11.10.2024, 09:02 ✶
Brenna może nie żonglowała maskami, ale łatwo dostosowywała się do okoliczności, a pewnych rzeczy nie lubiła pokazywać. Zwłaszcza teraz, gdy w kraju trwała wojna, gdy każdy z jej bliskich miał własne problemy i gdy przeczuwała, że jeśli zobaczą jej słabość, sami mogą zacząć wątpić. Thomas zawsze chciał chronić swoją rodzinę. Oznaczało to nie tylko ochronę przed realnymi zagrożeniami, a też przed martwieniem się o niego.
– Ja i Morpheus możemy się wydawać bardzo różni, ale pod pewnymi względami… dobrze się rozumiemy – powiedziała, a chociaż uśmiech pojawił się na jej ustach, ani na moment nie puściła ręki Thomasa, ciągnąć go do najbliższego kominka, by mogli przenieść się do punktu na Pokątnej. Być może najlepiej byłoby zabrać go do domu, bo Pokątna nie będzie mniej zatłoczona niż Ministerstwo, ale Brenna nie chciała, by zakup różdżki czekał. Chyba czułaby się jak bez ręki, gdyby straciła swoją. – Świetnie, w takim razie idziemy ci wybrać jakąś różdżkę, idealną do klątwołamania.
Która lepiej toleruje, że jej właściciel nie koniecznie nigdy nie tknął czarnej magii.
Brenna od dawna była pewna, że prędzej czy później tej użyje – i w głębi ducha uważała, że nie będzie miała z tego powodu wyrzutów sumienia, co już najlepiej pokazywało, jak wiele rzeczy zmieniło się od czasów, gdy była dzieckiem. Ale nigdy nie sądziła, że zrobi to Thomas.
Najwyraźniej na wojnie nic nie pozostawało białe. Wszystko brudziła szarość i czerwień, popioły i krew.
– Pewnie, że wpadnę, miałam zamiar sprawdzić, czy w Norze Nory o tej porze wciąż będą jakieś ciasta. Najlepiej z dużą ilością czekolady – zapewniła wrzucając do płomieni garść proszku Fiuu, a potem stanęła obok czekając aż Thomas zniknie w ogniu. Trzy sekundy później sama też wstąpiła pomiędzy płomienie, świat zawirował i wyskoczyła w jednym z kominków transportowych na Pokątnej, w pobliżu sklepu Ollivandera. – Masz pomysł, na czym ci zależy przy wyborze? – spytała, gdy znaleźli się na ulicy, wyciągając różdżkę, i pośpiesznie oczyszczając z resztek sadzy swoje i jego ubrania, nim ruszyli dalej, prosto ku zakładowi różdżkarskiemu.
– Ja i Morpheus możemy się wydawać bardzo różni, ale pod pewnymi względami… dobrze się rozumiemy – powiedziała, a chociaż uśmiech pojawił się na jej ustach, ani na moment nie puściła ręki Thomasa, ciągnąć go do najbliższego kominka, by mogli przenieść się do punktu na Pokątnej. Być może najlepiej byłoby zabrać go do domu, bo Pokątna nie będzie mniej zatłoczona niż Ministerstwo, ale Brenna nie chciała, by zakup różdżki czekał. Chyba czułaby się jak bez ręki, gdyby straciła swoją. – Świetnie, w takim razie idziemy ci wybrać jakąś różdżkę, idealną do klątwołamania.
Która lepiej toleruje, że jej właściciel nie koniecznie nigdy nie tknął czarnej magii.
Brenna od dawna była pewna, że prędzej czy później tej użyje – i w głębi ducha uważała, że nie będzie miała z tego powodu wyrzutów sumienia, co już najlepiej pokazywało, jak wiele rzeczy zmieniło się od czasów, gdy była dzieckiem. Ale nigdy nie sądziła, że zrobi to Thomas.
Najwyraźniej na wojnie nic nie pozostawało białe. Wszystko brudziła szarość i czerwień, popioły i krew.
– Pewnie, że wpadnę, miałam zamiar sprawdzić, czy w Norze Nory o tej porze wciąż będą jakieś ciasta. Najlepiej z dużą ilością czekolady – zapewniła wrzucając do płomieni garść proszku Fiuu, a potem stanęła obok czekając aż Thomas zniknie w ogniu. Trzy sekundy później sama też wstąpiła pomiędzy płomienie, świat zawirował i wyskoczyła w jednym z kominków transportowych na Pokątnej, w pobliżu sklepu Ollivandera. – Masz pomysł, na czym ci zależy przy wyborze? – spytała, gdy znaleźli się na ulicy, wyciągając różdżkę, i pośpiesznie oczyszczając z resztek sadzy swoje i jego ubrania, nim ruszyli dalej, prosto ku zakładowi różdżkarskiemu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.