Ulica Pokątna
Ostatnie godziny były niezwykle męczące. Thomas nigdy nie podejrzewał jak wiele biurokracji mają do wypełnienia w Ministerstwie po tym, kiedy kogoś złapią. Trochę współczuł Brennie, że musi tyle czasu spędzać na wypełnianiu różnych papierków i formularzy. Jednocześnie też cieszył się ,że zgłaszane przez niego klątwy mieściły się na jednym formularzu, inaczej już dawno nawiązałby z kimś współpracę tylko dlatego, żeby ktoś robił to za niego. Może i był sumienny, ale były rzeczy, których nie potrafił przeskoczyć i się do nich zmusić - zapewne robiłby to sam raz do roku, zgłaszając na ostatnią chwilę wszystkie przełamane klątwy.
Siedział teraz w Atrium czekając jeszcze na Brennę, nie zamierzał opuszczać Ministerstwa bez niej, w końcu o to go prosiła. Ale to też dobrze się składało, nie miał czasu rano jej powiedzieć, ze skończył dla niej naszyjnik i ma go w swoim pokoju u Nory. Popatrzył na swoje kolana i westchnął, ale zanim tam pójdą to muszą jeszcze odwiedzić Olivandera, nie liczył nawet na to, że uda się naprawić jego starą różdżkę, wyglądała jakby dokończył swego żywota. Czuł swego rodzaju smutek z tego powodu, kolejny pożegnany przyjaciel z dawnych lat - tyle razem przeszli, ratowała go z niejednej opresji, to z jej pomocą łamał pierwszą klątwę i każdą kolejną.
Jednak znając efekt tego zaklęcia nie zawahałby się go rzucić jeszcze raz, ignorował głosik w swojej głowie, który szeptał mu, że nikt z jego bliskich nie pochwali tego, że odrzucą go przez mrok po który sięga. Przymknął oczy wzdychając, bał się odrzucenia i pustki, jednak wiedział, że nie może się zatrzymać, bo strach przed utratą bliskich sprawiał, ze gotów był zaprzedać duszę diabłu i spędzić resztę życia samotnie niż widzieć ich cierpienie.
Przetarł twarz dłońmi zdrapując resztki zaschniętej krwi, która się jeszcze mu na skórze została, nie mógł się teraz załamywać i użalać nad sobą, dobrze wiedział co zamierzał zrobić i jakim kosztem będzie bronić najbliższych. Musiał się zebrać w sobie, żeby nie martwić Brenny niepotrzebnie i być gotowym do swojego zwyczajowego zachowania, a tak idealnie będzie mógł zażartować, ze prawie tu zapuścił korzenie jakby był Greengrassem, idealny żart to będzie.