13.10.2024, 00:25 ✶
Charles miał całkiem lekkie podejście do nawiązywania nowych znajomości, ale również do ogółu życia, co zdążył już pokazać również w Londynie. Jego ojciec z pewnością wolałby, by w końcu spoważniał i porzucił dziecięce zagrywki, a wraz z nimi całe poczucie humoru. I nawet jeśli Charles właśnie to planował po aferze, jaka wybuchła po Lammas, to szybko zrezygnował z tego pomysłu, gdy życie na powrót przybrało nieco kolorowsze barwy.
- Nie ma problemu. - Odpowiedział na stwierdzenie Scylli. - To ja przepraszam, może nie powinienem żartować ze wszystkiego. - Dodał, lecz nie było słychać w jego głosie prawdziwej skruchy. Skoro Scylla nie znała żartów, nie znaczyło to równocześnie, że nie znała się na żartach, co sugerował jej prześliczny śmiech w odpowiedzi na jego niemądre słowa. Charlie nie potrafił przestać się uśmiechać. - Ale jeśli nie dość ci moich żartów, to przed sobotą możesz czasem do mnie tutaj zaglądać, jeśli będziesz mieć chwilę wolnego od pracy. - Zaproponował, spodziewając się, że jeśli Greybackówna rzeczywiście zechce go odwiedzać, to będzie to znaczyło, iż nie odstraszył jej od siebie swoimi żartami nawet przed pierwszym oficjalnym wyjściem! - Nawet bez ciasteczek.
Szczęśliwie temat pomocy z bezsennością nieco rozszedł się po kościach i Charlie nie musiał przepraszać, ani nawet zbierać swoich manatków, gdyby przerażona Scylla doniosłaby Dolohovom o tym bezwstydnym napastowaniu seksualnym. Sięgnąwszy po ceramiczną miseczkę odstawioną wcześniej na bok, Charlie objął ją obiema dłońmi, by z użyciem magii podgrzać znajdującą się w niej żywicę. Olibanum, przypomniał sobie, ale odmówił łączenia tej nazwy ze wspomnieniem o wuju. W tej miłej atmosferze nie było miejsca na wspomnienia o Robercie.
- Zapłaciłaś mi już w ciasteczkach i towarzystwie. - Nie zgodził się na płatność za świeczki nasenne, bo rzeczywiście nie miał pojęcia o tym, ile Scylla ich zużywa! Przecież wystarczyło zapalić taką na parę minut, by przyszedł sen... o ile rzeczywiście nie miało się poważnych problemów z bezsennością. Ale od tego mogła być już tylko pani doktor i jej zalecenia. - Nie martw się, musimy sobie pomagać, prawda? - Uniósł na nią spojrzenie i uśmiechnął się cieplej, by nie przejmowała się takimi sprawami.
Jego uśmiech jednak nieco zrzedł, gdy usłyszał, że to nie problem z nieodwzajemnioną miłością celebryty powodował nieprzespane noce, a sprawa trzeciego oka. Westchnął lekko.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że to wina twojego daru. - Ukorzył się momentalnie. - Jestem pewny, że mistrz pomoże ci zapanować nad tymi wizjami. Musimy być dobrej myśli, prawda? - Spróbował podnieść ją na duchu, gdy przesypywał proszek z moździerza do podtopionej żywicy. Zapach estragonu na nowo rozniósł się po pomieszczeniu, tym razem jeszcze mocniejszy, gdy olejki zawarte w zielu zwiększyły swoją temperaturę. - Nie chciałbym, żebyś wyzionęła ducha. Nie muszę ci też mówić, że pan Dolohov to wybitny specjalista. - Dodał, choć powtarzał to, co słyszał od innych, głównie Peregrinusa. - Nie wiem, czy ja mógłbym ci jakoś z tym pomóc, ale jeśli będę w stanie to proszę, daj mi znać.
Nie miał pojęcia, jak działa taki dar. Pamiętał jedynie swoje własne zmagania z młodzieńczymi emocjami i butą, jaka przypałętała się do niego w czasach szkolnych. Czasem nadmiar emocji należało wyładować na szkolnym manekinie, rzucając w niego zaklęcia ofensywne tak długo, aż nie ostało się z niego nawet jedno źdźbło słomy. Czy wróżenie działało podobne, Charlie nie wiedział, ale jeśli jego przyszłość mogła pomóc Scylli uspokoić myśli, mógł ją zaoferować w całej swej gamie.
Pojawił się pierwszy zgrzyt, gdy Scylla przyznała, że nie jest czystej krwi. Coś zakuło Charlesa w piersi, zupełnie jakby odkrył rysę na trzonku nowej miotły, jakby jego kadzidło zaczęło rozsypywać się przez jeden źle zawiązany węzeł. Skaza, choć na pierwszy rzut oka niewidoczna, przy bliższym spojrzeniu była ewidentna.
A mimo to, Charlie nie stracił rezonu.
- Nie, nie, to nie tak! - Zawołał szybko, nie chcąc zasmucać dziewczęcia. Odłożył miseczkę z żywicą. - To znaczy... przynajmniej nie jesteś z mugoli, prawda? - Postarał się uratować sytuację, nachylając się lekko do Scylli. Nie było niczego gorszego od mugolaka. - Znasz Nokturn, twoja rodzina to czarodzieje. To przecież... nic złego? Nie zawodzisz mnie, Scyllo. Hej, spójrz na mnie. - Poprosił.
