11.10.2024, 23:25 ✶
Prawdę mówiąc, nie spodziewał się, że delikatne nawiązanie do służby pełnionej w ramach pracy dla Ministerstwa Magii zostanie odebrane aż tak pozytywnie przez zebraną w zajeździe grupę. Zamrugał zaskoczony, gdy pomruki niezadowolenie szybko przeistoczyły się w euforię wywołaną przybyciem służb. Wprawdzie odniósł wrażenie, że Florence również została uznana za agentkę Brygady Uderzeniowej, jednak postanowił nie wyprowadzać tych ludzi z błędu, skoro byli tak ochoczy w tym, aby okazać im pomoc i wsparcie.
Poza tym, mogliby ją zagonić do jakiejś innej roboty, pomyślał trzeźwo, bo wolałby, żeby Bulstrode jednak mogła skupić się na znalezieniu cennych informacji. W końcu przybyli tutaj, aby pomóc Geraldine, a nie badać kurzajki czy inne wypryski na ciele u mieszkańców wioski. Na usta cisnęła mu się także odpowiedź na temat spoczywającej u jego pasa rapieru, jednak i tutaj się zawahał. Jak to mówią? Mowa jest srebrem, a milczeniem złotem? W tym wypadku wypadało raczej podtrzymywać pozytywne morale niż rozwiewać nadzieje tych ludzi na pozytywne zakończenie sprawy. Cóż, przynajmniej jak dotąd nic nie wskazywało na to, aby faktycznie pracowali dla Thorana.
Longbottom dał się porwać tłumowi, który praktycznie wyniósł ich z karczmy, aby podprowadzić ich pod same drzwi mieszkanka tutejszej kapłanki. Wątpił, aby twarz ta miała okazać się znajoma... Nie miał zbyt wielu doświadczeń z kapłankami kowenu Whitecroft. Zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach związanych z rytuałem, jaki planowała odprawić arcykapłanka Isobell z rodu Macmillan. Kojarzył parę innych ''siostrzyczek'' z czasów, gdy organizował obronę Beltane czy ze spotkań wspólnotowych sprzed lat, ale poza tym? Praktycznie nic. Nie liczył więc, że czarownica w odizolowanej irlandzkiej wioseczce miałaby się okazać jego znajomą ze szkoły czy minionych sabatów.
— To na pewno tak może? — rzucił w tłum Erik, gdy lokalna społeczność ni stąd ni zowąd otworzyła drzwi i dosłownie wrzuciła ich do środka. Mężczyzna momentalnie się speszył, a na jego twarzy pojawiły się obfite rumieńce. — Wprawdzie tuż obok jest świątynia, ale to dalej czyjś dom, więc...
Urwał niespodziewanie, gdy zerknął na biurko, przy którym siedziała kobieta odziana w typowe dla kowenu szaty. Wyglądała, jakby ledwo co skończyła prowadzić wieczorne modły w londyńskiej kaplicy kowenu lub zbierała się do otworzenia stoiska na Lammas. A jednak tym, co ją odróżniało od reszty, były widoczne oznaki zmęczenia i... brak symbolu wymalowanego na czole. Erik zmarszczył brwi. Może obrona przeciwko Thoranowi wcale nie była taka pewna, a jawiła się kobiecie jedynie jako zabobon? Bądź co bądź, jeśli ktoś w tym gronie miał być wyjątkowo uduchowiony i wiedzący, to właśnie ta czarownica.
— Aha — potwierdził, kiwając powoli głową, nie odrywając wzroku od kobiety. Pozwolił Florence odejść na bok, aby mogła... zająć się swoimi sprawami? Porozmawiać z kimś? — Ekhm… Tak, jak tu państwo mówią, jesteśmy z Brygady Uderzeniowej. Erik Longbottom. — Skłonił lekko głowę. — Jesteśmy tu w sprawie naszej przyjaciółki, ale głównie pana Thorana. Tego Thorana. — Wbił spojrzenie w kapłankę. — Sytuacja w okolicy wydaje się bardzo napięta, więc chcielibyśmy otrzymać dodatkowe informacje. Podobno pani Orlaith jest tutaj najlepiej poinformowana. A taka wiedza mogłaby się teraz bardzo przydać wykwalifikowanym służbom.
Bones nie będzie zadowolony, jak to nie wypali, pomyślał Erik, tłumiąc w sobie ciężkie westchnienie. Raz już go ukarał za to, że zrobił coś nieregulaminowo w towarzystwie Geraldine. Teraz powoływał się na swój stopień w Brygadzie Uderzeniowej w sprawie, która mimo wszystko nie została zgłoszona do odpowiednich służb, co by zajęli się demonem. Nagle w głowie czarodzieja coś kliknęło! No właśnie! Przecież kowen babrał się w tych sprawach! Duchy, opętańcy, zaświaty... Od tych tematów nie było daleko do bytów pokroju Thorana, czyż nie?
