11.10.2024, 20:00 ✶
Florence poczuła, jak zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy kobieta potwierdziła jej domysły – a potem… potem wszystko zaczęło dziać się tak szybko, że nawet Bulstrode poczuła się skonsternowana i przez chwilę po prostu dała się przestawiać niejako z miejsca na miejsce. W jednej chwili ludzie najchętniej wyrzuciliby ich chyba oknem, nie drzwiami nawet, w drugiej wybuchli entuzjazmem, i nim Florence się spostrzegła, już prowadzono ich do kaplicy.
– Miałam nieprzyjemność poznać Thorana i wiem, że namieszał paru osobom w Londynie w głowach, wierzę więc pani bez wątpienia – zdążyła powiedzieć jeszcze tylko, nim niemalże wepchnięto ich do pomieszczenia, w którym znajdowała się kapłanka.
Florence zmierzyła kobietę uważnym spojrzeniem. Nie umknął jej uwadze brak symbolu ani zmęczenie kobiety – nie umknęło i to, co mówiła wcześniej karczmarka, że Thoran wróci, więc siał już widać zamieszanie w przeszłości. Głęboko wtłoczone maniery sprawiły, że już – już otworzyła usta, by odpowiedzieć na pozdrowienie, przedstawić się… ale wtedy pomyślała o grupie Geraldine – wkraczającej w ciemność jaskiń, w których ta spodziewała się znaleźć swojego „Brata”.
Sądząc po zachowaniu tych ludzi, tamci udawali się właśnie na pewną śmierć.
– Florence Bulstrode. Bardzo przepraszam, panie Longbottom, czy może pan… poprowadzić rozmowę? – spytała, bardzo uprzejmym tonem, ale nie czekała nawet na odpowiedź. Cofnęła się bowiem o krok, wydobyła z kieszeni lusterko i stuknęła w nie palcem. Zdawała sobie sprawę, że to może być pewnie konsternujące dla kapłanki, ale Florence nie mogła ot tak pozwolić, aby Thoran Yaxley, który nie był Thoranem Yaxleyem, wymordował kilka osób w pobliskich jaskiniach. A wiele wskazywało, że jeśli panika tu obecnych i te ochrony na czołach – a Florence sama zaatakowała wiedziała najlepiej, jak Thoran był dobry w zauraczaniu, nie wspominając o tym, że ona nie pamiętała brata Geraldine, a Geraldine już owszem – że tamci mogli znaleźć się w kłopotach.
– Geraldine? Geraldine, słyszysz mnie?
Odkryj wiadomość pozafabularną
– Miałam nieprzyjemność poznać Thorana i wiem, że namieszał paru osobom w Londynie w głowach, wierzę więc pani bez wątpienia – zdążyła powiedzieć jeszcze tylko, nim niemalże wepchnięto ich do pomieszczenia, w którym znajdowała się kapłanka.
Florence zmierzyła kobietę uważnym spojrzeniem. Nie umknął jej uwadze brak symbolu ani zmęczenie kobiety – nie umknęło i to, co mówiła wcześniej karczmarka, że Thoran wróci, więc siał już widać zamieszanie w przeszłości. Głęboko wtłoczone maniery sprawiły, że już – już otworzyła usta, by odpowiedzieć na pozdrowienie, przedstawić się… ale wtedy pomyślała o grupie Geraldine – wkraczającej w ciemność jaskiń, w których ta spodziewała się znaleźć swojego „Brata”.
Sądząc po zachowaniu tych ludzi, tamci udawali się właśnie na pewną śmierć.
– Florence Bulstrode. Bardzo przepraszam, panie Longbottom, czy może pan… poprowadzić rozmowę? – spytała, bardzo uprzejmym tonem, ale nie czekała nawet na odpowiedź. Cofnęła się bowiem o krok, wydobyła z kieszeni lusterko i stuknęła w nie palcem. Zdawała sobie sprawę, że to może być pewnie konsternujące dla kapłanki, ale Florence nie mogła ot tak pozwolić, aby Thoran Yaxley, który nie był Thoranem Yaxleyem, wymordował kilka osób w pobliskich jaskiniach. A wiele wskazywało, że jeśli panika tu obecnych i te ochrony na czołach – a Florence sama zaatakowała wiedziała najlepiej, jak Thoran był dobry w zauraczaniu, nie wspominając o tym, że ona nie pamiętała brata Geraldine, a Geraldine już owszem – że tamci mogli znaleźć się w kłopotach.
– Geraldine? Geraldine, słyszysz mnie?
Rozmowę lusterek podlinkuję z sieci Fiuu.