11.10.2024, 13:23 ✶
- Zdecydowanie, wiele więcej niż samo nazwisko - zgodził się ciesząc się z ucisku w jęki otrzymała jego dłoń. Dawało mu to poczucie komfortu, nieme zaprzeczenie jego własnym myślom, które nie krążyły wokół jednego temu i nie chciały zepchnąć go w ciemną toń. Choć wiedział jakie zagrożenie niesie za siebie nurzanie się w ciemnych myślach to nie zawsze potrafił się im oprzeć bez zewnętrznego światła. A cóż lepiej rozgania mrok niż światło bliskich? Daleko mu było od lekkości ducha i beztroski, ale było lepiej niż jeszcze chwilę kiedy siedział pochłonięty przez swoje myśli. - Myślisz, że robią takie specjalnie do kła†w? - zapytał zaciekawiony, bo na różdżkarstwie to się znał tyle co nic - wiedział tylko o tym, ze rdzeń w jego różdżce się zużywa i musi o nią dbać - a raczej musiał.
Westchnął kiedy zbliżyli się do kominków, nigdy nie przypuszczał że tak szybko przyjdzie mu użyć czarnej magii. Jednak nie czuł wyrzutów sumienia, był świadom, że wojny nie wygra urokiem łaskoczącym i drętwotą - by tego bardziej niż świadom, dlatego nie odrzucał samej czarnej magii. Nie musiał tego przetrwać, nawet nie podejrzewał, aby dożył końca wojny, ale zanim to nastąpi zrobi wszystko, żeby inni mogli przez nią przejść możliwie jak najlżej, nawet jeśli miało go to wypalić do cna. Jednak w tym wszystkim był jego strach przed odrzuceniem, który rozganiała tez Longbottomówna, traktując go normalnie, nie wyczuwał od niej pogardy czy obrzydzenia, wciąż był dla niej tym samym Thomasem, choć sama była świadkiem jego determinacji do czego posunie się w obronie przyjaciół.
- Znasz Norę, zawsze mamy jakieś ciasta, ale nie wiem czy ostanie się jakieś czekoladowe. teraz chyba więcej owocowych placków piecze, wiesz, lato - wyjaśnił niemal czując w nozdrzach zapach ciast roznoszący się po domu i uśmiechnął się na samo wspomnienie. Tak zjedzenie czegoś czekoladowego na pewno by pomogło, zdecydowanie poprawiłoby humor.
Kiedy wyszedł z kominka na Pokątnej zaczął i niemal machinalnie chciał sięgnąć po różdżkę, aby się oczyści z sadzy.
- Dzięki - rzucił z uśmiechem do Brenny za pomoc. Po jej pytaniu uderzyło go wspomnienie sprzed kilku lat. - Szczerze to nie wiem, nie znam się na tym. Ale w Stanach spotkałem kiedyś ekscentrycznego czarodzieja, który podawał się za twórcę różdżek, który szukał wendigo, aby spróbować zrobić z niego rdzeń do różdżki z sekwoi. Powiedział, że absolutnie nie pasuje do mnie jednorożec i powinienem poszukać różdżki z włosem testrala. Tylko wiesz, miał opinię szaleńca wśród innych czarodziejów, tylko chyba faktycznie miał racje co do mojej różdżki, że nie pasuje - zakończył nieco ściszając swój ton i głęboko westchnął patrząc na szyld sklepu Ollivandera, nie było co odwlekać nieuniknionego, dlatego przepuścił Brennę przodem i zaraz po niej wszedł do środka.
Westchnął kiedy zbliżyli się do kominków, nigdy nie przypuszczał że tak szybko przyjdzie mu użyć czarnej magii. Jednak nie czuł wyrzutów sumienia, był świadom, że wojny nie wygra urokiem łaskoczącym i drętwotą - by tego bardziej niż świadom, dlatego nie odrzucał samej czarnej magii. Nie musiał tego przetrwać, nawet nie podejrzewał, aby dożył końca wojny, ale zanim to nastąpi zrobi wszystko, żeby inni mogli przez nią przejść możliwie jak najlżej, nawet jeśli miało go to wypalić do cna. Jednak w tym wszystkim był jego strach przed odrzuceniem, który rozganiała tez Longbottomówna, traktując go normalnie, nie wyczuwał od niej pogardy czy obrzydzenia, wciąż był dla niej tym samym Thomasem, choć sama była świadkiem jego determinacji do czego posunie się w obronie przyjaciół.
- Znasz Norę, zawsze mamy jakieś ciasta, ale nie wiem czy ostanie się jakieś czekoladowe. teraz chyba więcej owocowych placków piecze, wiesz, lato - wyjaśnił niemal czując w nozdrzach zapach ciast roznoszący się po domu i uśmiechnął się na samo wspomnienie. Tak zjedzenie czegoś czekoladowego na pewno by pomogło, zdecydowanie poprawiłoby humor.
Kiedy wyszedł z kominka na Pokątnej zaczął i niemal machinalnie chciał sięgnąć po różdżkę, aby się oczyści z sadzy.
- Dzięki - rzucił z uśmiechem do Brenny za pomoc. Po jej pytaniu uderzyło go wspomnienie sprzed kilku lat. - Szczerze to nie wiem, nie znam się na tym. Ale w Stanach spotkałem kiedyś ekscentrycznego czarodzieja, który podawał się za twórcę różdżek, który szukał wendigo, aby spróbować zrobić z niego rdzeń do różdżki z sekwoi. Powiedział, że absolutnie nie pasuje do mnie jednorożec i powinienem poszukać różdżki z włosem testrala. Tylko wiesz, miał opinię szaleńca wśród innych czarodziejów, tylko chyba faktycznie miał racje co do mojej różdżki, że nie pasuje - zakończył nieco ściszając swój ton i głęboko westchnął patrząc na szyld sklepu Ollivandera, nie było co odwlekać nieuniknionego, dlatego przepuścił Brennę przodem i zaraz po niej wszedł do środka.