Nikt nie spodziewał się natychmiastowego ataku paniki w wykonaniu Olivii Quirke. Nie spodziewano się, że tak zareaguje na widok szczurów. Tristan w przeciwieństwie do niej, nie odczuwał wobec tych stworzeń obrzydzenia, strachu i lęku. Trzymał ukochaną, ale było to już co najmniej trudne, że zaraz się wypierdoli z nią na tę brudną posadzkę. Wierciła się, wdrapywała na niego jak na wysokie drzewo. Co z tego, że był wyższy.
"Olivia…" – poruszył wargami chcąc wypowiedzieć jej imię na głos, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jego gardła.
Szczura tutaj w tym pomieszczeniu już nie było. Nikt jej nie zadawał pytań, bo nawet nie zdążył. Alphonso nieco spanikował jej zachowaniem. Nie wiedząc też, czego odnosiła się jej druga wypowiedź.
Nie potrafił określić, czy dosłownie z tego lokalu czy tylko z tego pomieszczenia. Nie biegł za szczurem aby to sprawdzić. Pierwszy raz mu się zdarzyło być świadkiem tak spanikowanego klienta. Zakodował sobie w głowie, aby następnym razem uświadamiać od razu klientów o obecności jakichkolwiek stworzeń. Nawet ubranych w kokardki.
Tristan z kolei siłował się z Olivią, aby trzymając mocno, próbował ściągnąć ją na ziemię z siebie. Opierał się o brudną szafkę i ledwo już utrzymywał równowagę. Jeżeli ona nie zejdzie, wyjebią się na ubrudzoną podłogę. Obejrzał się jeszcze za siebie, aby upewnić czy szafka wytrzyma ich. Za sobą miał ją przecież z umywalką. Wywrócił oczami. Jak to się rozwali, to pójdą rury od hydrauliki.
Rzut na Aktywność Fizyczną, aby zdjąć z siebie Olivię i przytulić normalnie do siebie, w celu uspokojenia.
Sukces!
Akcja nieudana