18.01.2023, 23:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 23:31 przez Mackenzie Greengrass.)
Kształtowanie, czar
Aktywność fizyczna, asekurowanie Mav
- Mogę próbować dalej z czarami. Ale miotły są bardzo odporne na zaklinanie. A ta wydaje się uszkodzona... Albo nawet zaklęta. Możliwe, że czary wręcz pogorszą sytuację - oświadczyła Mackenzie. Leciały teraz na tyle powoli, że rozmowa w powietrzu nie była specjalnie trudna. Dla Kenzie takie tempo to było właściwie stanie w miejscu. Sama tutaj, na górze, była wręcz zgrabniejsza niż na ziemi - mogłaby prawdopodobnie nawet na swojej miotle stanąć i przeskoczyć na inną, gdyby bardzo się uparła.
Chociaż nie była aż tak szalona.
Istniały jednak tylko dwie rzeczy, na których Greengrass faktycznie się znała. Jedną było miotlarstwo. Drugą zielarstwo, choć już w znacznie mniejszym stopniu. I uznała, że miotły nie powinny tak się zachowywać.
Coś w minie Mavelle chyba jednak podpowiedziało jej, że sama Bones raczej nie czuje się dostatecznie pewnie, aby skakać z miotły na miotłę w powietrzu.
- Przesiadłabym się do ciebie, ale wtedy moja ucieknie. W porządku. Próbujemy więc czegoś innego. Trzymaj się przez chwilę mocno, dobrze? - poprosiła, ponownie wyciągając różdżkę. Sama ewidentnie nie miała problemu z operowaniem nią siedząc na kiju.
Z pewnym trudem zdołała użyć zaklęcia, wyczarowującego linę. Nie była asem w takiej magii: zabawna sprawa, że nawet takie czary wychodziło Greengrass lepiej tu, na górze, niż na ziemi. Jeden koniec liny … poleciał w stronę Mavelle, by owinąć się wokół talii. Oczywiście, nie było to idealne rozwiązanie, ale zawsze lepsze niż rozglamażdżenie się na ziemi. Mackenzie schowała różdżkę, drugi koniec przywiązując do własnej.
Oczywiście, nagłe uwieszenie się kogoś na miotle w ten sposób nie było pożądane i pewnie ściągnie ją nieco na dół, ale Greengrass wierzyła w swoje umiejętności na tyle, że była pewna, że utrzyma się dostatecznie długo, aby sprowadzić je obie na ziemie.
- Tak lepiej? – spytała, sama podlatując blisko, tak, że obie miotły dzieliły centymetry. Przesunęła się nieco, robiąc Mavelle miejsce. Wprawdzie najlepiej byłoby, gdyby ta usiadła za nią, ale wtedy nie mogłaby jej asekurować. Jedną dłonią trzymała kij, a drugą wyciągnęła ku Bones, otaczając ją ramieniem, by ułatwić jej utrzymanie równowagi.
Cholernie ryzykowny manewr.
Tyle że Mackenzie na meczach zdarzało się robić gorsze rzeczy, w rodzaju staranowania szukającego przeciwnego teamu, bo trzy rzuty wolne były lepszym rozwiązaniem nie pozwolenie mu zdobyć złotego znicza. Albo przyjęcie na siebie tłuczka, aby ochronić przed nim obrońcę, gdy była za daleko, aby dorwać kafla.
- Po prostu przełóż nogę. Sprowadzę nas na ziemię – obiecała z niezachwianą pewnością. – Nie pozwolę, żebyś spadła – zapewniła jeszcze.
Chociaż mogła nie brzmieć zbyt wiarygodnie teraz, gdy była cała blado niebieska, akurat pod kolor nieba.
Rzut N 1d100 - 35
Akcja nieudana
+ 10 = 45, słaby sukcesAkcja nieudana
Aktywność fizyczna, asekurowanie Mav
Rzut PO 1d100 - 68
Sukces!
+ 10 = 78, sukcesSukces!
- Mogę próbować dalej z czarami. Ale miotły są bardzo odporne na zaklinanie. A ta wydaje się uszkodzona... Albo nawet zaklęta. Możliwe, że czary wręcz pogorszą sytuację - oświadczyła Mackenzie. Leciały teraz na tyle powoli, że rozmowa w powietrzu nie była specjalnie trudna. Dla Kenzie takie tempo to było właściwie stanie w miejscu. Sama tutaj, na górze, była wręcz zgrabniejsza niż na ziemi - mogłaby prawdopodobnie nawet na swojej miotle stanąć i przeskoczyć na inną, gdyby bardzo się uparła.
Chociaż nie była aż tak szalona.
Istniały jednak tylko dwie rzeczy, na których Greengrass faktycznie się znała. Jedną było miotlarstwo. Drugą zielarstwo, choć już w znacznie mniejszym stopniu. I uznała, że miotły nie powinny tak się zachowywać.
Coś w minie Mavelle chyba jednak podpowiedziało jej, że sama Bones raczej nie czuje się dostatecznie pewnie, aby skakać z miotły na miotłę w powietrzu.
- Przesiadłabym się do ciebie, ale wtedy moja ucieknie. W porządku. Próbujemy więc czegoś innego. Trzymaj się przez chwilę mocno, dobrze? - poprosiła, ponownie wyciągając różdżkę. Sama ewidentnie nie miała problemu z operowaniem nią siedząc na kiju.
Z pewnym trudem zdołała użyć zaklęcia, wyczarowującego linę. Nie była asem w takiej magii: zabawna sprawa, że nawet takie czary wychodziło Greengrass lepiej tu, na górze, niż na ziemi. Jeden koniec liny … poleciał w stronę Mavelle, by owinąć się wokół talii. Oczywiście, nie było to idealne rozwiązanie, ale zawsze lepsze niż rozglamażdżenie się na ziemi. Mackenzie schowała różdżkę, drugi koniec przywiązując do własnej.
Oczywiście, nagłe uwieszenie się kogoś na miotle w ten sposób nie było pożądane i pewnie ściągnie ją nieco na dół, ale Greengrass wierzyła w swoje umiejętności na tyle, że była pewna, że utrzyma się dostatecznie długo, aby sprowadzić je obie na ziemie.
- Tak lepiej? – spytała, sama podlatując blisko, tak, że obie miotły dzieliły centymetry. Przesunęła się nieco, robiąc Mavelle miejsce. Wprawdzie najlepiej byłoby, gdyby ta usiadła za nią, ale wtedy nie mogłaby jej asekurować. Jedną dłonią trzymała kij, a drugą wyciągnęła ku Bones, otaczając ją ramieniem, by ułatwić jej utrzymanie równowagi.
Cholernie ryzykowny manewr.
Tyle że Mackenzie na meczach zdarzało się robić gorsze rzeczy, w rodzaju staranowania szukającego przeciwnego teamu, bo trzy rzuty wolne były lepszym rozwiązaniem nie pozwolenie mu zdobyć złotego znicza. Albo przyjęcie na siebie tłuczka, aby ochronić przed nim obrońcę, gdy była za daleko, aby dorwać kafla.
- Po prostu przełóż nogę. Sprowadzę nas na ziemię – obiecała z niezachwianą pewnością. – Nie pozwolę, żebyś spadła – zapewniła jeszcze.
Chociaż mogła nie brzmieć zbyt wiarygodnie teraz, gdy była cała blado niebieska, akurat pod kolor nieba.