10.10.2024, 20:02 ✶
Podniósł głowę, kiedy usłyszał zbliżające się do niego kroki i usta mu drgnęły, ale uśmiech, którym obdarzył Brennę nie był pełny, zabrakło w tym jego zwyczajowej iskry, której nie był w stanie wydobyć z siebie. Przyjął podaną mu dłoń, łapiąc ją i już wiedząc, że wszystko co postanowił upadło, nie zdoła wydobyć z siebie tego żartu, udawać, że wszystko jest w porządku. Była jedną z niewielu osób, które potrafiły wydobyć prawdziwego Thomasa, przy której nie musiał udawać. Całe swoje życie spychał rzeczy na bok, żonglując maskami z wprawą niczym cyrkowcy z cyrku Bellów, ale były te rzadkie chwile, kiedy prawdziwy on odzyskiwał kontrolę, kiedy mógł sobie pozwolić na szczerość i niczego nie ukrywać. Chciał stąd zniknąć, bo wiedział, że zbyt długo nie wytrzyma i w pewnym momencie pęknie od samej jej obecności i wyleje co mu leży na sercu, a nie chciał tego robić publicznie, nie w Ministerstwie. Ale dobrze wiedział, że zanim zazna nieco spokoju, musieli załatwić jeszcze jedną sprawę.
- Dobrze, dobrze, wiem kiedy się poddać. Negocjowania zapłaty chyba uczył cię Morpheus, bo wyczuwam jego "subtelny" sposób - powiedział nie zamierzając się spierać. Skończyłoby się to tak, że najpierw by się przerzucali argumentami, potem panna Longbottom wpadła na jakiś szalony pomysł podziękowania mu w imieniu Departamentu i koniec końców postawiłaby na swoim. A różdżkę potrzebował na wczoraj, obecnie czuł się jakby stracił dłoń, bo bez różdżki był bezużyteczny, nie przejawiał żadnych wybitnych zdolności poza magią.
- Wpadnie potem do nas? - zapytał i zganił się w myślach, bo zabrzmiał zdecydowanie zbyt prosząco. I może by normalnie próbował jakoś zamaskować to, żeby nie wyglądać na kociaka w potrzebie, który czepia się czyjejś spódnicy. - Zapomniałem powiedzieć, że mam coś dla ciebie - no ale zakup różdżki najpierw, wbrew pozorom nie czuł ekscytacji co do tego momentu, dobrze mu było z jego starą różdżką, której szczątki spoczywały mu w kiszeni.
- Dobrze, dobrze, wiem kiedy się poddać. Negocjowania zapłaty chyba uczył cię Morpheus, bo wyczuwam jego "subtelny" sposób - powiedział nie zamierzając się spierać. Skończyłoby się to tak, że najpierw by się przerzucali argumentami, potem panna Longbottom wpadła na jakiś szalony pomysł podziękowania mu w imieniu Departamentu i koniec końców postawiłaby na swoim. A różdżkę potrzebował na wczoraj, obecnie czuł się jakby stracił dłoń, bo bez różdżki był bezużyteczny, nie przejawiał żadnych wybitnych zdolności poza magią.
- Wpadnie potem do nas? - zapytał i zganił się w myślach, bo zabrzmiał zdecydowanie zbyt prosząco. I może by normalnie próbował jakoś zamaskować to, żeby nie wyglądać na kociaka w potrzebie, który czepia się czyjejś spódnicy. - Zapomniałem powiedzieć, że mam coś dla ciebie - no ale zakup różdżki najpierw, wbrew pozorom nie czuł ekscytacji co do tego momentu, dobrze mu było z jego starą różdżką, której szczątki spoczywały mu w kiszeni.