11.10.2024, 03:45 ✶
przy namiocie bankietowym; z Brenną, Eden i Lorraine
Mrugnął do niej, bo faktycznie nie chodziło w tej wymianie zdań o nic innego jak jawną prowokację. Ale obecność Eden skutecznie odwodziła od dalszych żartów. Atreus odpowiadał jej, ale oczami wodził po uważnie najpierw po niej, a potem i po Brennie, niby to podążając za tokiem ich rozmowy i dalszą wymianą zdań, ale tak naprawdę czekając. Bo cokolwiek Longbottom właśnie zakomunikowała Lestrange, Bulstrode już spodziewał się że ta zaraz bez słowa wyjaśnienia pójdzie w swoją stronę.
- Przeze mnie? Co ty wygadujesz. W życiu nie miałbym takiej siły przebicia, żeby go zmusić do skoku. Nie mówiąc o tym że pewnie zabrałby się do tego tak metodycznie że cała widownia by posnęła zanim by to zrobił, więc to żadna zabawa - prychnął, ale spojrzenie wciąż miał w niej czujnie utkwione.
- O, widzisz, to jest dobra propozycja. Jak tylko go zobaczę to mu przekażę, tylko uprzedź swojego męża, no chyba że chcesz go wziąć z zaskoczenia. - a potem się odrobinkę skrzywił. - Bardzo chętnie bym porozmawiał z twoim ojcem, ale niestety gdzieś uciekł. Nigdy mi też nie wyglądał na przesadnie rozmownego.
Pewnie gdyby Lorraine się nie odezwała, to nawet by jej nie zauważył, gdzieś pomiędzy dryfowaniem spojrzeniem od Eden, przez Brennę i na otoczeniu kończąc. Ale słysząc jej głos zmarszczył brwi i obrzucił jakimś takim nieobecnym wzrokiem.
- Nigdy nie miałem wąsa - zakomunikował, nawet nie kwapiąc się by ubrać to żartobliwą lub ironizującą nutę.
Pewnie w innej sytuacji nie przejmowałby się, próbując wdać w jakąś rozmowę z Lorraine i Eden, a do tego tak by go zanadto nie spróbowały obrazić, ale wcześniej zasłyszane słowa Ministry i Bletcheya obijały mu się po głowie. Kiwnął ledwo zauważalnie do Brenny, kiedy ta stwierdziła że idzie znaleźć brata, uśmiechając się zaraz do blondynek przelotnie.
- Też musze was przeprosić. Chociaż nie ukrywam, mam wrażenie że znalazłyście się tutaj tylko przez Longbottom - prychnął, niby to rozbawiony i uśmiechnąwszy się do nich jeszcze raz, krótko, zgarnął od przechodzącego kelnera kieliszek i odwrócił się od nich.
- Oh, pani Ministra i pan Bletchey - oczywiście, zagaił do nich, niby to przechodząc obok i w ostatniej chwili decydując się na to. - Przepraszam najmocniej, jeśli przeszkadzam w czymś ważnym, ale muszę zapytać; jak podobały się państwu dzisiejsze występy? Osobiście czuję się rozdarty, a mam wrażenie że aż wypada któremuś z twórców podarować więcej uwagi. Pierwszy występ był ciekawy, szczególnie ta dramatyczna teleportacja, tym bardziej że z tego co słyszałem to miejsce zostało pod tym względem zabezpieczone. W sumie, pozwolę sobie zapytać, dziwi mnie nieco że mamy tutaj samych funkcjonariuszy Brygady. Czy to może jakieś odgórne zalecenia? - mówił lekkim głosem, chociaż w ten charakterystyczny sposób kogoś, kto był odrobinę zakłopotany że ośmielił się przerwać innym rozmowę, ale z drugiej strony miał na tyle tupetu by sobie z miejsca nie pójść. Uśmiechnął się to do jednego, to do drugiego, ale jednocześnie kiedy się im przyglądał próbował rozeznać się w ich aurze.
percepcja III na aurowidzenie. jak muszę wybrać to Ministry, a jak nie muszę to jej i Bletcheya
Mrugnął do niej, bo faktycznie nie chodziło w tej wymianie zdań o nic innego jak jawną prowokację. Ale obecność Eden skutecznie odwodziła od dalszych żartów. Atreus odpowiadał jej, ale oczami wodził po uważnie najpierw po niej, a potem i po Brennie, niby to podążając za tokiem ich rozmowy i dalszą wymianą zdań, ale tak naprawdę czekając. Bo cokolwiek Longbottom właśnie zakomunikowała Lestrange, Bulstrode już spodziewał się że ta zaraz bez słowa wyjaśnienia pójdzie w swoją stronę.
- Przeze mnie? Co ty wygadujesz. W życiu nie miałbym takiej siły przebicia, żeby go zmusić do skoku. Nie mówiąc o tym że pewnie zabrałby się do tego tak metodycznie że cała widownia by posnęła zanim by to zrobił, więc to żadna zabawa - prychnął, ale spojrzenie wciąż miał w niej czujnie utkwione.
- O, widzisz, to jest dobra propozycja. Jak tylko go zobaczę to mu przekażę, tylko uprzedź swojego męża, no chyba że chcesz go wziąć z zaskoczenia. - a potem się odrobinkę skrzywił. - Bardzo chętnie bym porozmawiał z twoim ojcem, ale niestety gdzieś uciekł. Nigdy mi też nie wyglądał na przesadnie rozmownego.
Pewnie gdyby Lorraine się nie odezwała, to nawet by jej nie zauważył, gdzieś pomiędzy dryfowaniem spojrzeniem od Eden, przez Brennę i na otoczeniu kończąc. Ale słysząc jej głos zmarszczył brwi i obrzucił jakimś takim nieobecnym wzrokiem.
- Nigdy nie miałem wąsa - zakomunikował, nawet nie kwapiąc się by ubrać to żartobliwą lub ironizującą nutę.
Pewnie w innej sytuacji nie przejmowałby się, próbując wdać w jakąś rozmowę z Lorraine i Eden, a do tego tak by go zanadto nie spróbowały obrazić, ale wcześniej zasłyszane słowa Ministry i Bletcheya obijały mu się po głowie. Kiwnął ledwo zauważalnie do Brenny, kiedy ta stwierdziła że idzie znaleźć brata, uśmiechając się zaraz do blondynek przelotnie.
- Też musze was przeprosić. Chociaż nie ukrywam, mam wrażenie że znalazłyście się tutaj tylko przez Longbottom - prychnął, niby to rozbawiony i uśmiechnąwszy się do nich jeszcze raz, krótko, zgarnął od przechodzącego kelnera kieliszek i odwrócił się od nich.
- Oh, pani Ministra i pan Bletchey - oczywiście, zagaił do nich, niby to przechodząc obok i w ostatniej chwili decydując się na to. - Przepraszam najmocniej, jeśli przeszkadzam w czymś ważnym, ale muszę zapytać; jak podobały się państwu dzisiejsze występy? Osobiście czuję się rozdarty, a mam wrażenie że aż wypada któremuś z twórców podarować więcej uwagi. Pierwszy występ był ciekawy, szczególnie ta dramatyczna teleportacja, tym bardziej że z tego co słyszałem to miejsce zostało pod tym względem zabezpieczone. W sumie, pozwolę sobie zapytać, dziwi mnie nieco że mamy tutaj samych funkcjonariuszy Brygady. Czy to może jakieś odgórne zalecenia? - mówił lekkim głosem, chociaż w ten charakterystyczny sposób kogoś, kto był odrobinę zakłopotany że ośmielił się przerwać innym rozmowę, ale z drugiej strony miał na tyle tupetu by sobie z miejsca nie pójść. Uśmiechnął się to do jednego, to do drugiego, ale jednocześnie kiedy się im przyglądał próbował rozeznać się w ich aurze.
percepcja III na aurowidzenie. jak muszę wybrać to Ministry, a jak nie muszę to jej i Bletcheya
Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!
Sukces!