11.10.2024, 07:29 ✶
rozmawiam z Atreusem, Lorraine i Eden, a potem idę do Alice Burke
Zasłyszana rozmowa rozwiązywała zagadkę pustych krzeseł – Shafiq i jego partnerka, być może Lorien. Ich relacja Brenny nie obchodziła, nie była z Anthony’m dostatecznie blisko, by analizować powiązania towarzyskie, a potencjalnie romanse nie miały znaczenia, póki nie dotyczyły jej rodziny czy Zakonu. Samą nieobecność przyjęłaby z podejrzliwością – ale byli tutaj Jonathan i Kelly, a gdyby Shafiq nie przyszedł przeczuwając kłopoty, byłby ich uprzedził.
Puściła więc tę część rozmowy pomimo uszu, a dwie nieobecności zapomniała natychmiast. Pozostawała jeszcze trzecia, która wcześniej nie zdawała się Brennie podejrzana. Ostrzeżenie Lestrange podsyciło jednak skłonności Brenny do zachowywania stałej czujności, i nawet jeżeli nie oczekiwała tutaj powtórki Beltane, to… brała pod uwagę, że coś się mogło dziać. Niekoniecznie oznaczającego potencjalny atak na gości. Tylko kogo mogłaby o nią spytać, skoro młodsza Avery była okupywana?
– Jak zawsze mówisz najpiękniejsze komplementy, Eden – zapewniła, najwyraźniej niezbyt przejęta, że obraża ją i jej suknię. - Twój ojciec i pan Burke są przyjaciółmi? – spytała, kątem oka wyłapując tę trójkę. – Kojarzę jego krewną, jest jedną z osób obstawiających przyjęcie, chyba powinnam pójść się przywitać.
Nic nie znaczące zdania: a odnoszące się do tego, że Eden przybiegła tu od ojca, teraz stojącego z Burke. Nie zdążyła jednak dodać nic więcej, bo u ich boku zmaterializowała się Lorraine, a że o Malfoyównie obecnie wiedziała niewiele, a to skłaniało do ostrożności. Zwłaszcza jeśli dzisiejsze przyjęcie faktycznie miało być… czymś więcej niż zabawą?
– Lorraine, piękny koncert – przywitała się grzecznie, ale potem padły kolejne słowa, i jeśli Eden postawiła ją na alarm, to druga Malfoyówna odpaliła w jej głowie syreny strażackie. W pierwszej chwili zrobiło się jej niedobrze. Lorraine mieszkała przecież na Nokturnie. Nie powinna wiedzieć. Nie mogła wiedzieć. Kto jej powiedział? Kto był w Zakonie i ją znał, albo blisko zakonników i niej? Eden? Dopiero po paru sekundach uświadomiła sobie, że Lorraine mogła mówić o romansach, które wyciągnęła z półki przed laty... chociaż czy na pewno? Zdołała zachować spokojny wyraz twarzy, ale trochę ją to kosztowało. – Bo go nie lubię. A raczej lubię Sen nocy letniej. Przy Romeo i Julii miałam ochotę potrząsnąć większością bohaterów, a finalna przemowa Katarzyny z Poskromienia złośnicy sprawiła, że rzuciłam książką – wyznała bez oporów, ani myśląc udawać, że ma artystyczną duszę i jest wielką wielbicielką Szekspira. – Pójdę przywitać się ze znajomą, wrócę za moment – rzuciła, może do Eden, może do Atreusa – którego obdarzyła krótkim, i dość poważnym spojrzeniem, raczej sądziła, że zauważył, że ta rozmowa z Malfoyówną była trochę dziwaczna – nim ruszyła ku Alice Burke.
– Alice, witaj – rzuciła, stając tak, by przypadkiem nie zasłonić jej widoku. – Nie będę ci długo zawracać głowy, chciałam się tylko upewnić, że wszystko w porządku, mało nas tutaj jak na takie towarzystwo. Dużo ważnych ludzi, widzę że jest twój wujek, nie miałam pojęcia, że przyjaźni się z Fortynbrasem… tak dawno nie wychodził z domu, już myślałam, że zachorował, jak pani Avery. Mam nadzieję, że mój brat nie dał wam za mocno w kość? Przynieść ci może wody? – spytała pogodnie, wodząc spojrzeniem po gościach i szukając wzrokiem obsługi.
