13.10.2024, 00:28 ✶
Rozmawiam z Raphaelą, Enzo i Morpheusem przy harfie
– Eviva l'arte! – powtórzył za resztą i sam napił się z kieliszka. Najchętniej przesadziłby dzisiaj z szampanem, ale niestety za bardzo czuł potrzebę zachowania czujności, aby zrealizować tą piękne marzenia. – Mam jednak nadzieję panie Remington, że nawet jesli zdecyduje się nas pan opuścić, wciąż będzie nas pan informował o swoich koleinych artystycznych przedsięwzięciach. Czułbym się bardzo zagniewany, gdybym musiał dowiadywać się o wszystkim od pana Longbottoma.
Hm... To chyba nie dobrze, że ich biuro mogło potencjalnie właśnie tracić dobrego pracownika, ale... Ale kim by był, gdyby miał zniechęcać kogokolwiek do rzucenia się w objęcia sztuki? Na pewno nie sobą!
– Pani Avery, naprawdę doskonale pani wszystko wychodzi. I szalenie cieszę się, że to towarzystwo działa tak sprężnie. W końcu skoro w tym kraju nie ma porządnego departamentu zajmującego się kulturą, my ludzie sztuki, musimy jakoś dbać by miłość do niej była silna w naszym społeczeństwie, czyż nie?
Gargulki miały swoje biuro, a sztuce dostało się nic. Skandal!
To wszystko było dziwne. Stał tak, rozmawiając, pijąc szampana i zerkając na nici (czy powinien być w ogóle nimi zaskoczony?) jakby był to tylko kolejny tego rodzaju wieczór. Jakby w pobliżu nie było jego największego koszmaru ostatnich tygodni. Czemu on tak bardzo chciał go dręczyć? Dla zabawy? Z powodu jakiś źle rozumianych prawdziwych uczuć? Nie, na pewno nie. To by przecież było absurdalne. A najgorsze, że naprawdę nawet nie powinien próbować tego sprawdzić, chociaż szalenie go to kusiło, bo przecież wiedział o jego oklumencji.
A jednak... A jednak pragnienie poznania prawdy innej niż w tych zakłamanych listach było silniejsze. Najwyżej zwróci znowu na siebie jego uwagę. Trudno. I tak wiedział, co w takiej sytuacji powie. Potrzebował po prostu zapewnienie, lub chociaż próby zdobycia zapewnienia, że te emocje od dawna były wadliwe i...
I naprawdę mało przy tym myśląc, spróbował podejrzeć nici hrabiego, skupiając się głównie na tej prowadzącej do niego samego, ale nie pogardziłby też tą, która łączyła go z panią Delacour. Jeśli był za daleko, spróbował się nieco przybliżyć pod pretekstem lepszego rzucenia okiem na coś z wernisażu.
Bo przecież nici, w przeciwieństwie do listów, nie potrafiły kłamać, a on nie mógł od dawna zrozumieć, czym było to co ich obecnie łączyło.
Percepcja (III), nici hrabiego
Rzut Z 1d100 - 59
Sukces!
Sukces!