18.01.2023, 23:02 ✶
Światełko nadziei zajaśniało nieco mocniej; wprawdzie sytuacja nadal wyglądała beznadziejnie, biorąc pod uwagę, iż miotła nadal nie planowała zmienić zdania i zacząć się słuchać (mimo groźby o przerobieniu na drzazgi; chyba faktycznie powinna była to z nią zrobić. Z drugiej strony – średnio wypadało, w końcu ten przeklęty wehikuł był wypożyczony. Może lepiej oddać ją po prostu w ręce właściciela i niech sobie potem robi z nią co chce. Rzecz jasna, na ten moment nie prowadziła takich rozważań, koncentrując się bardziej na niezleceniu z miotły i niezamienieniu się w naleśnika. Albo raczej omlet), co też wiązało się z ciągłym lotem w stronę mugolskiej wioski.
Szlag, szlag, szlag.
- W ten sposób?! – spróbowała się dostosować do wskazówki kobiety; w zasadzie trochę błądziła po omacku, bo nie była do końca pewna, co miała na myśli… ale tak, plecy przestały przypominać kabłąk. Co oczywiście nic nie zmieniło w kwestii zaciskania palców na kiju; tak mocno, to zaczynało boleć samą Mavelle.
Ale bała się rozluźnić chwyt.
I z tego samego powodu do tej pory nie odważyła się sięgnąć po różdżkę, by uciec się do zaklęć; zapewne spróbowałaby to w końcu zrobić w momencie „za 5 minut katastrofa”, niemniej jeszcze punkt krytyczny nie został osiągnięty.
A pomoc się pojawiła; widać Matka tego dnia czuwała nad Bonesówną.
Do pełni szczęścia tylko brakowało, żeby miotła całkowicie się zatrzymała; ale czy to zaklęcie było za słabe, czy to gadzina po prostu zbyt uparta, skończyło się jedynie na spowolnieniu. Choć może i „aż” – jakkolwiek by nie patrzeć, dawało to dodatkowy czas na przeciwdziałanie katastrofie. Może jednak się uda…?
Oby.
Zwróciła głowę ku Mackenzie, przymrużając oczy; zaklęcie spoczywające na kobiecie utrudniało jej dostrzeżenie, co oznaczało, iż w zasadzie dobrze się spisywało. Ale nie o to tu chodziło. Zadane przez nią pytanie podejrzanie zaciążyło, a żołądek najwyraźniej sam postanowił zawinąć się w supeł.
Tak wysoko nad ziemią…
… zakrawało niemal o szaleństwo, tyle że jednocześnie było to chyba najrozsądniejsze, co dało się teraz zrobić w obliczu braku widoków na to, iż miotle się odwidzi.
- Powiedzmy, że są sprawniejsi ode mnie, ale raczej całkiem sprawna – oceniła; tyle że można to było interpretować na wiele sposobów.
Tak pytanie, jak i odpowiedź, sprawność sama w sobie była wszak dość szerokim zagadnieniem…
Szlag, szlag, szlag.
- W ten sposób?! – spróbowała się dostosować do wskazówki kobiety; w zasadzie trochę błądziła po omacku, bo nie była do końca pewna, co miała na myśli… ale tak, plecy przestały przypominać kabłąk. Co oczywiście nic nie zmieniło w kwestii zaciskania palców na kiju; tak mocno, to zaczynało boleć samą Mavelle.
Ale bała się rozluźnić chwyt.
I z tego samego powodu do tej pory nie odważyła się sięgnąć po różdżkę, by uciec się do zaklęć; zapewne spróbowałaby to w końcu zrobić w momencie „za 5 minut katastrofa”, niemniej jeszcze punkt krytyczny nie został osiągnięty.
A pomoc się pojawiła; widać Matka tego dnia czuwała nad Bonesówną.
Do pełni szczęścia tylko brakowało, żeby miotła całkowicie się zatrzymała; ale czy to zaklęcie było za słabe, czy to gadzina po prostu zbyt uparta, skończyło się jedynie na spowolnieniu. Choć może i „aż” – jakkolwiek by nie patrzeć, dawało to dodatkowy czas na przeciwdziałanie katastrofie. Może jednak się uda…?
Oby.
Zwróciła głowę ku Mackenzie, przymrużając oczy; zaklęcie spoczywające na kobiecie utrudniało jej dostrzeżenie, co oznaczało, iż w zasadzie dobrze się spisywało. Ale nie o to tu chodziło. Zadane przez nią pytanie podejrzanie zaciążyło, a żołądek najwyraźniej sam postanowił zawinąć się w supeł.
Tak wysoko nad ziemią…
… zakrawało niemal o szaleństwo, tyle że jednocześnie było to chyba najrozsądniejsze, co dało się teraz zrobić w obliczu braku widoków na to, iż miotle się odwidzi.
- Powiedzmy, że są sprawniejsi ode mnie, ale raczej całkiem sprawna – oceniła; tyle że można to było interpretować na wiele sposobów.
Tak pytanie, jak i odpowiedź, sprawność sama w sobie była wszak dość szerokim zagadnieniem…
367/1153