13.10.2024, 10:54 ✶
– Pióro feniksa. Przez to czasem działa jak chce, ale gdy już jakieś zaklęcie opanuję, działa dość mocno – przyznała Brenna bez oporów, bo nie, nigdy nie robiła tajemnicy z tego, jaką różdżką się posługiwała. Ta była dość standardowa – wprawdzie pióra feniksa były rzadszym rdzeniem niż smocze serce i sierść jednorożca, ponieważ czarodzieje nie lubili ich kapryśności, ale też był to jeden ze standardowych rdzeni, a wiele osób wolało raczej szpony hipogryfów, włosy wili i inne specyficzne rdzenie – ale Brenna była do niej ogromnie przywiązana po tych wszystkich latach, zwłaszcza że ta dobrze sprawdzała się w pojedynkach, mimo „wybryków” przy zaklęciach użytkowych. I nigdy nie czuła, aby ta chciała przestać współpracować… to znaczy… bardziej niż do tej pory, bo czasem robiła sztuczki w rodzaju „nie, nie, nie, wcale nie chcesz rzucić tego zaklęcia, rzucimy inne zaklęcie”.
Na moment zacisnęła mocniej dłoń na ręce Thomasa. Trochę z niej wyrosłem. Tu nie chodziło tylko o samą stratę różdżki: o przypadkowe złamanie, kradzież, zagubienie.
Różdżka go odrzuciła i rozpadła się w jego rękach.
Obserwowała z ciekawością podtykane Thomasowi różdżki – w oczach Brenny różniły się co najwyżej długością i kolorem, chociaż doskonale wiedziała, że dla mistrza rzemiosła różnice pomiędzy nimi były ogromne i że każda zapewne będzie najbardziej pomocna w innej dziedzinie magii. W innych okolicznościach uśmiechnęłaby się pewnie, gdy jedna z różdżek strzeliła mi wodą w twarz, jasno informując „nie, nie lubię cię”, tym razem jednak zdołała zachować poważny wyraz twarzy.
– Dość egzotyczna – skwitowała, gdy jedna z różdżek zadziałała, podchodząc bliżej, by zerknąć Thomasowi przez ramię. Nie tylko dlatego, że była ciekawa: chciała zapamiętać, jak wygląda, bo cóż, miewała paranoję, a o ile w świecie czarów czyjś wygląd dało się podrobić na parę sposobów, o tyle z różdżką już było znacznie trudniej. – To co? Idziemy na ciastka czy może raczej chciałbyś się gdzieś teleportować, żeby ją wypróbować? – spytała, wyciągając z kieszeni sakiewkę, by uiścić zapłatę. Dobrze, że Figg był od niej starszy, inaczej jeszcze wyglądaliby jak jakaś „sugar mummy”, skacząca wokół swojego utrzymanka…
Na moment zacisnęła mocniej dłoń na ręce Thomasa. Trochę z niej wyrosłem. Tu nie chodziło tylko o samą stratę różdżki: o przypadkowe złamanie, kradzież, zagubienie.
Różdżka go odrzuciła i rozpadła się w jego rękach.
Obserwowała z ciekawością podtykane Thomasowi różdżki – w oczach Brenny różniły się co najwyżej długością i kolorem, chociaż doskonale wiedziała, że dla mistrza rzemiosła różnice pomiędzy nimi były ogromne i że każda zapewne będzie najbardziej pomocna w innej dziedzinie magii. W innych okolicznościach uśmiechnęłaby się pewnie, gdy jedna z różdżek strzeliła mi wodą w twarz, jasno informując „nie, nie lubię cię”, tym razem jednak zdołała zachować poważny wyraz twarzy.
– Dość egzotyczna – skwitowała, gdy jedna z różdżek zadziałała, podchodząc bliżej, by zerknąć Thomasowi przez ramię. Nie tylko dlatego, że była ciekawa: chciała zapamiętać, jak wygląda, bo cóż, miewała paranoję, a o ile w świecie czarów czyjś wygląd dało się podrobić na parę sposobów, o tyle z różdżką już było znacznie trudniej. – To co? Idziemy na ciastka czy może raczej chciałbyś się gdzieś teleportować, żeby ją wypróbować? – spytała, wyciągając z kieszeni sakiewkę, by uiścić zapłatę. Dobrze, że Figg był od niej starszy, inaczej jeszcze wyglądaliby jak jakaś „sugar mummy”, skacząca wokół swojego utrzymanka…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.