21.10.2022, 22:16 ✶
Obrażenie Brenny... pewnie byłoby łatwe, wystarczyłoby rzucić coś o jej bracie, rodzicach albo nazwać koleżankę szlamą. Prawdopodobnie skończyłoby się to pojedynkiem albo bójką. Z drugiej strony uwagi o niej samej zdawały się mało dziewczynkę obchodzić. Na pierwszym roku jeszcze się czasem obruszała i przejmowała, ale z każdym kolejnym jakby mniej zwracała na nie uwagę.
- Porzucanie i zjadanie dzieci. Uważasz, że to idealna bajka do snu - powiedziała, obracając się ku niemu. Najpierw minę miała poważną, ale potem nieoczekiwanie wyszczerzyła się w uśmiechu. - Lubię cię, zostań moim najlepszym przyjacielem - oznajmiła, raczej żartobliwie, ale wyglądało na to, że opowieść o porzucaniu i zjadaniu dzieci jest jej zdaniem czymś, co absolutnie trzeba cenić.
Jej matka czytywała na dobranoc raczej baśnie barda Beedle'a albo opowiadała o znanych czarodziejach. Brenna jednak, nie zawsze chętna wprawdzie do nauki, zawsze była za to chętna do czytywania książek przygodowych. A że odkryła, że te mugolskie opowieści bywają fascynujące... Nadrabiała sama. Przekupując często uczniów mugolskiego pochodzenia albo odkupując od nich książki.
- Pewnie, że tak. Zauważyłeś, że w tych mugolskich bajkach, to prawie zawsze wiedźmy są złe? I ci ich pisarze, na gumochłona jednego, to dopiero mają wyobraźnię. Czarną taką. Zawsze ktoś tam komuś każe obcinać pięty albo palce, albo kogoś zjeść, albo wyłupić oczy... - wyliczała, ale nie wydawało się, że choć trochę jej to przeszkadza. Żywa wyobraźnia Brenny wprawdzie po takich bajeczkach jeszcze niedawno produkowała sporo koszmarów, mieszających się z - o czym jeszcze nie wiedziała - wspomnieniami przodków albo wydarzeniami z przeszłości miejsc, w których była, ale Gryfonka i tak szczerze je uwielbiała. - Chociaż Tolkien, o kurczę, Tolkien to jest dopiero gość. Schować się mogą wszystkie te bajki Grimmów.
Gdy już zjadła żabę, przyglądała się przez chwilę dołączonej do niej karcie. Nikolas Flamel. Ten to dopiero miał szczęście.
- W sumie to nie. Właściwie to potrzebowałam czegoś z jej dachu.
Timmy ze Slytherinu wrzucił tam lalkę Violi z Hufflepuffu. Brenna po prostu nie mogła tego tak zostawić, prawda? Gdy została przyłapana, milczała uparcie, ale wcale nie z chęci ochraniania Timmyego. Zwyczajnie bardzo się bała, że Timothy tez dostanie szlaban i wtedy będą musieli odhaczyć go razem. A to by się skończyło bójką, jak nic.
Pochyliła się, przyglądając grzybowi, którego pokazał, odsłaniając miejsce przy drzewie. Miała ochotę dźgnąć kapelusz palcem, ale - z pewnym trudem - się powstrzymała. Jeszcze faktycznie odgryzłby jej palec.
- Lubisz zielarstwo? Wiesz, co to za grzyb? - spytała, jakby faktycznie była tym zainteresowana. Po prawdzie chyba była. Brennę właściwie interesowało wszystko. Było kulką czy raczej ze swoją fizjonomią patykiem energii i zainteresowania wobec świata.
Może dlatego dziadek mówił o niej, że jest jak szczeniak.
- Porzucanie i zjadanie dzieci. Uważasz, że to idealna bajka do snu - powiedziała, obracając się ku niemu. Najpierw minę miała poważną, ale potem nieoczekiwanie wyszczerzyła się w uśmiechu. - Lubię cię, zostań moim najlepszym przyjacielem - oznajmiła, raczej żartobliwie, ale wyglądało na to, że opowieść o porzucaniu i zjadaniu dzieci jest jej zdaniem czymś, co absolutnie trzeba cenić.
Jej matka czytywała na dobranoc raczej baśnie barda Beedle'a albo opowiadała o znanych czarodziejach. Brenna jednak, nie zawsze chętna wprawdzie do nauki, zawsze była za to chętna do czytywania książek przygodowych. A że odkryła, że te mugolskie opowieści bywają fascynujące... Nadrabiała sama. Przekupując często uczniów mugolskiego pochodzenia albo odkupując od nich książki.
- Pewnie, że tak. Zauważyłeś, że w tych mugolskich bajkach, to prawie zawsze wiedźmy są złe? I ci ich pisarze, na gumochłona jednego, to dopiero mają wyobraźnię. Czarną taką. Zawsze ktoś tam komuś każe obcinać pięty albo palce, albo kogoś zjeść, albo wyłupić oczy... - wyliczała, ale nie wydawało się, że choć trochę jej to przeszkadza. Żywa wyobraźnia Brenny wprawdzie po takich bajeczkach jeszcze niedawno produkowała sporo koszmarów, mieszających się z - o czym jeszcze nie wiedziała - wspomnieniami przodków albo wydarzeniami z przeszłości miejsc, w których była, ale Gryfonka i tak szczerze je uwielbiała. - Chociaż Tolkien, o kurczę, Tolkien to jest dopiero gość. Schować się mogą wszystkie te bajki Grimmów.
Gdy już zjadła żabę, przyglądała się przez chwilę dołączonej do niej karcie. Nikolas Flamel. Ten to dopiero miał szczęście.
- W sumie to nie. Właściwie to potrzebowałam czegoś z jej dachu.
Timmy ze Slytherinu wrzucił tam lalkę Violi z Hufflepuffu. Brenna po prostu nie mogła tego tak zostawić, prawda? Gdy została przyłapana, milczała uparcie, ale wcale nie z chęci ochraniania Timmyego. Zwyczajnie bardzo się bała, że Timothy tez dostanie szlaban i wtedy będą musieli odhaczyć go razem. A to by się skończyło bójką, jak nic.
Pochyliła się, przyglądając grzybowi, którego pokazał, odsłaniając miejsce przy drzewie. Miała ochotę dźgnąć kapelusz palcem, ale - z pewnym trudem - się powstrzymała. Jeszcze faktycznie odgryzłby jej palec.
- Lubisz zielarstwo? Wiesz, co to za grzyb? - spytała, jakby faktycznie była tym zainteresowana. Po prawdzie chyba była. Brennę właściwie interesowało wszystko. Było kulką czy raczej ze swoją fizjonomią patykiem energii i zainteresowania wobec świata.
Może dlatego dziadek mówił o niej, że jest jak szczeniak.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.