10.10.2024, 18:46 ✶
Widownia -> bankiet, podchodzę do Raphaeli, Morpheusa i Enzo.
Jonathan odprowadził wzrokiem Cedricka. Zaraz, zaraz. I gdzie on niby tak właściwie sobie szedł? To nie tak, że go lubił, bo chyba nie, ale mógłby z łaski swojej nie dać się tak łatwo peszyć Jessiemu, bo jak już wolał olewać swoją pracę i stać z Ritą, to mógłby przynajmniej jakoś ją potencjalnie ochronić przed możliwym atakiem hrabiego. Dżentelmen!
– Rito uwierz mi moja droga, że ja ci wcale nie słodzę, a jedynie mówię najszczerszą prawdę – powiedział, również obejmując na chwilę. – I absolutnie nie twierdzę, że inni byli beznadziejni. To były naprawdę dobre wystąpienia. Po prostu jedno lśniło najbardziej
Uśmiechnął się szeroko słysząc pretensje czarownicy wobec brata (niby nie powiedział nic takiego, a już zakłopotał Brygadzistę, zdecydowanie zdolny chłopak!), a potem zerknął w kierunku reszty gości i bankietu. Powinien porozmawiać z Morpheusem i załatwić parę spraw. Udawać, że nic się nie działo. Z drugiej strony nie powinien ich zostawiać, ale przecież nie chciał wprowadzać niepokoju, a i tak będzie miał hrabiego na oku cały czas. Eh... Najchetniej po prostu cofnąłby się w czasie i nigdzie nie poszedł, a reszcie również kazał zostać w domach.
– Przepraszam was na chwilę. Chciałbym zamienić też słówko z innymi. Bawcie się dobrze i gdyby coś się działo, to wiecie gdzie nas szukać – powiedział, kładąc jeszcze ręce na ramieniu tej dwójki, a potem szybkim krokiem oddalił się od nich, kierując się w stronę Morpheusa, młodej Avery i Remingtona.
A może powinien jeszcze gdzieś szybko się schować i w spokoju transmutować swoje szaty, tak by przybrały przynajmniej inny kolor. W końcu w każdej barwie było mu do twarzy. Albo i nie, niech wie, że to on wyglądał lepiej. Miał nadzieję, że zdawał sobie z tego sprawę. Miał też nadzieje, że on wiedział, że gdyby nie jego własne akcje, ten wieczór mógłby wyglądać o wiele inaczej. Że mogliby właśnie rozmawiać razem popijając wino w toaście za stare dobre czasy i rozstanie w zgody, śmiać się z własnych żartów, a potem, potem może mogliby udać się do niego i... Nie. Tak nie było i nie będzie. Czy Jean w ogóle chciał, aby tak było? A może od zawsze pragnął stać się jego koszmarem?
– Pani Avery, cudowna przemowa. Widzę, że stowarzyszenie nie mogło mieć dzisiejszej nocy lepszej osoby na pani miejscu i proszę nawet nie protestować. Panie Remington, jeszcze chwila, a zacznę namawiać pana na zmianę kariery. Naprawdę wspaniałe kreacje. Chętnie usłyszę więcej o pańskich inspiracjach – powiedział, gdy już stanął tuż obok Morpheusa, posyłając mu jeden z tych uśmiechów, który wyglądał szczerze, ale dla kogoś kto znał go tak dobrze jak Longbottom, jasno mówił A gdyby tak utopić kogoś dzisiaj w tej wodzie. Przy okazji, gdy już odwrócił wzrok od przyjaciela, spróbował zerknąć na nici młodej czarownicy.
Nici, Percepcja (III)
Rzut Z 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!