12.10.2024, 22:52 ✶
Scylla czuła na sobie wzrok Leviathana, ale nie odwracała się, by napotkać jego spojrzenie. Był dla niej jak cień, obecny, ale nie przeszkadzający. Ciekawił ją, jakby był jednym z tych rzadkich okazów, które się bada i obserwuje, ale nigdy nie chwyta w pułapkę, bo to zniszczyłoby magię tego momentu. To, że stał tak blisko, sprawiało, że czuła jego cichą fascynację, co było niemal namacalne w powietrzu. Podobnie jak wahadełko, które wciąż drgało, zataczając coraz mniejsze kręgi nad mapą, jego obecność wyznaczała niewidzialne granice ich wspólnej przestrzeni.
Gdy odpowiedział na jej wcześniejsze słowa, uśmiechnęła się lekko, choć w tym uśmiechu kryło się coś więcej niż tylko rozbawienie. To było raczej jak subtelne wyzwanie rzucone losowi, jakby sama myśl o jego śmierci była dla niej czymś, co można by rozważyć i przetrawić, ale niekoniecznie się tym przejmować. Leviathan był zbyt żywy, zbyt pewny siebie, żeby w tym momencie myśleć o końcu. Może to było właśnie to, co czyniło go interesującym - jego odporność na te wszystkie małe niebezpieczeństwa, które czyhały na takich jak on.
- Martwy czy nie, nadal byś był ciekawym eksponatem - powiedziała cicho, niemal szeptem, jakby obawiała się, że głośniejsze słowa mogłyby zepsuć atmosferę. - W końcu nie każdego można oglądać tak, jakby był żywą sztuką. A ty... - zawiesiła głos, pozwalając, by reszta myśli wybrzmiała w ciszy.
Scylla zawiesiła się na moment, kiedy zapytał o jej czas wolny. Uniosła palce przed siebie i zaczęła coś liczyć, a potem potrząsnęła głową, jakby doznała oświecenia i obliczenia okazały się daremne. Prowadziła niemy dialog ze samą sobą przez chwilę i zdecydowanie wyglądała jak nawiedzona.
- Spotkamy się z centaurami pojutrze - oznajmiła, ale w sposób, który nie znosił sprzeciwu. Powiedziała to tak, jakby to wydarzenie było pewnikiem. - Już zanotowałam ten dzień w swoim kalendarzu - dodała gwoli wyjaśnień, które wcale nie dawały wiele więcej kontekstu, bo przecież teraz niczego nie notowała, więc brzmiało to tak, jakby od dawna wiedziała, kiedy i gdzie się wybiorą. Pewnie dla Leviathana było to co najmniej dziwne, ale ona miała przed oczyma wyobraźni kartkę z kalendarza wiszącą w jej pokoju, gdzie kratka dnia dwunastego sierpnia była ozdobiona pokracznym rysunkiem centaura wykonanym czerwoną kredką świecową. Dla niej to miało sens.
Gdy odpowiedział na jej wcześniejsze słowa, uśmiechnęła się lekko, choć w tym uśmiechu kryło się coś więcej niż tylko rozbawienie. To było raczej jak subtelne wyzwanie rzucone losowi, jakby sama myśl o jego śmierci była dla niej czymś, co można by rozważyć i przetrawić, ale niekoniecznie się tym przejmować. Leviathan był zbyt żywy, zbyt pewny siebie, żeby w tym momencie myśleć o końcu. Może to było właśnie to, co czyniło go interesującym - jego odporność na te wszystkie małe niebezpieczeństwa, które czyhały na takich jak on.
- Martwy czy nie, nadal byś był ciekawym eksponatem - powiedziała cicho, niemal szeptem, jakby obawiała się, że głośniejsze słowa mogłyby zepsuć atmosferę. - W końcu nie każdego można oglądać tak, jakby był żywą sztuką. A ty... - zawiesiła głos, pozwalając, by reszta myśli wybrzmiała w ciszy.
Scylla zawiesiła się na moment, kiedy zapytał o jej czas wolny. Uniosła palce przed siebie i zaczęła coś liczyć, a potem potrząsnęła głową, jakby doznała oświecenia i obliczenia okazały się daremne. Prowadziła niemy dialog ze samą sobą przez chwilę i zdecydowanie wyglądała jak nawiedzona.
- Spotkamy się z centaurami pojutrze - oznajmiła, ale w sposób, który nie znosił sprzeciwu. Powiedziała to tak, jakby to wydarzenie było pewnikiem. - Już zanotowałam ten dzień w swoim kalendarzu - dodała gwoli wyjaśnień, które wcale nie dawały wiele więcej kontekstu, bo przecież teraz niczego nie notowała, więc brzmiało to tak, jakby od dawna wiedziała, kiedy i gdzie się wybiorą. Pewnie dla Leviathana było to co najmniej dziwne, ale ona miała przed oczyma wyobraźni kartkę z kalendarza wiszącą w jej pokoju, gdzie kratka dnia dwunastego sierpnia była ozdobiona pokracznym rysunkiem centaura wykonanym czerwoną kredką świecową. Dla niej to miało sens.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga