10.10.2024, 23:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.10.2024, 23:21 przez Eden Lestrange.)
Stoję z Atreusem, Brenną i Lorraine przy namiocie.
Zdawała sobie sprawę, jak nienaturalnie jak na siebie się zachowuje; z empatią zwyczajnie nie było Eden do twarzy, zwłaszcza teraz, kiedy schudła tak bardzo, że niewiele brakowało, a wygrałaby nabór na nowe kościste straszydło przeganiające zbyt zuchwałe dzieciaki z Zakazanego Lasu. Dla własnej ulgi wmawiała sobie, że robi to wszystko, aby samej rykoszetem nie oberwać - nie chciała być pociągnięta do odpowiedzialności za ewentualne czyny swojego ojca tylko dlatego, że ściągnął ją wbrew jej woli na ten świat.
Poza tym lubiła mówić, że aniemówiła. Dobrze wpływało na ego.
Odkleiwszy się od Brenny wymieniła z nią porozumiewawcze spojrzenie, jakby chciała ją zapewnić, że też ma dzisiaj oczy dookoła głowy. A potem stwierdziła, że dość już tego spoufalania się i histeryzowania na oczach innych, bo się to jej odbije na wizerunku.
- To niezwykle hojne i uprzejme z twojej strony, że dajesz szansę pokrzywdzonym przez los i zatrudniłaś ślepego krawca - zasadziła Brennie dwuznacznym komplementem z drugim dnem, lustrując jej sukienkę wzrokiem od stóp do głów. Zrobiła to tylko gwoli tradycji, choć wcale nie uważała, że Longbottom wyglądała źle - przynajmniej nie założyła tej paskudnej czerwonej piżamy i chwała jej za to. Eden zwyczajnie musiała trochę dźgnąć Brennę, żeby jej zachowanie nie odstawało od normy bardziej, niż musiało. Nie chciała siać paniki.
Na wieść Atreusa, jakoby Orion znowu marzył o locie z wysokiego piętra jak za młodu, uniosła brwi w pozornym zdziwieniu i odchyliła nieco głowę patrząc na niego, wyglądając tak, jakby się z tego cynicznego zdziwienia posiąść nie mogła.
- Tak, nadal go tam przetrzymuję. Przekaż Orionowi, że jeśli chce do Williama dołączyć, nasza piwnica jest przestronna i pomieści ich obydwu. Może to nawet im wyjdzie na dobre? Może jak pobędą tak razem we dwójkę bez możliwości ucieczki od siebie nawzajem, to nie będą mieli wyjścia i wreszcie nawiążą pierwszą w życiu przyjaźń z drugim człowiekiem. - Rozpoczęła od sarkazmu, ale im dalej w las, tym bardziej z serca mówiła. Nawet jeśli kpiła, gdyby Atreus chciał w tandemie tę wizję wcielić w życie, podjęłaby się przedsięwzięcia.
- Jeśli mam być z tobą szczera, zdążyłam wyprzeć z pamięci cokolwiek, co nastąpiło przed występem Lorraine - oznajmiła, nie wyrażając wprost swojej opinii na temat występu. Pamięta tyle, że było nudno i że prawie zasnęła, gdyby kazał jej wymienić występujących z nazwiska, przegrałaby z kretesem. - Natomiast jeśli chcesz poznać opinię mojej rodziny, to mama poszła pić, aby zapomnieć, natomiast ojciec... Idź i zapytaj go sam, a potem koniecznie mi opowiedz wrażenia - zaproponowała, choć doskonale wiedziała, że Bulstrode się raczej na to nie zdecyduje. Nie musiała chyba nikomu tutaj mówić, że z Fortinbrasem rozmawia się na własną odpowiedzialność i Eden takowej nie ponosi za ewentualne szkody oraz uszczerbki na psychice.
Eden drgnęła w zaskoczeniu, kiedy Lorraine nagle zmaterializowała się tuż obok, a potem splotła ich ręce ze sobą. Przelotnie spojrzała na nią karcąco za to najście, ale po chwili rozpromieniła się, ściskając dłoń kuzynki mocniej.
- Byłaś olśniewająca - pochwaliła krótko, acz rzeczowo. - Powiedz mi, co to był za chłopak, który przynudzał jakimś monologiem? Jego twarz brzmiała znajomo, ale przespałam jego nazwisko - zagaiła, chcąc połączyć twarz z jakimś imieniem.
