18.01.2023, 21:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 21:28 przez Thomas Hardwick.)
Tak, zadawanie pytań nie było dobrym pomysłem, teraz to już wiedział. Szczerze mówiąc, sam nie miał pojęcia, czego się spodziewał. Że wcisnął mu jakąś ckliwą bajeczkę o tym, jak ich nieświadomie skrzywdził? Że wtrącił czyjegoś ojca lub męża do więzienia? Może chociaż nadepnął niewłaściwej osobie na odcisk? Cholera, przecież już poznał smak nienawiści wynikającej tylko z jego pochodzenia, zdarzały się w końcu w szkole osoby, które potrafiły dręczyć jego, jak i innych mugolaków, tylko dlatego, że ich rodzice byli, kim byli. Nie był też przecież pierwszym, na którego życiu postanowili położyć śmierciożercy. Słyszał o podobnych przypadkach, widział miejsca zbrodni, a jednak nigdy nie przypuszczał, że ktoś naprawdę był w stanie zabić tylko z czystej nienawiści do osób, które nie są czystej krwi. Przecenił ludzkość.
Ponownie starał się ochłonąć. Nie było to jednak zbyt łatwe, targało nim mnóstwo emocji, ledwo mieściły się w jego ciele. Chciał je wyładować, jednak jednocześnie czuł się tak niesamowicie zmęczony. Ból coraz mocniej pulsował ze zranionych miejsc. Zacisnął oczy, jego mięśnie szczeki się napięły. Odpędzał gromadzące się pod powiekami łzy i znów głęboko oddychał. Wdychał powietrze i wypuszczał je z płuc, starając się złapać równomierny, powolny rytm. Chciał zapalić, ale nawet nie wiedział, gdzie ma fajki. Je też powinien spakować, coś czuł, że w najbliższym czasie się przydadzą.
Słuchał Erika. Wiedział, że ma rację. Odwrócił się do niego i posłał mu wdzięczne spojrzenie.
- Wiem, że nie muszę. Ale sam chciałem. Zabolało, ale musiałem wiedzieć. Czy to coś głębszego, czy? - przerwał i pokręcił głową. Czuł się kompletnie wypompowany. Może dlatego dał Erikowi przemówić do więźniów, nie próbując się nawet wtrącać.
Kiedy jego przyjaciel odsunął się, dołączyła do niego Brenna. Sam oparła się już wygodniej, nie mógł jednak zamaskować skrzywienia, które wywołał przyciśnięty do tynku bark. Czuł jednak bliskość drugiej osoby, a to działało na niego kojąco. W jakiś sposób trzymało niczym kotwice przy myśli, że żyje i nic już mu praktycznie nie grozi. Co było kompletnym kłamstwem, choć na tę chwilę wolał nad tym się nie rozwodzić.
- Dziękuję - odpowiedział kobiecie. Nie chodziło tylko o pocieszenie, a raczej o całokształt całego dnia. Jego głos był cichy, lekko zachrypnięty i matowy, kryła się w nim jednak ogromna doża szczerości i wdzięczności. - Nie wiem, jak to zrobimy, ale nie możemy pozwolić, by więcej osób przeżyło, to co ja. Albo nie przeżyło - dodał, znów musząc znosić kolejną falę nudności.
Czekali, co prawda nie długo, jednak na tyle, że gdy do jego mieszkania wpadła dwójka aurorów i medyk, Thomas myślał tylko o tym, by usiąść i poddać się wszystkiemu, co tamci chcieli. Więźniowie zostali przejęci. Ostrzeżono ich, zadano kilka wstępnych pytań, nie byli jednak skorzy do rozmów. Albo za wiele nie wiedzieli, bo wstępnie założono, że są to jedynie domniemani kandydaci na naśladowców. Thomas również musiał opowiedzieć, co się stało. Głos miał wyprany lekko z emocji. Oczy mu ciążyły, zrzucał to jednak na działanie eliksirów, które podał mu uzdrowiciel, gdy zajmował się jego ranami. Te zostały oczyszczone, czymś nasmarowane i obandażowane. Słyszał zalecenia co do zmiany opatrunku i aplikowania na nie specyfików jak przez mgłę, jednak ogólny sens pojął. Chwilę później aurorzy powiadomili, że zostanie jeszcze raz wezwany na przesłuchanie, na razie jednak mógł odpocząć. Nie czekając dłużej, rodzeństwo Longbottom zabrało go do siebie, w razie czego proponując spokój, jak i możliwość porozmawiania o tym, co zaszło. A także kąt, w którym mógł czuć się bezpiecznie. Przynajmniej na razie.