— Chcielibyśmy zająć się sprawa, dopóki nie stanie się wyjątkowo demoniczna. Jeśli wie pani, co mam na myśli. Naprawdę chcielibyśmy się dowiedzieć jak najwięcej — kontynuował, ciesząc się, że miał za sobą pół wioski chcącej otrzymać jakąś aktualizację w sprawie. Może to popchnie kapłankę ku temu, aby faktycznie powiedzieć im coś przydatnego? Coś, co pomoże Geraldine załatwić tę cholerę, siedzącą Merlin jeden wie gdzie?[/i]
Poza tym, mogliby ją zagonić do jakiejś innej roboty, pomyślał trzeźwo, bo wolałby, żeby Bulstrode jednak mogła skupić się na znalezieniu cennych informacji. W końcu przybyli tutaj, aby pomóc Geraldine, a nie badać kurzajki czy inne wypryski na ciele u mieszkańców wioski. Na usta cisnęła mu się także odpowiedź na temat spoczywającej u jego pasa rapieru, jednak i tutaj się zawahał. Jak to mówią? Mowa jest srebrem, a milczeniem złotem? W tym wypadku wypadało raczej podtrzymywać pozytywne morale niż rozwiewać nadzieje tych ludzi na pozytywne zakończenie sprawy. Cóż, przynajmniej jak dotąd nic nie wskazywało na to, aby faktycznie pracowali dla Thorana.
Longbottom dał się porwać tłumowi, który praktycznie wyniósł ich z karczmy, aby podprowadzić ich pod same drzwi mieszkanka tutejszej kapłanki. Wątpił, aby twarz ta miała okazać się znajoma... Nie miał zbyt wielu doświadczeń z kapłankami kowenu Whitecroft. Zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach związanych z rytuałem, jaki planowała odprawić arcykapłanka Isobell z rodu Macmillan. Kojarzył parę innych ''siostrzyczek'' z czasów, gdy organizował obronę Beltane czy ze spotkań wspólnotowych sprzed lat, ale poza tym? Praktycznie nic. Nie liczył więc, że czarownica w odizolowanej irlandzkiej wioseczce miałaby się okazać jego znajomą ze szkoły czy minionych sabatów.
— To na pewno tak może? — rzucił w tłum Erik, gdy lokalna społeczność ni stąd ni zowąd otworzyła drzwi i dosłownie wrzuciła ich do środka. Mężczyzna momentalnie się speszył, a na jego twarzy pojawiły się obfite rumieńce. — Wprawdzie tuż obok jest świątynia, ale to dalej czyjś dom, więc...
Urwał niespodziewanie, gdy zerknął na biurko, przy którym siedziała kobieta odziana w typowe dla kowenu szaty. Wyglądała, jakby ledwo co skończyła prowadzić wieczorne modły w londyńskiej kaplicy kowenu lub zbierała się do otworzenia stoiska na Lammas. A jednak tym, co ją odróżniało od reszty, były widoczne oznaki zmęczenia i... brak symbolu wymalowanego na czole. Erik zmarszczył brwi. Może obrona przeciwko Thoranowi wcale nie była taka pewna, a jawiła się kobiecie jedynie jako zabobon? Bądź co bądź, jeśli ktoś w tym gronie miał być wyjątkowo uduchowiony i wiedzący, to właśnie ta czarownica.
— Aha — potwierdził, kiwając powoli głową, nie odrywając wzroku od kobiety. Pozwolił Florence odejść na bok, aby mogła... zająć się swoimi sprawami? Porozmawiać z kimś? — Ekhm… Tak, jak tu państwo mówią, jesteśmy z Brygady Uderzeniowej. Erik Longbottom. — Skłonił lekko głowę. — Jesteśmy tu w sprawie naszej przyjaciółki, ale głównie pana Thorana. Tego Thorana. — Wbił spojrzenie w kapłankę. — Sytuacja w okolicy wydaje się bardzo napięta, więc chcielibyśmy otrzymać dodatkowe informacje. Podobno pani Orlaith jest tutaj najlepiej poinformowana. A taka wiedza mogłaby się teraz bardzo przydać wykwalifikowanym służbom.
Bones nie będzie zadowolony, jak to nie wypali, pomyślał Erik, tłumiąc w sobie ciężkie westchnienie. Raz już go ukarał za to, że zrobił coś nieregulaminowo w towarzystwie Geraldine. Teraz powoływał się na swój stopień w Brygadzie Uderzeniowej w sprawie, która mimo wszystko nie została zgłoszona do odpowiednich służb, co by zajęli się demonem. Nagle w głowie czarodzieja coś kliknęło! No właśnie! Przecież kowen babrał się w tych sprawach! Duchy, opętańcy, zaświaty... Od tych tematów nie było daleko do bytów pokroju Thorana, czyż nie?
— Chcielibyśmy zająć się sprawa, dopóki nie stanie się wyjątkowo demoniczna. Jeśli wie pani, co mam na myśli. Naprawdę chcielibyśmy się dowiedzieć jak najwięcej — kontynuował, ciesząc się, że miał za sobą pół wioski chcącej otrzymać jakąś aktualizację w sprawie. Może to popchnie kapłankę ku temu, aby faktycznie powiedzieć im coś przydatnego? Coś, co pomoże Geraldine załatwić tę cholerę, siedzącą Merlin jeden wie gdzie?[/i]
(Charyzma III, przewaga Popularność, Dowodzenie) Nakłonienie kapłanki do udzielenia odpowiedzi zgodnie ze stanem faktycznym x2
Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut Z 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