Zasłyszana rozmowa rozwiązywała zagadkę pustych krzeseł – Shafiq i jego partnerka, być może Lorien. Ich relacja Brenny nie obchodziła, nie była z Anthony’m dostatecznie blisko, by analizować powiązania towarzyskie, a potencjalnie romanse nie miały znaczenia, póki nie dotyczyły jej rodziny czy Zakonu. Samą nieobecność przyjęłaby z podejrzliwością – ale byli tutaj Jonathan i Kelly, a gdyby Shafiq nie przyszedł przeczuwając kłopoty, byłby ich uprzedził.
Puściła więc tę część rozmowy pomimo uszu, a dwie nieobecności zapomniała natychmiast. Pozostawała jeszcze trzecia, która wcześniej nie zdawała się Brennie podejrzana. Ostrzeżenie Lestrange podsyciło jednak skłonności Brenny do zachowywania stałej czujności, i nawet jeżeli nie oczekiwała tutaj powtórki Beltane, to… brała pod uwagę, że coś się mogło dziać. Niekoniecznie oznaczającego potencjalny atak na gości. Tylko kogo mogłaby o nią spytać, skoro młodsza Avery była okupywana?
– Jak zawsze mówisz najpiękniejsze komplementy, Eden – zapewniła, najwyraźniej niezbyt przejęta, że obraża ją i jej suknię. - Twój ojciec i pan Burke są przyjaciółmi? – spytała, kątem oka wyłapując tę trójkę. – Kojarzę jego krewną, jest jedną z osób obstawiających przyjęcie, chyba powinnam pójść się przywitać.
Nic nie znaczące zdania: a odnoszące się do tego, że Eden przybiegła tu od ojca, teraz stojącego z Burke. Nie zdążyła jednak dodać nic więcej, bo u ich boku zmaterializowała się Lorraine, a że o Malfoyównie obecnie wiedziała niewiele, a to skłaniało do ostrożności. Zwłaszcza jeśli dzisiejsze przyjęcie faktycznie miało być… czymś więcej niż zabawą?
– Lorraine, piękny koncert – przywitała się grzecznie, ale potem padły kolejne słowa, i jeśli Eden postawiła ją na alarm, to druga Malfoyówna odpaliła w jej głowie syreny strażackie. W pierwszej chwili zrobiło się jej niedobrze. Lorraine mieszkała przecież na Nokturnie. Nie powinna wiedzieć. Nie mogła wiedzieć. Kto jej powiedział? Kto był w Zakonie i ją znał, albo blisko zakonników i niej? Eden? Dopiero po paru sekundach uświadomiła sobie, że Lorraine mogła mówić o romansach, które wyciągnęła z półki przed laty... chociaż czy na pewno? Zdołała zachować spokojny wyraz twarzy, ale trochę ją to kosztowało. – Bo go nie lubię. A raczej lubię Sen nocy letniej. Przy Romeo i Julii miałam ochotę potrząsnąć większością bohaterów, a finalna przemowa Katarzyny z Poskromienia złośnicy sprawiła, że rzuciłam książką – wyznała bez oporów, ani myśląc udawać, że ma artystyczną duszę i jest wielką wielbicielką Szekspira. – Pójdę przywitać się ze znajomą, wrócę za moment – rzuciła, może do Eden, może do Atreusa – którego obdarzyła krótkim, i dość poważnym spojrzeniem, raczej sądziła, że zauważył, że ta rozmowa z Malfoyówną była trochę dziwaczna – nim ruszyła ku Alice Burke.
– Alice, witaj – rzuciła, stając tak, by przypadkiem nie zasłonić jej widoku. – Nie będę ci długo zawracać głowy, chciałam się tylko upewnić, że wszystko w porządku, mało nas tutaj jak na takie towarzystwo. Dużo ważnych ludzi, widzę że jest twój wujek, nie miałam pojęcia, że przyjaźni się z Fortynbrasem… tak dawno nie wychodził z domu, już myślałam, że zachorował, jak pani Avery. Mam nadzieję, że mój brat nie dał wam za mocno w kość? Przynieść ci może wody? – spytała pogodnie, wodząc spojrzeniem po gościach i szukając wzrokiem obsługi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.