Ale co powiedziałby tata, gdyby wiedział, że Charlie zbliża się do czarownicy półkrwi, a do tego zamierza zabrać ją na obiad?
- Nie ma problemu. - Odpowiedział na stwierdzenie Scylli. - To ja przepraszam, może nie powinienem żartować ze wszystkiego. - Dodał, lecz nie było słychać w jego głosie prawdziwej skruchy. Skoro Scylla nie znała żartów, nie znaczyło to równocześnie, że nie znała się na żartach, co sugerował jej prześliczny śmiech w odpowiedzi na jego niemądre słowa. Charlie nie potrafił przestać się uśmiechać. - Ale jeśli nie dość ci moich żartów, to przed sobotą możesz czasem do mnie tutaj zaglądać, jeśli będziesz mieć chwilę wolnego od pracy. - Zaproponował, spodziewając się, że jeśli Greybackówna rzeczywiście zechce go odwiedzać, to będzie to znaczyło, iż nie odstraszył jej od siebie swoimi żartami nawet przed pierwszym oficjalnym wyjściem! - Nawet bez ciasteczek.
Szczęśliwie temat pomocy z bezsennością nieco rozszedł się po kościach i Charlie nie musiał przepraszać, ani nawet zbierać swoich manatków, gdyby przerażona Scylla doniosłaby Dolohovom o tym bezwstydnym napastowaniu seksualnym. Sięgnąwszy po ceramiczną miseczkę odstawioną wcześniej na bok, Charlie objął ją obiema dłońmi, by z użyciem magii podgrzać znajdującą się w niej żywicę. Olibanum, przypomniał sobie, ale odmówił łączenia tej nazwy ze wspomnieniem o wuju. W tej miłej atmosferze nie było miejsca na wspomnienia o Robercie.
- Zapłaciłaś mi już w ciasteczkach i towarzystwie. - Nie zgodził się na płatność za świeczki nasenne, bo rzeczywiście nie miał pojęcia o tym, ile Scylla ich zużywa! Przecież wystarczyło zapalić taką na parę minut, by przyszedł sen... o ile rzeczywiście nie miało się poważnych problemów z bezsennością. Ale od tego mogła być już tylko pani doktor i jej zalecenia. - Nie martw się, musimy sobie pomagać, prawda? - Uniósł na nią spojrzenie i uśmiechnął się cieplej, by nie przejmowała się takimi sprawami.
Jego uśmiech jednak nieco zrzedł, gdy usłyszał, że to nie problem z nieodwzajemnioną miłością celebryty powodował nieprzespane noce, a sprawa trzeciego oka. Westchnął lekko.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że to wina twojego daru. - Ukorzył się momentalnie. - Jestem pewny, że mistrz pomoże ci zapanować nad tymi wizjami. Musimy być dobrej myśli, prawda? - Spróbował podnieść ją na duchu, gdy przesypywał proszek z moździerza do podtopionej żywicy. Zapach estragonu na nowo rozniósł się po pomieszczeniu, tym razem jeszcze mocniejszy, gdy olejki zawarte w zielu zwiększyły swoją temperaturę. - Nie chciałbym, żebyś wyzionęła ducha. Nie muszę ci też mówić, że pan Dolohov to wybitny specjalista. - Dodał, choć powtarzał to, co słyszał od innych, głównie Peregrinusa. - Nie wiem, czy ja mógłbym ci jakoś z tym pomóc, ale jeśli będę w stanie to proszę, daj mi znać.
Nie miał pojęcia, jak działa taki dar. Pamiętał jedynie swoje własne zmagania z młodzieńczymi emocjami i butą, jaka przypałętała się do niego w czasach szkolnych. Czasem nadmiar emocji należało wyładować na szkolnym manekinie, rzucając w niego zaklęcia ofensywne tak długo, aż nie ostało się z niego nawet jedno źdźbło słomy. Czy wróżenie działało podobne, Charlie nie wiedział, ale jeśli jego przyszłość mogła pomóc Scylli uspokoić myśli, mógł ją zaoferować w całej swej gamie.
Pojawił się pierwszy zgrzyt, gdy Scylla przyznała, że nie jest czystej krwi. Coś zakuło Charlesa w piersi, zupełnie jakby odkrył rysę na trzonku nowej miotły, jakby jego kadzidło zaczęło rozsypywać się przez jeden źle zawiązany węzeł. Skaza, choć na pierwszy rzut oka niewidoczna, przy bliższym spojrzeniu była ewidentna.
A mimo to, Charlie nie stracił rezonu.
- Nie, nie, to nie tak! - Zawołał szybko, nie chcąc zasmucać dziewczęcia. Odłożył miseczkę z żywicą. - To znaczy... przynajmniej nie jesteś z mugoli, prawda? - Postarał się uratować sytuację, nachylając się lekko do Scylli. Nie było niczego gorszego od mugolaka. - Znasz Nokturn, twoja rodzina to czarodzieje. To przecież... nic złego? Nie zawodzisz mnie, Scyllo. Hej, spójrz na mnie. - Poprosił.
Ale co powiedziałby tata, gdyby wiedział, że Charlie zbliża się do czarownicy półkrwi, a do tego zamierza zabrać ją na obiad?