11.10.2024, 11:23 ✶
Florence nie wierzyła w takie nagłe zainteresowanie Atreusa Sophie, wyjaśniała też to niedawno Electrze, zaprzeczając pogłoskom… ale choć same historie były w większości przesadzone, to miała wrażenie, że ich źródłem było po części to, że wokół brata dużo się działo. Że dużo działo się w jego głowie i że sam prowokował wydarzenia.
Lubił, gdy tak było. Nie znosił nudy. Sama wolała, żeby się nie nudził, bo nuda przywodziła mu głupie pomysły do głowy, ale ostatnio… miała wrażenie, że tak wiele rzeczy się rozpada.
– Obawiam się, że niekoniecznie – odparła z pewnym znużeniem. Gdy na niego patrzyła widziała ogień. Nie powiedziała mu o tym nie dlatego, że chciała to kryć: ale dlatego, że ta wróżba niczego by mu nie dała. Że tylko zezłościłaby go, jako kolejna z cyklu bezużytecznych przepowiedni, które czasem nawiedzały członków jego rodziny, nie dająca wskazówek, jedynie ostrzegająca przed nieokreślonym złem.
Sama była zirytowana, gdy Lammas przyniosło wizję tak pełną grozy i tak niejasną: gdy domagano się od niej działania, a nie zostawiono na nie pola.
A to nie musiał być nawet prawdziwy pożar.
To mógł być gniew, który go spopielał.
– Życie to nie partia pokera, braciszku. Ale jak w pokerze, gdy przegrasz za wiele razy, nie zdołasz się już odegrać. I jak tam, czasem zorientować się za późno, że zagrałeś o coś, czego nie chcesz tracić. Uważaj na siebie, proszę – westchnęła w końcu, bo powiedziała wszystko, co powiedzieć chciała, i była wystarczająco spostrzegawcza, by widzieć, że każde kolejne słowo tylko jeszcze bardziej go zdenerwuje. Przynajmniej miała to, czego chciała: kuzynka Mamelia „wyjechała”, a sytuacja z Elaine nie wyglądała aż tak źle, jak sugerował jej list Atreusa.
Dlatego upiła ostatni łyk herbaty, zanim wstała i ruszyła do wyjścia, by aportować się parę kroków za progiem.
Lubił, gdy tak było. Nie znosił nudy. Sama wolała, żeby się nie nudził, bo nuda przywodziła mu głupie pomysły do głowy, ale ostatnio… miała wrażenie, że tak wiele rzeczy się rozpada.
– Obawiam się, że niekoniecznie – odparła z pewnym znużeniem. Gdy na niego patrzyła widziała ogień. Nie powiedziała mu o tym nie dlatego, że chciała to kryć: ale dlatego, że ta wróżba niczego by mu nie dała. Że tylko zezłościłaby go, jako kolejna z cyklu bezużytecznych przepowiedni, które czasem nawiedzały członków jego rodziny, nie dająca wskazówek, jedynie ostrzegająca przed nieokreślonym złem.
Sama była zirytowana, gdy Lammas przyniosło wizję tak pełną grozy i tak niejasną: gdy domagano się od niej działania, a nie zostawiono na nie pola.
A to nie musiał być nawet prawdziwy pożar.
To mógł być gniew, który go spopielał.
– Życie to nie partia pokera, braciszku. Ale jak w pokerze, gdy przegrasz za wiele razy, nie zdołasz się już odegrać. I jak tam, czasem zorientować się za późno, że zagrałeś o coś, czego nie chcesz tracić. Uważaj na siebie, proszę – westchnęła w końcu, bo powiedziała wszystko, co powiedzieć chciała, i była wystarczająco spostrzegawcza, by widzieć, że każde kolejne słowo tylko jeszcze bardziej go zdenerwuje. Przynajmniej miała to, czego chciała: kuzynka Mamelia „wyjechała”, a sytuacja z Elaine nie wyglądała aż tak źle, jak sugerował jej list Atreusa.
Dlatego upiła ostatni łyk herbaty, zanim wstała i ruszyła do wyjścia, by aportować się parę kroków za progiem.
Koniec sesji