Sierpień był okropnie intensywnym czasem w życiu panny Figg. Wydarzyło się naprawdę sporo, a do końca miesiąca pozostawało jeszcze kilka dni. Nie zakładała, że to się uspokoi, liczyła na to, że wraz z nadejściem jesieni powinno się coś zmienić, miała przynajmniej taką nadzieję, powoli bowiem przestawała mieć kontrolę nad tym, co działo się w jej życiu i niekoniecznie się jej to podobało.
Rano zaliczyła trening z bratem, który okazał się nie być wcale takim najgorszym doświadczeniem, wręcz przeciwnie, wydawało jej się, że poszło im całkiem nieźle. Nie ma się co oszukiwać ona i Thomas byli naprawdę wspaniałym duetem i niejedno rodzeństwo mogłoby im pozazdrościć tego, w jaki sposób ze sobą współpracowali.
Brat odstawił ją do domu, gdzie najpierw skupiła się na ogarnięciu cukierni, musiała przecież nadrobić ten czas kiedy była nieobecna (niestety, żaden z jej współpracowników nie wykazywał umiejętności związanych cukiernictwem, więc to ona nadal była jedyną osobą, która przygotowywała słodkości). Poza zapasami do cukierni musiała też przygotować chociaż część wypieków na jutrzejsze ognisko Zakonu. Nie mogli się obejść przecież bez jej słodyczy - tego była pewna.
Kiedy w końcu zamknęła cukiernię, posprzątała kuchnię, położyła Mabel, i ogarnęła wszystkie inne rzeczy mogła wreszcie odetchnąć.
Była zmęczona, miała sporo na głowie, starała się jednak nigdy nie narzekać, nie sypiała zbyt wiele, ale tak musiało być, przynajmniej jeszcze trochę, kiedyś pewnie wszystko zacznie się jeszcze bardziej układać.
Postanowiła udać się do salonu, gdzie miała zamiar przejrzeć jedną z książek o zielarstwie, poza tym, że zajmowała się eliksirami dla Zakonu, swoim biznesem, to zamierzała jeszcze nadal rozwijać swoją wiedzę związaną z magicznymi roślinami.
Gdy weszła do salonu nieco się zdziwiła. Zastała tam Thomasa, który siedział na fotelu i w samotności raczył się alkoholem. To nie był częsty widok. - Przeszkadzam? - Zapytała lekko, nie chciała mu narzucać swojego towarzystwa, wiedziała, że każdy czasem potrzebuje chwili dla siebie.