11.10.2024, 23:02 ✶
Scylla poczuła, jak słowa Louvaina wnikają głęboko w jej umysł, rezonując z czymś, co od dawna już kiełkowało w jej wnętrzu, choć jeszcze nie w pełni uformowane. Jego podejście do mugoli i mugolaków, pełne pogardy i agresji, wydało się jej znajome, nawet jeśli sama nie była jeszcze tak skrajna w swoich przekonaniach, bo zwyczajnie nie była osobą skorą do przemocy. Zaczynała jednak dostrzegać, że mogła odnaleźć w jego słowach echo tego, co sama zaczynała odczuwać - narastającą frustrację i oburzenie wobec rosnącej obecności mugolskiego wpływu w świecie czarodziejów.
Gdy przerwał jej swoją uwagą o "błędzie", Scylla poczuła, jak jej serce przyspiesza na moment. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie przegięła, ale kiedy zauważyła, że jego uśmiech stał się bardziej zadziorny niż pełen dezaprobaty, po chwili konsternacji odetchnęła z ulgą. Wręcz poczuła dumę, że ktoś taki jak Louvain, który żył tymi wartościami od najmłodszych lat, mógł dostrzec w jej słowach sens i mądrość.
- Masz rację - przyznała, spoglądając na niego z ukosa, próbując ukryć zadowolenie, że jej słowa zyskały jego aprobatę. - W końcu czyny mówią więcej niż słowa. Po prostu ciężko mi uznać ją za jednoznacznie złą osobę, kiedy nie wiem, co, a może nawet kto nią kieruje. Może jest tylko marionetką i sama nie wie, co czyni - wyznała, wodząc wzrokiem po tułowiach mijających ich ludzi, ale nigdy nie unosząc wzroku na ich twarze. Miała rozbiegane spojrzenie, jakby pomiędzy sylwetkami miała odnaleźć odpowiedź na własną teorię - tego tłumu, za którym podąża Jenkins.
Słowa płynęły z jej ust z większą pewnością, niż się spodziewała. Jego uwaga o jej dojrzałości była dla niej niemal pochlebstwem. Była z mieszanej rodziny, a jednak on widział w niej więcej niż tylko jej pochodzenie. Louvain z pozoru był kimś, kto uosabiał wszystko, co wyższe, bardziej eleganckie, i nawet jeśli jego dusza mogła być pełna mroku, to ten mrok zdawał się być nieodłączną częścią jego siły. Czuła, jak jego ramię, na którym spoczywała jej ręka, mocniej ją do siebie przyciąga, jakby chciał upewnić się, że jest naprawdę tu, przy nim, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie.
- Zmieniłabym wiele - odpowiedziała, jej głos stawał się coraz bardziej stanowczy. - Przede wszystkim pozbyłabym się tych, którzy próbują zmieniać nasz świat na swój obraz. Mam wrażenie, że byłabym inną osobą, gdybym nie miała w szkole do czynienia z mugolakami, wiesz? Gdyby nie oni, nie byłabym taka... przygaszona. - Spuściła głowę w żałobie za własną pewnością siebie, za odwagą, którą nigdy nie mogła się poszczycić.
Jej głos ściszył się, jakby instynktownie naśladowała jego ton, wyczuwając subtelny niepokój, że ktoś mógłby ich podsłuchiwać. Pytanie, które zadał, było jak klucz do czegoś większego, do drzwi, które mogły otworzyć przed nią nową rzeczywistość - rzeczywistość, w której mogłaby działać bardziej zdecydowanie, nie tylko w myślach, ale i czynach.
- Gdybym mogła, zmieniłabym wszystko, co tylko jest w mojej mocy - odpowiedziała, patrząc spojrzeniem swoich sarnich oczu prosto w jego oczy. - Prawda jest jednak taka, że niewiele jest w mojej mocy. Jestem jedynie biernym obserwatorem tego, co ma nadejść. - Wzruszyła ramionami, wydając się nieco zrezygnowaną. Wielokrotnie widziała, co się wydarzy, ale nie miała na to najmniejszego wpływu. Mogła tylko w niemocy przyglądać się jak to, co los zapisał w gwiazdach, wypełnia się co do joty.
Jej głos zadrżał, ale tym razem nie z niepewności, a z pasji, która w niej rosła. Mogła niemal poczuć, jak z każdą wypowiedzianą myślą ich ideologiczne więzi zacieśniają się coraz bardziej. Louvain, choć wciąż dla niej nieprzenikniony i tajemniczy, stawał się sojusznikiem, kimś, kto rozumiał jej pragnienia i lęki.