Bo czuł, że od dziś świat się dla niego zmienił. Stał się groźniejszy, niż przypuszczał. Nie miał się jednak zamiaru temu poddawać. Będzie walczył, a wraz z nimi inni, którzy wierzyli, że świat nie składa się tylko z nienawiści.
Ponownie starał się ochłonąć. Nie było to jednak zbyt łatwe, targało nim mnóstwo emocji, ledwo mieściły się w jego ciele. Chciał je wyładować, jednak jednocześnie czuł się tak niesamowicie zmęczony. Ból coraz mocniej pulsował ze zranionych miejsc. Zacisnął oczy, jego mięśnie szczeki się napięły. Odpędzał gromadzące się pod powiekami łzy i znów głęboko oddychał. Wdychał powietrze i wypuszczał je z płuc, starając się złapać równomierny, powolny rytm. Chciał zapalić, ale nawet nie wiedział, gdzie ma fajki. Je też powinien spakować, coś czuł, że w najbliższym czasie się przydadzą.
Słuchał Erika. Wiedział, że ma rację. Odwrócił się do niego i posłał mu wdzięczne spojrzenie.
- Wiem, że nie muszę. Ale sam chciałem. Zabolało, ale musiałem wiedzieć. Czy to coś głębszego, czy? - przerwał i pokręcił głową. Czuł się kompletnie wypompowany. Może dlatego dał Erikowi przemówić do więźniów, nie próbując się nawet wtrącać.
Kiedy jego przyjaciel odsunął się, dołączyła do niego Brenna. Sam oparła się już wygodniej, nie mógł jednak zamaskować skrzywienia, które wywołał przyciśnięty do tynku bark. Czuł jednak bliskość drugiej osoby, a to działało na niego kojąco. W jakiś sposób trzymało niczym kotwice przy myśli, że żyje i nic już mu praktycznie nie grozi. Co było kompletnym kłamstwem, choć na tę chwilę wolał nad tym się nie rozwodzić.
- Dziękuję - odpowiedział kobiecie. Nie chodziło tylko o pocieszenie, a raczej o całokształt całego dnia. Jego głos był cichy, lekko zachrypnięty i matowy, kryła się w nim jednak ogromna doża szczerości i wdzięczności. - Nie wiem, jak to zrobimy, ale nie możemy pozwolić, by więcej osób przeżyło, to co ja. Albo nie przeżyło - dodał, znów musząc znosić kolejną falę nudności.
Czekali, co prawda nie długo, jednak na tyle, że gdy do jego mieszkania wpadła dwójka aurorów i medyk, Thomas myślał tylko o tym, by usiąść i poddać się wszystkiemu, co tamci chcieli. Więźniowie zostali przejęci. Ostrzeżono ich, zadano kilka wstępnych pytań, nie byli jednak skorzy do rozmów. Albo za wiele nie wiedzieli, bo wstępnie założono, że są to jedynie domniemani kandydaci na naśladowców. Thomas również musiał opowiedzieć, co się stało. Głos miał wyprany lekko z emocji. Oczy mu ciążyły, zrzucał to jednak na działanie eliksirów, które podał mu uzdrowiciel, gdy zajmował się jego ranami. Te zostały oczyszczone, czymś nasmarowane i obandażowane. Słyszał zalecenia co do zmiany opatrunku i aplikowania na nie specyfików jak przez mgłę, jednak ogólny sens pojął. Chwilę później aurorzy powiadomili, że zostanie jeszcze raz wezwany na przesłuchanie, na razie jednak mógł odpocząć. Nie czekając dłużej, rodzeństwo Longbottom zabrało go do siebie, w razie czego proponując spokój, jak i możliwość porozmawiania o tym, co zaszło. A także kąt, w którym mógł czuć się bezpiecznie. Przynajmniej na razie.
Bo czuł, że od dziś świat się dla niego zmienił. Stał się groźniejszy, niż przypuszczał. Nie miał się jednak zamiaru temu poddawać. Będzie walczył, a wraz z nimi inni, którzy wierzyli, że świat nie składa się tylko z nienawiści.
Koniec sesji