11.10.2024, 16:00 ✶
– Nie wiem, ale nawet jeżeli nie, na pewno jest jakieś drewno dobrze się sprawdzające przy klątwołamaniu. Moja jest z cedru, podobno dobrze się sprawdza przy pojedynkach.
To była zresztą kapryśna różdżka, której posłuszeństwo Brenna musiała sobie wywalczyć, ale której zakupu kobieta nigdy nie żałowała choćby przez sekundę. Jej czary miewały niekiedy niespodziewane efekty, zazwyczaj jednak wychodziło to na dobre – i pewnie był to rezultat połączenia rdzenia z pióra feniksa z cedrem.
– Miałam na myśli ciastka w kawiarni – odparła, bo nie miała zamiaru napadać na ich lodówkę. A te o tej porze mogły się już w końcu wyprzedać. – Owocowymi też nie pogardzę, zwłaszcza jeśli znajdzie się coś z malinami albo wiśniami.
Lojalność Brenny była silna, chociaż miała swoje granice. Były rzeczy, których nie tolerowała – których nie mogłaby wybaczyć. Bo gdyby to zrobiła, nie byłaby już sobą, a nigdy nie wierzyła w tę miłość, która wszystko zniesie, w przyjaźń, która na wszystko zamknie oczy, gdy trzeba: takie relacje tylko niszczyły. Ale jej granicą było przede wszystkim krzywdzenie niewinnych. Nie mogłaby tego przebaczyć – i dlatego nie umiała darować pomagania śmierciożercom w jakiejkolwiek formie, nieważne, jak bliscy komuś byli, bo pomagając im… pomagałeś budować w świat, w którym dziecko mogło zginąć, bo miało „nieodpowiednie” pochodzenie.
Ale użycie czarnej magii, by ją ratować?
Nie, Brenna nie mogła odwrócić się od Thomasa z powodu tego zaklęcia, rzuconego w jej obronie.
– Pasowała. Dobrze ci służyła przez wiele lat – powiedziała cicho, przypatrując się odbiciu swoim i Thomasa w zakurzonej szybie zakładu różdżkarskiego. Bała się chyba trochę spojrzeć mu w tej chwili prosto w twarz. Figg użył czarnej magii, a ta była wbrew samej naturze jednorożców. – To chyba rzadko używany rdzeń?
Nie miała pojęcia, jakie miał właściwości, ale testrale kojarzyły się jej głównie z niewidzialnymi powozami, ciągnącymi powozy do Hogwartu – widziała te zwierzęta już od dawna, i nie traktowała jako złego omenu, nie znała jednak wielu osób, które miałyby tego typu różdżki.
Zadzwoniły cicho dzwoneczki, zawieszone przy drzwiach, a za ladą pojawił się sprzedawca.
[i] – W czym mogę pomóc?[/b]
Brenna usunęła się na bok – w tej chwili w końcu to Thomas miał kupować… chociaż przypomniała sobie co wspomniał o klątwołamaniu…
– Są jakieś drewna szczególnie dobre do klątwołamania albo magii rozpraszającej? – spytała, wodząc spojrzeniem po półkach, zastawionych szarymi pudełkami.
To była zresztą kapryśna różdżka, której posłuszeństwo Brenna musiała sobie wywalczyć, ale której zakupu kobieta nigdy nie żałowała choćby przez sekundę. Jej czary miewały niekiedy niespodziewane efekty, zazwyczaj jednak wychodziło to na dobre – i pewnie był to rezultat połączenia rdzenia z pióra feniksa z cedrem.
– Miałam na myśli ciastka w kawiarni – odparła, bo nie miała zamiaru napadać na ich lodówkę. A te o tej porze mogły się już w końcu wyprzedać. – Owocowymi też nie pogardzę, zwłaszcza jeśli znajdzie się coś z malinami albo wiśniami.
Lojalność Brenny była silna, chociaż miała swoje granice. Były rzeczy, których nie tolerowała – których nie mogłaby wybaczyć. Bo gdyby to zrobiła, nie byłaby już sobą, a nigdy nie wierzyła w tę miłość, która wszystko zniesie, w przyjaźń, która na wszystko zamknie oczy, gdy trzeba: takie relacje tylko niszczyły. Ale jej granicą było przede wszystkim krzywdzenie niewinnych. Nie mogłaby tego przebaczyć – i dlatego nie umiała darować pomagania śmierciożercom w jakiejkolwiek formie, nieważne, jak bliscy komuś byli, bo pomagając im… pomagałeś budować w świat, w którym dziecko mogło zginąć, bo miało „nieodpowiednie” pochodzenie.
Ale użycie czarnej magii, by ją ratować?
Nie, Brenna nie mogła odwrócić się od Thomasa z powodu tego zaklęcia, rzuconego w jej obronie.
– Pasowała. Dobrze ci służyła przez wiele lat – powiedziała cicho, przypatrując się odbiciu swoim i Thomasa w zakurzonej szybie zakładu różdżkarskiego. Bała się chyba trochę spojrzeć mu w tej chwili prosto w twarz. Figg użył czarnej magii, a ta była wbrew samej naturze jednorożców. – To chyba rzadko używany rdzeń?
Nie miała pojęcia, jakie miał właściwości, ale testrale kojarzyły się jej głównie z niewidzialnymi powozami, ciągnącymi powozy do Hogwartu – widziała te zwierzęta już od dawna, i nie traktowała jako złego omenu, nie znała jednak wielu osób, które miałyby tego typu różdżki.
Zadzwoniły cicho dzwoneczki, zawieszone przy drzwiach, a za ladą pojawił się sprzedawca.
[i] – W czym mogę pomóc?[/b]
Brenna usunęła się na bok – w tej chwili w końcu to Thomas miał kupować… chociaż przypomniała sobie co wspomniał o klątwołamaniu…
– Są jakieś drewna szczególnie dobre do klątwołamania albo magii rozpraszającej? – spytała, wodząc spojrzeniem po półkach, zastawionych szarymi pudełkami.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.