- A ty, Louvain? - zapytała po chwili ciszy, z lekkim uśmiechem na ustach. Może nie wierzyła w moc sprawczą samej siebie, ale Lestrange wydawał się być kimś, kto zdołałby osiągnąć o wiele więcej. - Co ty byś zmienił, gdybyś miał pełną władzę? -
Gdy przerwał jej swoją uwagą o "błędzie", Scylla poczuła, jak jej serce przyspiesza na moment. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie przegięła, ale kiedy zauważyła, że jego uśmiech stał się bardziej zadziorny niż pełen dezaprobaty, po chwili konsternacji odetchnęła z ulgą. Wręcz poczuła dumę, że ktoś taki jak Louvain, który żył tymi wartościami od najmłodszych lat, mógł dostrzec w jej słowach sens i mądrość.
- Masz rację - przyznała, spoglądając na niego z ukosa, próbując ukryć zadowolenie, że jej słowa zyskały jego aprobatę. - W końcu czyny mówią więcej niż słowa. Po prostu ciężko mi uznać ją za jednoznacznie złą osobę, kiedy nie wiem, co, a może nawet kto nią kieruje. Może jest tylko marionetką i sama nie wie, co czyni - wyznała, wodząc wzrokiem po tułowiach mijających ich ludzi, ale nigdy nie unosząc wzroku na ich twarze. Miała rozbiegane spojrzenie, jakby pomiędzy sylwetkami miała odnaleźć odpowiedź na własną teorię - tego tłumu, za którym podąża Jenkins.
Słowa płynęły z jej ust z większą pewnością, niż się spodziewała. Jego uwaga o jej dojrzałości była dla niej niemal pochlebstwem. Była z mieszanej rodziny, a jednak on widział w niej więcej niż tylko jej pochodzenie. Louvain z pozoru był kimś, kto uosabiał wszystko, co wyższe, bardziej eleganckie, i nawet jeśli jego dusza mogła być pełna mroku, to ten mrok zdawał się być nieodłączną częścią jego siły. Czuła, jak jego ramię, na którym spoczywała jej ręka, mocniej ją do siebie przyciąga, jakby chciał upewnić się, że jest naprawdę tu, przy nim, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie.
- Zmieniłabym wiele - odpowiedziała, jej głos stawał się coraz bardziej stanowczy. - Przede wszystkim pozbyłabym się tych, którzy próbują zmieniać nasz świat na swój obraz. Mam wrażenie, że byłabym inną osobą, gdybym nie miała w szkole do czynienia z mugolakami, wiesz? Gdyby nie oni, nie byłabym taka... przygaszona. - Spuściła głowę w żałobie za własną pewnością siebie, za odwagą, którą nigdy nie mogła się poszczycić.
Jej głos ściszył się, jakby instynktownie naśladowała jego ton, wyczuwając subtelny niepokój, że ktoś mógłby ich podsłuchiwać. Pytanie, które zadał, było jak klucz do czegoś większego, do drzwi, które mogły otworzyć przed nią nową rzeczywistość - rzeczywistość, w której mogłaby działać bardziej zdecydowanie, nie tylko w myślach, ale i czynach.
- Gdybym mogła, zmieniłabym wszystko, co tylko jest w mojej mocy - odpowiedziała, patrząc spojrzeniem swoich sarnich oczu prosto w jego oczy. - Prawda jest jednak taka, że niewiele jest w mojej mocy. Jestem jedynie biernym obserwatorem tego, co ma nadejść. - Wzruszyła ramionami, wydając się nieco zrezygnowaną. Wielokrotnie widziała, co się wydarzy, ale nie miała na to najmniejszego wpływu. Mogła tylko w niemocy przyglądać się jak to, co los zapisał w gwiazdach, wypełnia się co do joty.
Jej głos zadrżał, ale tym razem nie z niepewności, a z pasji, która w niej rosła. Mogła niemal poczuć, jak z każdą wypowiedzianą myślą ich ideologiczne więzi zacieśniają się coraz bardziej. Louvain, choć wciąż dla niej nieprzenikniony i tajemniczy, stawał się sojusznikiem, kimś, kto rozumiał jej pragnienia i lęki.
- A ty, Louvain? - zapytała po chwili ciszy, z lekkim uśmiechem na ustach. Może nie wierzyła w moc sprawczą samej siebie, ale Lestrange wydawał się być kimś, kto zdołałby osiągnąć o wiele więcej. - Co ty byś zmienił, gdybyś miał pełną władzę? -
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga