11.10.2024, 23:41 ✶
Rozmawiam z Burke, zerkając za odchodzącym od reszty imprezy Yaxleyem
– To zależy, czego się w książkach szuka. Ja chyba odrobiny zapomnienia i bohaterów, którzy mnie zaintrygują.
Pochwała była odruchem, szczerym zresztą. A reszta… Brennę niezbyt obchodziło, czy ktoś uzna ją za dyletanta, protekcjonalne uśmieszki też niewielkie miały dla niej znaczenie – patrzono na nią w ten sposób zbyt często, by czuła oburzenie. Lorraine była dla niej głównie dawnym wspomnieniem, dlaczego miałaby więc dbać, że ta patrzy na nią z wyższością? W tej chwili nawet nie myślała, że dziewczyna była partnerką Atreusa, że według niektórych plotek z jej powodu nie tak dawno temu rozpadł się jego związek z Nottówną, bo w tym kontekście nawykła raczej do wciąż obecnego w pewnym sensie widma Elaine. A gdyby podejrzewała Atreusa o to, że przed zerwaniem zaręczyn był związany jednocześnie z inną, nie przyszłaby z nim tutaj. Może gdyby poświęciła temu zagadnieniu więcej czasu, uświadomiłaby sobie, że to Lorraine była w pobliżu Atreusa dłużej niż Elaine – że do niej w pewnym sensie zawsze wracał i nigdy nie znikła z jego życia. Może pomyślałaby, że w jego pobliżu była kobieta od Brenny ciekawsza, ładniejsza, bardziej utalentowana, lepiej go znająca i pewnie dużo lepiej rozumiejąca. Wyróżniająca się z tłumu tam, gdzie ona była tylko dziewczyną z sąsiedztwa, w tym tłumie ginącą. Ale nie: w tej chwili martwiły ją raczej słowa o klubie czytelniczym i ostrzeżenie Eden, nie było więc teraz wiele miejsca na inne rozważania.
A nawet gdyby było, to pewnie po chwili namysłu Brenna uznałaby po prostu, że co ma być to będzie – że nie ma sensu głupia zazdrość, gdy właściwie niczego nie wiedziała, i gdy samo przyjście tutaj niewiele znaczyło, bo bywał w takich miejscach z różnymi osobami. Mniej na pewno niż chwila przy zaklętym lustrze. Nigdy nie była zbytnio zazdrosna, bo miała w otoczeniu tyle dziewcząt wybijających się ponad przeciętność, że mogła albo zawiści się wyzbyć, albo absolutnie w niej pogrążyć, a teraz musiała skupić się na ostrzeżeniu Eden.
Nie mogła zawisnąć nad Fortinbrasem Malfoyem niczym mugolski diabeł nad dobrą duszą, a i nie miała pewności, czy to był powodem słów Eden. Miała jednak nadzieję, że od Alice wyciągnie nieco informacji… i w pewnym sensie tak było. Chyba nie spodziewała się kłopotów, a poza tym…
– Czy ja wiem… Fortinbras chyba był zawsze trochę wybredny w wyborze znajomych? O, tego o Avery nie wiedziałam. Może miała do ostatniej chwili nadzieję, że lepiej się poczuje? – zasugerowała Brenna, spoglądając na Yaxleya, odchodzącego w stronę jeziora. – No co ty, taka rodzinna tradycja, zawsze jesteśmy na służbie – roześmiała się jeszcze, ale wiedziała, że nie może jej długo przeszkadzać. – Ale jasne, nie będę ci przeszkadzała, wiem, że musisz uważać na ewentualne ataki kapibar. Mogę jeszcze spytać, kim jest ten gość, który przyszedł z Delacour? Sądziłam najpierw, że to Shafiq, potem się zorientowałam, że jednak nie, kojarzę tu w sumie każdego, a jego jednego nie – powiedziała: gotowa potem pożegnać się i odejść z powrotem bliżej gości, by nie stawiać Alice w niezręcznej sytuacji.
