Kiedy święta z powodu swojej atmosfery groziły ci śmiercią z powodu podnoszenia ciśnienia - oto, jak żyć w 1972 roku! Witajcie na Yule! Laurentowi takie hasło nawet przez głowę by nie przeszło, tak jak wykazywał się ignorancją w myśleniu, że osoba chora może mieć poważne kłopoty w tej bieganinie. Że ta atmosfera zamiast rozpalać serce mogła być przytłaczająca. Ta ignorancja wynikała z niewiedzy, ale niewiedza ponoć nie była żadnym usprawiedliwieniem zachowań, więc? Więc pora troszkę spuścić z tonu i przyjąć, że doskonałością nie można być i nie da się myśleć o wszystkich i wszystkim, zanim sam postawisz choć jeden krok. Czyli coś, czego Laurent zrobić nie potrafił. A już na pewno nie chciał tego słyszeć. Skoro zaś musiał budować wizerunek to zastanawianie się nad słowami... ha... To było latami wyćwiczone. Tak jak ruchy. Nabieranie manier wymowy, odpowiednich gestów, nawet jego krok. Te pojedyncze elementy, które sprawiały, że był rzeźbiarzem, który rzeźbił w samym sobie. I jak to już bywa z artystami - kiedy znajdziesz niepasujący element do układanki to nagle potrafisz zniszczyć wszystko, nad czym pracowałeś latami. Tylko przez jeden krzywy rys. Jedną niedoskonałość.
- To już jest zbytek komplementu. - Rozbawienie rozjaśniło lazur jego oczu tak samo, jak morskie fale błyszczą pod dotykiem promieni słońca. Nienaturalnie niebieskie oczy, kto wiedział, ten wiedział - były bardzo charakterystyczne dla selkie. - Do Szekspira mi jeszcze bardzo wiele brakuje... myślisz, że stworzyłbym dla niego godną konkurencję, gdybym postanowił chwycić pióro w dłoń? - Żartował sobie, bo nie zamierzał zmieniać swojej kariery. Tak, kochał poezję, ale konsumować dzieła liryczne to jedno. Tworzyć je - drugie. Tak samo jak uwielbiał chyba każdy rodzaj sztuki, a wobec większości był... już to ładne słowo tutaj padło: ignorantom. Nawet gdyby chciał to doba była zbyt krótka, żeby móc pomieścić w niej uczenie się wszystkiego, co cię interesowało.
- Oooch, przyznam ci, że jeśli chodzi o Oriona to zawsze kupuję mu jakieś książki. - Przechylił nieco głowę na bok, kiedy ruszyli wolnym krokiem, by zanurzyć się między sklepiki oświetlone świątecznymi lampkami. - Nie zamierzam od tradycji odchodzić, ciężko powiedzieć, co innego by mu podpasowało. - Orion głównie czytał. A jeśli nie czytał to zajmował się pracą. Tak się jego życie toczyło - nawet ciężko było się z nim spotkać od jakiegoś czasu. - Rozważyłbym dla Florence zorganizowanie... domowego przybornika pierwszej pomocy. Takiego... z kreatywnością. Z wiśniowego drewna? Ważne, by był wygodny, więc z przegródkami, miejscem na eliksiry i tak dalej... - Akurat z nią zazwyczaj problemów z prezentami nie miał. Ona się by ucieszyła niemal ze wszystkiego - głównie dlatego, że wiedziała, że to zawsze było kupione, bądź zrobione, z czystej sympatii do niej. - Co byś powiedziała, żeby Atreusowi zamówić jakiś elegancki, mały barek do jego pokoju? Na dosłownie trzy butelki, ze dwie szklanki, przybornik do lodu... bardzo chętnie zrobiłbym z tego wspólny prezent - więc może wtedy moglibyśmy pomyśleć o większym rozmachu? - Spojrzał z uśmiechem na kobietę. Wysoką, smukłą, o sylwetce, o której śniłoby większość mężczyzn. Laurent to dobrze widział. I miał tylko nadzieję, że ci mężczyźni nie sprawiali jej kłopotów. - Bardzo sprytny kierunek z Icarusem... hmmm... - Coś związanego z Włochami, z Rzymem... tylko właściwie co? I nawet nie podejrzewał, jaką słodyczą odznaczały się myśli Electry dotyczące jego szyku - obrósłby w piórka, a przecież tych mu już nie brakowało!