-Zinterpretuj mi, proszę, określenie “chwilę”. Ile to jest? Pięć sekund? Dwie minuty? Tydzień?
Nie wierzył, żeby wystraszył Brygadzistę tak bardzo by ten jednak się nie pojawił, skoro jeszcze przy nich zapewnił Ritę, że jednak się spotkają. Poza tym chyba nie wyglądał w tej koszuli tak źle, żeby ludzi straszyć.
Prawda?
-No… Trochę jak on, ale nie do końca. Wyobraź sobie Tony’ego z trochę dłuższymi włosami, może trochę brzydszego, w białej szacie i będziesz miała tego gościa.
Zdawał sobie sprawę, że właściwie był na straconej pozycji, bo nie miał takiej siły przebicia, żeby przekonać siostrę do swojej racji. Jak się Rita na coś uprze, to wszelki Boże nie Pomoże. I jak normalnie mu to nie przeszkadzało, tak teraz miał coraz większe przeczucie, że jeśli faktycznie znajdą tego hrabiego, a ten hrabia zobaczy ich, to nie wyniknie z tego nic dobrego.
-Od kiedy wujkowie mówią, że mamy na kogoś uważać. I mam dziwne wrażenie, że gdyby tu była nasza mama, powiedziałaby to samo.
W sumie chyba mógłby zapytać Charlotte o tego całego Klona Anthony’ego. Może ona będzie coś wiedziała?
Uniósł ręce w obronnym geście w odpowiedzi na ten mały wybuch siostry, kiedy zawołał do niej pełnym imieniem. Przynajmniej nie użył drugiego i nazwiska, bo wtedy to by się chyba wściekła.
O nie… Tylko nie to. Na Merlina, tylko nie smutna minka. No i co on miał teraz zrobić?
-A widzisz go na co dzień z brodą? Bez brylantyny?... Ugh… No dobra! Ale tylko na chwilkę i do niego nie podchodzimy. I nie patrz na niego za długo, żeby nie zauważył. I jeśli wujkowie się o tym dowiedzą, to był twój pomysł.
No przecież próbował jej to wybić z głowy, prawda? A że się nie udało, to powinni winić Charlotte, że nie podzieliła po równo swojej charyzmy, tylko pozwoliła, żeby Rita zabrała wszystko dla siebie.
Co on się oszukiwał? Pewnie i tak mu się oberwie, bo wiedział, a i tak się zgodził. Bo czy trójka wujków byłaby w stanie naprawdę się gniewać na jedyną córkę Charlotte? A synów miała przecież dwóch.
Na szczęście wcale nie musieli daleko odchodzić, bo z miejsca, w którym stali, mogli bez problemu dostrzec osobę, o której Jasper nie miał wielkiej ochoty rozmawiać.
-Widzisz tego wysokiego mężczyznę w kremowej tunice? Rozmawia właśnie z Oleandrem Crouchem.
On sam nie patrzył długo w stronę mężczyzny, jedynie lokalizując go szybkim spojrzeniem, zaraz kierując wzrok w stronę skąpanego w mroku Hogwartu. Trochę tęsknił za latami szkolnymi. Wszystko wydawało się wtedy o wiele łatwiejsze.