– To zależy, czego się w książkach szuka. Ja chyba odrobiny zapomnienia i bohaterów, którzy mnie zaintrygują.
Pochwała była odruchem, szczerym zresztą. A reszta… Brennę niezbyt obchodziło, czy ktoś uzna ją za dyletanta, protekcjonalne uśmieszki też niewielkie miały dla niej znaczenie – patrzono na nią w ten sposób zbyt często, by czuła oburzenie. Lorraine była dla niej głównie dawnym wspomnieniem, dlaczego miałaby więc dbać, że ta patrzy na nią z wyższością? W tej chwili nawet nie myślała, że dziewczyna była partnerką Atreusa, że według niektórych plotek z jej powodu nie tak dawno temu rozpadł się jego związek z Nottówną, bo w tym kontekście nawykła raczej do wciąż obecnego w pewnym sensie widma Elaine. A gdyby podejrzewała Atreusa o to, że przed zerwaniem zaręczyn był związany jednocześnie z inną, nie przyszłaby z nim tutaj. Może gdyby poświęciła temu zagadnieniu więcej czasu, uświadomiłaby sobie, że to Lorraine była w pobliżu Atreusa dłużej niż Elaine – że do niej w pewnym sensie zawsze wracał i nigdy nie znikła z jego życia. Może pomyślałaby, że w jego pobliżu była kobieta od Brenny ciekawsza, ładniejsza, bardziej utalentowana, lepiej go znająca i pewnie dużo lepiej rozumiejąca. Wyróżniająca się z tłumu tam, gdzie ona była tylko dziewczyną z sąsiedztwa, w tym tłumie ginącą. Ale nie: w tej chwili martwiły ją raczej słowa o klubie czytelniczym i ostrzeżenie Eden, nie było więc teraz wiele miejsca na inne rozważania.
A nawet gdyby było, to pewnie po chwili namysłu Brenna uznałaby po prostu, że co ma być to będzie – że nie ma sensu głupia zazdrość, gdy właściwie niczego nie wiedziała, i gdy samo przyjście tutaj niewiele znaczyło, bo bywał w takich miejscach z różnymi osobami. Mniej na pewno niż chwila przy zaklętym lustrze. Nigdy nie była zbytnio zazdrosna, bo miała w otoczeniu tyle dziewcząt wybijających się ponad przeciętność, że mogła albo zawiści się wyzbyć, albo absolutnie w niej pogrążyć, a teraz musiała skupić się na ostrzeżeniu Eden.
Nie mogła zawisnąć nad Fortinbrasem Malfoyem niczym mugolski diabeł nad dobrą duszą, a i nie miała pewności, czy to był powodem słów Eden. Miała jednak nadzieję, że od Alice wyciągnie nieco informacji… i w pewnym sensie tak było. Chyba nie spodziewała się kłopotów, a poza tym…
– Czy ja wiem… Fortinbras chyba był zawsze trochę wybredny w wyborze znajomych? O, tego o Avery nie wiedziałam. Może miała do ostatniej chwili nadzieję, że lepiej się poczuje? – zasugerowała Brenna, spoglądając na Yaxleya, odchodzącego w stronę jeziora. – No co ty, taka rodzinna tradycja, zawsze jesteśmy na służbie – roześmiała się jeszcze, ale wiedziała, że nie może jej długo przeszkadzać. – Ale jasne, nie będę ci przeszkadzała, wiem, że musisz uważać na ewentualne ataki kapibar. Mogę jeszcze spytać, kim jest ten gość, który przyszedł z Delacour? Sądziłam najpierw, że to Shafiq, potem się zorientowałam, że jednak nie, kojarzę tu w sumie każdego, a jego jednego nie – powiedziała: gotowa potem pożegnać się i odejść z powrotem bliżej gości, by nie stawiać Alice w niezręcznej sytuacji.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.