18.01.2023, 22:14 ✶
Och, gdyby tylko miał jakikolwiek talent do posługiwania się piórem, pewnie mógłby pisać elaboraty o uprzedzeniach i niechęci, których można było zaznać jako mugolak. Nie oszukiwał się. Wiedział, że jako czarodziej pochodzący z niemagicznej rodziny zawsze będzie trochę inny. Jego zrozumienie świata działało na trochę innych zasadach, nie zmieniły go nawet lata przebywania w Hogwarcie. Przez to mógł być trochę mniej ostrożny, ale i mniej uprzedzony. W końcu nie miał zielonego pojęcia, skąd niektóre rodziny ubzdurały sobie swoją wyższość nad innymi i mało go one obchodziły. Nie rozumiał, skąd wynikała do końca niechęć między domami i choć w quidditchu dawał się ponieść rywalizacji, tak naprawdę nigdy nie znielubił uczniów reprezentowanych przez konkretny zestaw kolorystyczny. Zresztą, dręczący go ludzie pochodzili jednakowo od puchonów, ślizgonów, czy nawet gryfonów, a przyjaciół potrafił znaleźć wszędzie. Nawet wśród domu węża, choć on najczęściej okazywał co do niego wrogość.
Wiedział, że ludzie byli różni. Niektórzy dla idei potrafili dokonać strasznych rzeczy, widział to już wcześniej w pracy, a teraz tylko się to nasiliło. Wystarczył przykład z dzisiaj, zwykły sklep z przyrządami astronomicznymi należący do mugolaczki, został dziś zdemolowany, a na ścianach pojawiły się obraźliwe napisy, których nie dało się zmyć prostymi zaklęciami. Dało się z nich wywnioskować, że całe przedsięwzięcie miało charakter magirasistowski. Ot tak, ktoś postanowił pokazać swoje niezadowolenie z tego, że jemu podobni żyli wśród czarodziejów i jeszcze śmieli zakładać interesy. A wiedział, że to dopiero początek. Ojciec opowiadał mu o mugolskich wojnach. O tym, do czego doprowadzała nienawiść między ludźmi. Do czego była zdolna istota ludzka.
Miał jednak nadzieję, że tym razem będzie może inaczej. Że powstrzymają radykałów, zanim urosną w siłę. Choć nie miał pojęcia, jak. Tym bardziej że Ministerstwo od lat wydawało się organem dość łatwo przekupnym, podejrzewał więc, że nie zdziała tyle, ile by mogło.
Wzdrygnął się, czując rękę na plecach. Odwrócił się gwałtownie, spoglądając w końcu w dół na kobietę. Niemal wypuścił wcześniej papierosa z rąk, teraz jednak powoli wypalał się w jego zgrabnych palcach.
Też kojarzył Lucy. Nie raz, nie dwa spotykali się, gdy ta rozmawiała z Brenną lub Erikiem, ich znajomość nigdy nie była jednak zażyła. Ot, widzieli się czasami w szkole, wymienili się czasem kilkoma słowami, jednak nic więcej. Teraz miał okazję poznać ja trochę lepiej.
- Prawie dostałem przez ciebie zawału - stwierdził na powitanie, masując lekko miejsce, gdzie czuł kołatające serce, powoli wracające do swojego zwyczajowego rytmu.
- Tak, Thomas, miło cię widzieć. Ostatni chyba mieliśmy okazję pogadać po jednym z wygranych meczów Gryffindoru, zanim skończyłaś szkołę - dodał. Tak, miał wyśmienitą pamięć do osób, twarzy i nazwisk. - Erik coś wspomniał, że jest sprawa. Ogólnie nie bardzo wiem, gdzie można iść. Zaproponowałbym swoje mieszkanie, tam panowałaby pełna prywatność, ale chyba mi nie wypada tak nagle cię tam zapraszać - usmiechnął się, lekko nieśmiało. - Może więc jakaś mugolska kawiarnia? Mało kto będzie tam wiedzieć, o czym gadamy, a zawsze można ukradkiem nałożyć zaklęcie zagłuszające, i nikt nie będzie miał podejrzeń. Co ty na to? - zaproponował, nie bardzo mając pojęcie, jak ma postąpić. Czuł, że wszystko będzie miało związek z obecną sytuacją wywołaną przez Mrocznego Dziada, ale mógł się mocno pomylić. Może Erik po prostu miał dla niego jakąś misję?
Wiedział, że ludzie byli różni. Niektórzy dla idei potrafili dokonać strasznych rzeczy, widział to już wcześniej w pracy, a teraz tylko się to nasiliło. Wystarczył przykład z dzisiaj, zwykły sklep z przyrządami astronomicznymi należący do mugolaczki, został dziś zdemolowany, a na ścianach pojawiły się obraźliwe napisy, których nie dało się zmyć prostymi zaklęciami. Dało się z nich wywnioskować, że całe przedsięwzięcie miało charakter magirasistowski. Ot tak, ktoś postanowił pokazać swoje niezadowolenie z tego, że jemu podobni żyli wśród czarodziejów i jeszcze śmieli zakładać interesy. A wiedział, że to dopiero początek. Ojciec opowiadał mu o mugolskich wojnach. O tym, do czego doprowadzała nienawiść między ludźmi. Do czego była zdolna istota ludzka.
Miał jednak nadzieję, że tym razem będzie może inaczej. Że powstrzymają radykałów, zanim urosną w siłę. Choć nie miał pojęcia, jak. Tym bardziej że Ministerstwo od lat wydawało się organem dość łatwo przekupnym, podejrzewał więc, że nie zdziała tyle, ile by mogło.
Wzdrygnął się, czując rękę na plecach. Odwrócił się gwałtownie, spoglądając w końcu w dół na kobietę. Niemal wypuścił wcześniej papierosa z rąk, teraz jednak powoli wypalał się w jego zgrabnych palcach.
Też kojarzył Lucy. Nie raz, nie dwa spotykali się, gdy ta rozmawiała z Brenną lub Erikiem, ich znajomość nigdy nie była jednak zażyła. Ot, widzieli się czasami w szkole, wymienili się czasem kilkoma słowami, jednak nic więcej. Teraz miał okazję poznać ja trochę lepiej.
- Prawie dostałem przez ciebie zawału - stwierdził na powitanie, masując lekko miejsce, gdzie czuł kołatające serce, powoli wracające do swojego zwyczajowego rytmu.
- Tak, Thomas, miło cię widzieć. Ostatni chyba mieliśmy okazję pogadać po jednym z wygranych meczów Gryffindoru, zanim skończyłaś szkołę - dodał. Tak, miał wyśmienitą pamięć do osób, twarzy i nazwisk. - Erik coś wspomniał, że jest sprawa. Ogólnie nie bardzo wiem, gdzie można iść. Zaproponowałbym swoje mieszkanie, tam panowałaby pełna prywatność, ale chyba mi nie wypada tak nagle cię tam zapraszać - usmiechnął się, lekko nieśmiało. - Może więc jakaś mugolska kawiarnia? Mało kto będzie tam wiedzieć, o czym gadamy, a zawsze można ukradkiem nałożyć zaklęcie zagłuszające, i nikt nie będzie miał podejrzeń. Co ty na to? - zaproponował, nie bardzo mając pojęcie, jak ma postąpić. Czuł, że wszystko będzie miało związek z obecną sytuacją wywołaną przez Mrocznego Dziada, ale mógł się mocno pomylić. Może Erik po prostu miał dla niego jakąś misję?