Zdawała sobie sprawę, jak nienaturalnie jak na siebie się zachowuje; z empatią zwyczajnie nie było Eden do twarzy, zwłaszcza teraz, kiedy schudła tak bardzo, że niewiele brakowało, a wygrałaby nabór na nowe kościste straszydło przeganiające zbyt zuchwałe dzieciaki z Zakazanego Lasu. Dla własnej ulgi wmawiała sobie, że robi to wszystko, aby samej rykoszetem nie oberwać - nie chciała być pociągnięta do odpowiedzialności za ewentualne czyny swojego ojca tylko dlatego, że ściągnął ją wbrew jej woli na ten świat.
Poza tym lubiła mówić, że aniemówiła. Dobrze wpływało na ego.
Odkleiwszy się od Brenny wymieniła z nią porozumiewawcze spojrzenie, jakby chciała ją zapewnić, że też ma dzisiaj oczy dookoła głowy. A potem stwierdziła, że dość już tego spoufalania się i histeryzowania na oczach innych, bo się to jej odbije na wizerunku.
- To niezwykle hojne i uprzejme z twojej strony, że dajesz szansę pokrzywdzonym przez los i zatrudniłaś ślepego krawca - zasadziła Brennie dwuznacznym komplementem z drugim dnem, lustrując jej sukienkę wzrokiem od stóp do głów. Zrobiła to tylko gwoli tradycji, choć wcale nie uważała, że Longbottom wyglądała źle - przynajmniej nie założyła tej paskudnej czerwonej piżamy i chwała jej za to. Eden zwyczajnie musiała trochę dźgnąć Brennę, żeby jej zachowanie nie odstawało od normy bardziej, niż musiało. Nie chciała siać paniki.
Na wieść Atreusa, jakoby Orion znowu marzył o locie z wysokiego piętra jak za młodu, uniosła brwi w pozornym zdziwieniu i odchyliła nieco głowę patrząc na niego, wyglądając tak, jakby się z tego cynicznego zdziwienia posiąść nie mogła.
- Tak, nadal go tam przetrzymuję. Przekaż Orionowi, że jeśli chce do Williama dołączyć, nasza piwnica jest przestronna i pomieści ich obydwu. Może to nawet im wyjdzie na dobre? Może jak pobędą tak razem we dwójkę bez możliwości ucieczki od siebie nawzajem, to nie będą mieli wyjścia i wreszcie nawiążą pierwszą w życiu przyjaźń z drugim człowiekiem. - Rozpoczęła od sarkazmu, ale im dalej w las, tym bardziej z serca mówiła. Nawet jeśli kpiła, gdyby Atreus chciał w tandemie tę wizję wcielić w życie, podjęłaby się przedsięwzięcia.
- Jeśli mam być z tobą szczera, zdążyłam wyprzeć z pamięci cokolwiek, co nastąpiło przed występem Lorraine - oznajmiła, nie wyrażając wprost swojej opinii na temat występu. Pamięta tyle, że było nudno i że prawie zasnęła, gdyby kazał jej wymienić występujących z nazwiska, przegrałaby z kretesem. - Natomiast jeśli chcesz poznać opinię mojej rodziny, to mama poszła pić, aby zapomnieć, natomiast ojciec... Idź i zapytaj go sam, a potem koniecznie mi opowiedz wrażenia - zaproponowała, choć doskonale wiedziała, że Bulstrode się raczej na to nie zdecyduje. Nie musiała chyba nikomu tutaj mówić, że z Fortinbrasem rozmawia się na własną odpowiedzialność i Eden takowej nie ponosi za ewentualne szkody oraz uszczerbki na psychice.
Eden drgnęła w zaskoczeniu, kiedy Lorraine nagle zmaterializowała się tuż obok, a potem splotła ich ręce ze sobą. Przelotnie spojrzała na nią karcąco za to najście, ale po chwili rozpromieniła się, ściskając dłoń kuzynki mocniej.
- Byłaś olśniewająca - pochwaliła krótko, acz rzeczowo. - Powiedz mi, co to był za chłopak, który przynudzał jakimś monologiem? Jego twarz brzmiała znajomo, ale przespałam jego nazwisko - zagaiła, chcąc połączyć twarz z jakimś imieniem.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~