Geraldine miała wrażenie, że Thomas nie do końca zdaje sobie sprawę z zagrożenia, jakie na nich czekało. Może w ten sposób reagował na stres? Nie znała go na tyle, żeby potrafić to ocenić. Nie skomentowała jednak tego głupiego żartu.
- Nad planami awaryjnymi będziemy się zastanawiać, jak ten główny nie wypali. - Ta, jasne. Oczywiście. Wolała nastawić się na to, że uda im się pokonać bestię, a nie myśleć nad planem B, C, D, E. To było za dużo, musiała się trzymać jednej wersji i tyle. Jak zawsze - zabić bestię.
- Nie musimy grać w marynarza, wejdę pierwsza. - Oczywiście nie miała z tym problemu, nie przyszła tu po to, aby zrzucać na kogoś odpowiedzialność. Ona miała zlikwidować Thorana, ona powinna iść pierwsza, nie bała się zresztą tam wleźć.
Widziała, że Ambroise zaczął przyglądać się okolicznym krzakom, w sumie nie miała pojęcia, czy znajdzie tutaj coś ciekawego, wiedziała jednak, że o ile coś takiego tutaj się znajdowało to na pewno to zauważy. Zdawała sobie sprawę, że jeśli o to chodzi to nie miał sobie równych, oczywiście, że nie zamierzała tego nigdy powiedzieć na głos.
Zaklęcie jej się powiodło, jeśli ktoś próbował używać magii na wejściu do jaskini, to nie było już po niej żadnego śladu.
Ruszyła już do wejścia. Dotarły do niej słowa Edga, to co mówił nie brzmiało zbyt kolorowo, miał rację. - Nie mogę dłużej zwlekać. - Nie miała pojęcia kiedy Thoran pojawiłby się u niej w domu i czy w ogóle by to zrobił. Wolała skorzystać z okazji, która się nadarzyła.
- Czyli musimy wrócić tą samą drogą. - Dobrze było to wiedzieć, to trochę zmieniało jej podejście. Będą musieli się pilnować, bo będzie chujowo, jak przypadkiem zniszczą sobie jedyną drogę ucieczki.
Przyglądała się Wronie przez chwilę, widziała, że nie jest to dla niego komfortowa sytuacja, może nie powinna go o to prosić? Może żadnego z nich nie powinna? Mieli wleźć z nią do jaskini, tak naprawdę bez żadnego konkretnego planu, jak w ogóle mogła ich o to prosić? Nawet nie do końca wiedzieli na co się pisali.
- Tak, ktoś będzie nas szukał, mamy wsparcie. - W bezpiecznej odległości. Wierzyła, że jeśli coś pójdzie nie tak to przybędą im na ratunek. Miała nadzieję, że to wystarczy.
Mieli wejść do jaskini, gdy usłyszała głos dochodzący z jej wsiąkiewki.
Sięgnęła więc po lusterko, najwyraźniej Florence miała jej coś do przekazania
- Florence... - Spojrzała w zwierciadło, aby nawiązać kontakt z przyjaciółką