Nicholas słuchając, dostrzegł że czegoś najwyraźniej w tym wszystkim Rodolphus nie dostrzegł. Coś, co pomoże uwolnić mu się od kobiety, z jaką został związany. Czy to przez aranż rodzinny czy przez miłość. Sam doskonale wiedział, jak działa prawo w rodzinach czystych i to wesele jednak okazało się cudem, szansą do rozwiązania problemu dość istotnego. Nawet jeżeli nieświadomie czy świadomie, wykonanego ze strony Perseusa, kompromitującego siebie albo swoją rodzinę.
Zaskoczeniem dla wszystkich będzie fakt, jeżeli nie zostanie wydziedziczony.
Pocałunkiem chciał go uspokoić. Zmienić tok myślenia, zmienić jego kierunek, aby spojrzał na tę sytuację szerzej, otwarcie z korzyściami dla siebie. Były przecież na wyciągnięcie ręki.
Podziałało. Uwagi i spostrzeżenia jakie mu przedstawił Travers, sprawiły, że przyznano mu rację. Wiadomo, że Lestrange będzie musiał pierw porozmawiać o tej sytuacji z rodzicami, zanim przejdzie do kolejnego kroku. A może nawet nie będzie nic musiał robić, jeżeli jego ojciec i Bellatrix dojdą do porozumienia i unieważnią to małżeństwo. Pytanie tylko, czy Rodolphus miał co zaoferować w zamian? Kogo poślubi, jak nie Bellatrix?
- Akurat nie jesteś Blackiem, więc nie doświadczysz jego kary.Stwierdził spokojnie. Może na pocieszenie? Trudno stwierdzić. Może Nicholas nie wiedział co mu na te słowa odpowiedzieć. A może temat uznał tej nocy za wyczerpany. Rozjaśnił mu sytuację swojego położenia. Ale też zastanawiało go coś innego. Czy Mulciberowie też tam byli. Wypadałoby poinformować Roberta, co wydarzyło się na weselu o czym powiedział mu Rodolphus. Jak Blackowie się pogrążyli we wstydzie z działań ich członka rodziny.