12.10.2024, 00:25 ✶
Uśmiechnął się blado, nie był pewien co do tego, że był najlepszym bratem. Nie było go przed długi czas w kraju, wpadał na święta i zawsze starał się być przy niej kiedy tego potrzebowała - regularnie pisał listy i starał się nie przegapić żadnego ważnego wydarzenia w jej życiu - to jednak przecież samolubnie wybrał podróżowanie po świecie zamiast zostanie z najbliższymi w Anglii. Zawsze byłą pierwszą osobą, którą odwiedził po powrocie do kraju ich więź była jedną z niewielu, które pielęgnował przez ten cały czas.
- Chyba nie - pokiwał przecząco głową, ale nie rozwijał tematu czy faktycznie nie uznaje się za takiego czy nie zdaje sobie sprawy, że takim jest. Dla nory jednak zawsze się starał chcąc jej po części wynagrodzić ten długi czas rozłąki, gdy nie mógł pomagać w przyziemnych sprawach, ale z drugiej strony po prostu chciał to robić, nie czuł d tego przymusu, to było naturalne jak branie kolejnego oddechu.
Po tych dwóch magicznych słowach "zawsze braciszku" mogła dojrzeć ulgę i wdzięczność na jego twarzy, zdecydowanie coś co go trapiło domagało się uwolnienia z okowów jego umysłu, aby przestało zalewać go i spychać w mroczną toń pogrążania się we własnych rozmyślaniach.
- Tak. Nie. Nie wiem - trzy różne odpowiedzi i ostatni wypowiedziana już głosem który wiąz mu w gardle. Od czego miał zacząć? Co powiedzieć najpierw? To co mu ciążyło najbardziej na sercu? A może najświeższe? I choć sprawa z Millie wydawała mu się najbardziej paląca, bo był oto dla niego coś nowego, niezrozumiałego czuć bliskość i przywiązanie do kogoś kogo poznał tak niedawno, to jednak najpierw musiał jej powiedzieć co innego.
- Po pierwsze... Nigdy ci nie powiedziałem do końca dlaczego mam nową różdżkę - powiedział mają na myśli swoja cyprysową różdżkę z włosem z ogon testrala, którą posiadał od miesiąca. Czuł się z nią o wiele lepiej niż ze swoja poprzednią to jednak nadal czekało go pokonanie swoich słabości - wyjawienie całej prawdy siostrze. Czuł irracjonalną obawę, że go odrzuci, ale przecież Brenna tego nie zrobiła, więc dlaczego rodzona siostra by miała.
- Przepraszam, że nie mówiłem ci tego wcześniej - dodał jeszcze nim zaczął przemowę, dlaczego nie mówił, bał się reakcji, przecież mieli walczyć ze złem, a nim się stawać - Mówiłem ci, że moja różdżka została zniszczona kiedy łapałem z Brenną jednego czarnoksiężnika. To była prawda, jednak to ja byłem tym który ja zniszczył - powiedział przymykając oczy na chwilę. - Rzuciłem zaklęcie czarnomagiczne, żeby chronić Brennę i nie żałuję tego ten... ta istota chciała ja skrzywdzić, nie mogłem na to pozwolić. I choć rzuciłem zaklęcie to różdżka skruszała mi w ręce od tego wyczynu - otworzył oczy patrząc na siostrę. - Nie żałuje tego, zrobiłem to wtedy i zrobiłbym to teraz, raz za razem, żeby bronić moich bliskich - usprawiedliwiał swoje metody, to że robił to dla większego dobra coś zmieniało? czy faktycznie nie stawał się jednym z tych, z którymi miał walczyć? Choć stał na rozdrożu, to wiedział która ścieżka jest przeznaczona jemu, którą on wybrał, ale potrzebował zapewnienia, potwierdzenia, że to co robi nie jest tym co prowadzi do jego potępienia. To przecież nie tak, że czerpał przyjemność z czyjegoś cierpienia, robił to tylko dlatego, żeby chronić bliskich.
- Chyba nie - pokiwał przecząco głową, ale nie rozwijał tematu czy faktycznie nie uznaje się za takiego czy nie zdaje sobie sprawy, że takim jest. Dla nory jednak zawsze się starał chcąc jej po części wynagrodzić ten długi czas rozłąki, gdy nie mógł pomagać w przyziemnych sprawach, ale z drugiej strony po prostu chciał to robić, nie czuł d tego przymusu, to było naturalne jak branie kolejnego oddechu.
Po tych dwóch magicznych słowach "zawsze braciszku" mogła dojrzeć ulgę i wdzięczność na jego twarzy, zdecydowanie coś co go trapiło domagało się uwolnienia z okowów jego umysłu, aby przestało zalewać go i spychać w mroczną toń pogrążania się we własnych rozmyślaniach.
- Tak. Nie. Nie wiem - trzy różne odpowiedzi i ostatni wypowiedziana już głosem który wiąz mu w gardle. Od czego miał zacząć? Co powiedzieć najpierw? To co mu ciążyło najbardziej na sercu? A może najświeższe? I choć sprawa z Millie wydawała mu się najbardziej paląca, bo był oto dla niego coś nowego, niezrozumiałego czuć bliskość i przywiązanie do kogoś kogo poznał tak niedawno, to jednak najpierw musiał jej powiedzieć co innego.
- Po pierwsze... Nigdy ci nie powiedziałem do końca dlaczego mam nową różdżkę - powiedział mają na myśli swoja cyprysową różdżkę z włosem z ogon testrala, którą posiadał od miesiąca. Czuł się z nią o wiele lepiej niż ze swoja poprzednią to jednak nadal czekało go pokonanie swoich słabości - wyjawienie całej prawdy siostrze. Czuł irracjonalną obawę, że go odrzuci, ale przecież Brenna tego nie zrobiła, więc dlaczego rodzona siostra by miała.
- Przepraszam, że nie mówiłem ci tego wcześniej - dodał jeszcze nim zaczął przemowę, dlaczego nie mówił, bał się reakcji, przecież mieli walczyć ze złem, a nim się stawać - Mówiłem ci, że moja różdżka została zniszczona kiedy łapałem z Brenną jednego czarnoksiężnika. To była prawda, jednak to ja byłem tym który ja zniszczył - powiedział przymykając oczy na chwilę. - Rzuciłem zaklęcie czarnomagiczne, żeby chronić Brennę i nie żałuję tego ten... ta istota chciała ja skrzywdzić, nie mogłem na to pozwolić. I choć rzuciłem zaklęcie to różdżka skruszała mi w ręce od tego wyczynu - otworzył oczy patrząc na siostrę. - Nie żałuje tego, zrobiłem to wtedy i zrobiłbym to teraz, raz za razem, żeby bronić moich bliskich - usprawiedliwiał swoje metody, to że robił to dla większego dobra coś zmieniało? czy faktycznie nie stawał się jednym z tych, z którymi miał walczyć? Choć stał na rozdrożu, to wiedział która ścieżka jest przeznaczona jemu, którą on wybrał, ale potrzebował zapewnienia, potwierdzenia, że to co robi nie jest tym co prowadzi do jego potępienia. To przecież nie tak, że czerpał przyjemność z czyjegoś cierpienia, robił to tylko dlatego, żeby chronić bliskich.